Listy t. II - Depozyt pozostawiony przez sobór

Depozyt pozostawiony przez sobór

Mediolan 5 grudnia 1965

Najmilsi,

Kiedy ogłoszono rozpoczęcie prac soborowych odczułem potrzebę wezwania was do modlitwy. Teraz, kiedy Sobór kończy obrady, nie mogę powstrzymać się od podzielenia się z wami kilkoma refleksjami dotyczącymi zadań, wynikających z dorobku soborowego, których nie wolno nam zignorować.
Pierwszy obowiązek polega na dobrym zapoznaniu się z dokumentami soborowymi, które są owocem tytanicznej pracy.
Mam nadzieję, że szybko zostaną one opublikowane w jednym tomie, tak aby mieć je wszystkie pod ręką. Instytut wypracuje formy ułatwiające wam zapoznanie się z tymi dokumentami i zrozumienie ich. Będzie też czekał na wasze sugestie, co do najodpowiedniejszych form. W międzyczasie, jeśli wydany zostanie zbiór dokumentów, zaopatrzcie się weń, powoli go czytajcie starając się zrozumieć ich treść, zaznaczając miejsca, których nie rozumiecie. Starajcie się wzbogacić skarbami doktryny, ukrytymi w tych dokumentach. Poznanie ma służyć życiu: poznać, aby żyć! I choć Sobór był ważny, to ważniejszy jest cały Kościół, a zatem dla każdego, kto chce mu być wierny, otwiera się teraz okres przekładania na język czynów oraz na styl bycia wypracowanej przez Sobór doktryny i wskazań. Wydaje mi się, że Duch Święty, który, z Ojcami i za ich pośrednictwem, wyznaczał kierunki prac, powtórzy teraz Kościołowi słowa Chrystusa: Czyń tak, a będziesz żył! Chciałbym zaznaczyć pewną rzecz i to nie dlatego, że pragnę oderwać naszą uwagę od poszczególnych zagadnień i
wskazań, ale właśnie, by pomóc wam je zrozumieć, odnosząc je do kontekstu jedności ducha i zamierzeń, w którym się zrodziły. Jednej rzeczy wymaga od nas Sobór, a jest ona wynikiem syntezy jego prac: nadania całokształtowi naszych działań głębszego wymiaru duchowego. Nie chodzi tu o coś powierzchownego, ale o najgłębszy wyraz tego, co myślimy, mówimy w świetle wiary oraz tego, co czynimy mocą miłości. W ten sposób zajaśnieje oblicze Kościoła, a w nim ukaże się oblicze Chrystusa!

Nasze życiowe postawy powinny być widoczne nie tylko zewnętrznie, ale powinny ukazywać głębokie wartości ewangeliczne, gdyż tylko tak możemy „kierować sprawami doczesnymi po myśli Bożej". Ma to zastosowanie nie tylko do wiernych chrześcijan, ale i do niewierzących. Zadanie to dotyczy wszystkich chrześcijan z powodu ich powołania, a jeszcze bardziej dotyczy nas z powodu naszego szczególnego powołania zrodzonego za sprawą Ducha.. Swym najwyższym autorytetem Sobór zdefiniował nasze powołanie, a Kościół wezwał nas do świadectwa całkowitej wierności Bogu, abyśmy mogli osiągnąć uświęcenie. Swieckość jest więc syntezą natury i łaski, stworzenia i odkupienia, czyli zbawieniem tego, co ludzkie przez to, co boskie, jako urzeczywistnienie misterium Wcielenia. Jest to fascynujący program naszego powołania, który za sprawą nauczania soborowego stał się jeszcze bardziej zobowiązujący. Nauczanie soborowe nie unika tematu dwu przeciwstawnych niebezpieczeństw: laicyzacji i spirytualizmu, które nie chcą uwzględnić głębokiej harmonii między naturą a łaską. Ostatnio wspólnie rozmyślaliśmy nad swobodnym oddziaływaniem różnych elementów składających się na nasze życie, jako warunek zdrowej i owocnej egzystencji.
Nasza pobożność, od której wszystko zależy, jest fundamentalnym elementem naszego życia i chcę przedstawić niektóre wnioski z ostatniego spotkania Odpowiedzialnych. Wnioski te mogą pomóc nam lepiej zrozumieć i w konsekwencji lepiej wcielać w
życie nauki soborowe.
Kościół jest w Chrystusie „niejako sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego" /LG l, l / i dlatego łatwo jest zrozumieć, że pobożność ma pierwszoplanowe miejsce w Kościele, jeśli chce się wypełniać chrześcijańskie powołanie. A szczególną wartość ma dla tych, którzy ze względy na specyfikę powołania, chcą konsekrować własne życie, łącząc się ściślej z Bogiem i tak wypełniając je miłością bliźniego. Dlatego też pobożność ma w naszym życiu najwyższą wagę, a doskonalenie się w pobożności jest najistotniejszym elementem całej formacji. Wobec tego, zasadnicze elementy naszej koncepcji pobożności powinny być dla wszystkich jednakowe. Podobieństwo ma się odnosić nie tylko do teorii, ale też do praktycznej realizacji, z wyjątkiem różnic w wyrażaniu pobożności, które wynikają z różnic osobowych.

