Świadectwo Luca Daolio

Ja również pragnę spłacić dług wdzięczności wobec Giuseppe Lazzatiego, którego poznałem, uczęszczając do Instytutu i spotykając się z jego członkami. Pragnę dać tutaj świadectwo pewnego aspektu jego postaci, o którym jeszcze nie było dziś mowy. Moje wspomnienia dotyczą czasów, kiedy chodziłem na wykłady Lazzatiego. Były to zawsze bardzo ważne chwile. Chciałbym tutaj przypomnieć aspekt ojcowski Lazzatiego. Mówili już o tym, w pewnym sensie jego najbliżsi, przypominając niektóre chwile z życia rodzinnego, ale myślę że w stosunku do nas, najważniejszy był aspekt ojcostwa w wierze. Już to tylko by wystarczyło, aby być nieskończenie wdzięcznym Lazzatiemu.
Drugi aspekt, także zasługujący na wdzięczność opisuje najlepiej pewna scena, którą zawsze mam przez oczyma. Kiedy wchodząc do kaplicy, widzieliśmy Lazzatiego zatopionego w modlitwie, wielkie wrażenie wywierało to, jak dalece potrafił skoncentrować się na tajemnicy wiary. W pamięci mam jedno zdanie z tym związane, które od czasu do czasu, kiedy rozmawiam z młodzieżą z naszej wspólnoty, chętnie przytaczam: „Historię buduje się na klęczkach”. Nie wiem, czy to zdanie powiedział sam Lazzati, czy ktoś inny, ale z pewnością było to powiedziane w tym właśnie środowisku. Rozważanie, które odczytane zostało dziś rano wydaje mi się ukazywać fundament teologiczny tego prostego zdania: historię budować można tylko na klęczkach. Dlatego, że to właśnie w modlitwie sięgamy głębi tajemnicy, do poznania której wzywa nas Bóg i która w Chrystusie znalazła pełną odpowiedź. I takie właśnie było dla mnie spotkanie z Giuseppe Lazzatim. Tym bardziej więc jest on dla mnie ojcem: ojcem mojego powołania, ojcem mojej wiary. Nawiążę tu do osobistych wspomnień. Uczęszczałem do Instytutu Świeckiego prowadzonego przez Giuseppe Lazzatiego przez dwa lub trzy lata. Potem, w moim powołaniu nastąpił kryzys, a ja sam znalazłem się w fazie przejściowej. Pamiętam, że pewnego dnia napotkałem jego spojrzenie, na które odpowiedziałem zakłopotanym wzrokiem. Wiedziałem, że zrozumiał, choć nic nie powiedział. Dostrzegłem wtedy w jego oczach zrozumienie dla mojej wolności, wolności, z której przecież korzystaliśmy wszyscy w Instytucie. Takie wychowanie do wolności pozwalało, by każdy z nas w swoim sumieniu pokonał długą drogę, by odpowiedzieć Panu.