1. Pierwszy wniosek. Kardynał Colombo przypomniał nam ostatnio, że „edukacja ma służyć wolności". Każdy wychowawca, którego celem nie jest prowadzenie człowieka ku wolności jest złym wychowawcą. Zasadę tę stosuje się też do życia religijnego
i modlitewnego. Na przykład, w trakcie zgromadzenie liturgicznego, choć wszyscy wypowiadamy identyczne słowa, każdy wypełnia je indywidualną treścią. Dzieje się tak, ponieważ indywidualności każdego z nas nie da się stłamsić, a zgromad¬
zenie modlitewne tworzą osoby modlące się. Pobożność, więc będzie tym bogatsza, im bardziej będzie osobista, a proces formacyjny powinien tak przebiegać, aby nie tłamsić osobowości.
Każdy zatem, ma swój osobisty sposób modlitwy i przeżywania więzi z Bogiem. W procesie doskonalenia w pobożności nie powinno się więc ignorować aspektu indywidualnego.

2. Wolność, która jest celem formacji i procesu edukacji, oznacza bycie takim, jakim chce nas widzieć Bóg. Nie chodzi tutaj o wolność w wymiarze czysto ludzkim, ale o wolność moralną, czyli, w chrześcijańskiej perspektywie, zniesienie wszystkich przeszkód utrudniających nam wypełnianie woli Bożej i bycie
takim, jakim Bóg pragnie, abyśmy byli. Przeciwstawia się to po części naturze, o tyle o ile utożsamia się ona z nieujarzmionymi rozumem i wiarą, i popędami. A zatem, przez analogię, pobożność chrześcijańska nie powinna ulegać popędom, lecz musi przezwyciężać niektóre normalne, naturalne potrzeby. Wymaga to od nas stanowczych wobec kaprysów natury postaw.
Na przykład, uświadomienia sobie, że błędnym mniemaniem jest mierzenie wartości modlitwy naszym dobrym samopoczuciem. Prawdziwa i wartościowa modlitwa to taka, która jest nawiązaniem kontaktu z Bogiem oraz pragnieniem bycia na Jego obraz i podobieństwo.
W tym kontekście nabiera szczególnego znaczenia mocne zdanie z naszych Konstytucji: „Miles nic nie może przedkładać nad wierne i nabożne praktyki pobożności". Oznacza to, że Miles w swym nadprzyrodzonym wymiarze, uznaje że inne wartości nie mogą być przedkładane nad pobożność.

Ale czy takie kategoryczne stwierdzenie, nie może doprowadzić do sytuacji dyskomfortowej, wynikającej ze zderzenia realiów /wieczorne zmęczenie po całodziennym trudzie/ z wymaganiami /codzienne praktyki pobożności/? Wartościujący sąd dotyczący modlitwy jest niezmienny i nikt nie powinien próbować usprawiedliwiać zmiany kolejności, czyli, na przykład, nie powinien wypowiedzieć zdania, że dla mnie osobiście ważniejsze jest działanie, a nie modlitwa. Zasada ta pozostaje aktualna także w sytuacjach od nas niezależnych, które przyczyniły się do zaniedbania codziennej modlitwy; wtedy to, z bólem, zachowani w sercu tę zasadę, a w praktyce, kiedy tylko będzie to możliwe „nadrobię" moje modlitewne zobowiązania. Należy więc wyznaczyć sobie czas na modlitwę.

Ochroni to prymat wymiaru nadprzyrodzonego, a nas przed spychaniem modlitwy na dalszy plan, czy to z powodu nadmiaru pracy, czy z powodu niewłaściwej organizacji czasu. Gdyby nie modlitwa, przeważyłby w naszym życiu wymiar naturalistyczny i nigdy nie osiągnęlibyśmy tego ducha modlitwy, który jest owocem długich ćwiczeń modlitewnych. Porzucając wyżej wymienioną zasadę, nigdy nie osiągniemy w naszym życiu religijnym autentycznej wolności, gdyż pobożność zostałaby stłumiona przez wymiar naturalistyczny.

3. Kolejna kwestia, której mamy się przyjrzeć dotyczy praktyk pobożności. Także tutaj natura może się domagać poszerzenia pola wolności. Wśród praktyk pobożności są takie, które w pewnych okresach wymagają wielkiego wysiłku, gdyż przeciwstawiają się naszym naturalnym popędom. Należy patrzeć na nie z punktu widzenia teologicznego, gdyż w tym świetle okazują się niezbędne, choć pozostają trudne. Istnieją dwa typy pobożnych praktyk. Pierwszy to „ex opera operato", czyli zastosowanie do każdego z nas Bożego planu zbawienia,
w którym to Bóg podejmuje inicjatywę; oraz drugi, „ex opera operantis", w którym bardziej uwidacznia się nasz wysiłek dostosowania się do zbawczego planu. Do pierwszego typu należą:
Msza Święta z komunią, spowiedź i w pewnym sensie modlitwa przed Najświętszym Sakramentem. Do drugiego typu należą:
medytacja, rachunek sumienia, duchowa lektura. Bez tych praktyk, wyrażonych przez „poddanie się Bogu", lub "osobisty wysiłek", nie dojdzie do błogosławionego w skutkach spotkania między uświęcającą wolą Boga a naszą chęcią uświęcenia, z czego
rodzi się pobożność przenikająca i przemieniająca nasze życie.

4. Do wypełniania pobożnych praktyk i do modlitwy potrzebny jest wyznaczony czas, czyli pewien porządek; dlatego też Instytut, będąc szkołą modlitwy, wymaga określonego czasu na modlitwę. W ten sposób wypełniamy polecenie Kościoła,
dotyczące doczesnych aktywności, aby „kierować nimi po myśli Bożej". Czasami, aby ocalić czas na modlitwę, należy pozbyć się pewnych obowiązków, przecież nie chodzi o to, by wykonywać coś dla samej czynności, ale, by wykonywać po to, by porządkować
po myśli Bożej. A nie będziemy tego dobrze wykonywać, jeśli, poprzez modlitwę, nie będziemy szukali wewnętrznego kontaktu z Bogiem.

5. Zajmiemy się teraz metodami modlitwy, które są wspólne dla wszystkich. Metoda rodzi się z indywidualnych potrzeb każdego człowieka i cechuje sposób modlitwy. Dla jednego będzie to położenie akcentu na rozważania, dla innego na odczucia; dla jednego dedukcja, dla innego intuicja; dla jednego wysiłek woli, dla innego całkowite oddanie się Bogu. Szkoła modlitwy powinna szanować indywidualne potrzeby i pozwolić każdemu być takim, jakim chce go widzieć Bóg. Chór nie tłumi pojedynczego głosu, ale pojedynczy głos nadaje pełne brzmienie chórowi. Instytut nie chce narzucać metody modlitwy i choć określa praktyki pobożności, nie wymaga wskazanych modlitw.

Każda osoba powinna być wspierana w jej osobistym rozwoju modlitewnym tak, aby we wspólnocie z nami, mogła pozostać w pełni sobą.
Z głębi naszego serca wznosi się, wraz z całym Kościołem, podziękowanie Bogu za to, co On, za pośrednictwem Soboru, dał Kościołowi. My, zaś, ze szczególną troską, powinniśmy podjąć zobowiązanie, aby wypełniać nasze powołanie jak najwierniej, aby w ten sposób wnosić do Kościoła i świata nauki przekazane nam przez Sobór.
O to prosiłem wczoraj, słuchając Mszy Świętej, na zakończenie prac soborowych. W tym stanie ducha, życzę wszystkim błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia oraz obfitego w dobro Nowego Roku.