Listy t. IV - Modlitwa

Modlitwa

maj 1976

Nasze podejście do zagadnienia modlitwy nie koncentruje się na oczekiwaniu nowości typu teoretycznego, ale na poszukiwaniu tego, co tradycja Kościoła oraz nasze doświadczenie, wsparte refleksją mogą nam zaofiarować przy zgłębianiu tego tematu. Zadaniem wykładu wprowadzającego jest przedstawienie koncepcji głównego nurtu rozważań, opartej na fundamentach teologicznych i w tych ramach rozwijanie wspólnej refleksji. Struktura mojego wykładu jest trzyczęściowa i mocno podkreśla wagę ścisłego związku modlitwy z życiem.

Modlitwa jako wyraz konsekracji świeckiej

Nasze rozważania na temat modlitwy nie będą miały charakteru ogólnego, ale odnosić się będą do konkretnej sytuacji osób przeżywających swoją konsekrację Bogu, w samym środku rzeczywistości doczesnej, z zamiarem porządkowania jej i pobudzania do wzrostu, zgodnie z wolą Bożą. Ciągłe odnoszenie się do stawianego sobie celu nie może pomijać tak ważnej dla nas kwestii, jak koncepcja konsekracji świeckiej, która niech będzie punktem odniesienia dla naszych rozważań. Konsekracja świecka — jak przywykliśmy ją rozumieć - jest radykalnym urzeczywistnieniem konsekracji chrzcielnej. Innymi słowy, jest ona jednocześnie darem od Boga i naszym zobowiązaniem do odpowiedzi na powołanie, poprzez które Bóg wzywa nas do odzyskania w Chrystusie — Słowie Wcielonym — dzięki Jego śmierci i zmartwychwstaniu /czyli dzięki ziarnu zasianemu w nas poprzez chrzest/ „obrazu i podobieństwa", według którego, w Słowie, zostaliśmy stworzeni /J l, 1-4/. I nie chodzi tu o 'byle jakie' podobieństwo, lecz o odzyskanie takiego podobieństwa, które odwzorowywałoby zasadnicze cechy Pana naszego Jezusa Chrystusa. Do nich zalicza się rodzaj człowieczeństwa obecny w Boskiej osobie Słowa, który w nieprzerwanej wspólnocie z Ojcem oraz w czystości, ubóstwie i posłuszeństwie — formie bezinteresownej miłości - stanowi wyjątkowy znak rzeczywistości Bosko-ludzkiej.

Jeśli znak naszej konsekracji znajduje swój wyraz w upodobnieniu się do osoby Jezusa Chrystusa, to oczywistym staje się fakt, że w niej zostaje wywyższona zasadnicza cecha stworzenia, wyrażająca się w dialogu jako koncepcji życia. Mam tu na myśli postrzeganie życia jako dialogu miłości między powołującym Bogiem, a odpowiadającym stworzeniem.
Koncepcja życia jako dialogu znajduje swój najwyższy wyraz we wszczepieniu stworzenia, poprzez chrzest, w Chrystusa; tak że w Nim i poprzez Niego wytwarza się w osobie chrześcijanina, a tym bardziej konsekrowanego, w sposób świadomy i konsekwentny przeżywającego swoją konsekrację, stan wspólnoty z Ojcem, w którym modlitwa, aktywności, pasje, są elementami oddzielnymi, choć składającymi się na jeden strumień życia, rozumiany jako dialog miłości Ojca i Syna z Duchem Świętym. W tym kryje się istota misterium Chrystusa: choć pozostaje w Ojcu, jednocześnie staje na progu ludzkości jako osoba, w której istnieje człowieczeństwo poprzez fakt wcielenia w łonie Maryi Dziewicy. W ten sposób, kiedy Boska osoba Słowa przebywa i działa pośród ludzi, to człowieczeństwo Chrystusa jest w stanie nieprzerwanej wspólnoty z Ojcem, przypieczętowanej więzią miłości przez Ducha Świętego, który kieruje każdym krokiem i ożywia każde słowo i czyn wypływające z człowieczeństwa Chrystusa.

Zgłębianie istoty tego misterium w świetle wiary i pod wpływem Ducha Świętego jest warunkiem odnalezienia i uchwycenia prawdziwego sensu i wartości modlitwy w pe¬spektywie wspomnianego stanu wspólnoty z Ojcem w Synu za sprawą Ducha Świętego, którego początkiem jest w nas chrzest, a konsekracja pogłębieniem. W konsekwencji, modlitwa jawi się nam nie jak zewnętrznie narzucony nakaz, ale jak nieodparta potrzeba wynikająca z koncepcji życia postrzeganego jako dialog; z koncepcji życia postrzeganego jako wspólnota z Trójcą Świętą, od której życie bierze swój początek, i do której ma powrócić osiągając w Niej swoją pełnię. Innymi słowy, modlitwa w swych różnorakich formach: adoracji, uwielbienia, przebłagania, prośby /są to formy odpowiadające sytuacjom, w których znajduje się stworzenie i to stworzenie odkupione w Synu i uświęcone przez Ducha Świętego/, staje się momentem decydującym o połączeniu w jedno odrębnych i odmiennych elementów życia codziennego. W ramach tak pojętej jedności, podobnie jak w przypadku Chrystusa, konkretyzuje się wspólnota życia z Trójcą, na mocy której, nie zacierając odrębności, przezwycięża się niepowetowaną szkodę, jaką wyrządza naszemu życiu i działalności oddzielenie modlitwy od codziennych czynności.

Ażeby modlitwa mogła stać się naturalnym i znaczącym elementem stanu wspólnoty z Trójcą, w którym żyje osoba świecka konsekrowana, musi ona uzmysłowić sobie głęboki sens własnego, specyficznego powołania. A sens ten kryje się w połączeniu w jedno konsekracji i świeckości. Dopóki to nie nastąpi, modlitwa i działanie pozostaną, nie tyle odrębne - co jest rzeczą słuszną, ile rozłączne. Konsekwencją takiego stanu rzeczy mogą być trudności związane ze świadectwem życia oraz z samym powołaniem.
W tym właśnie gronie uznając sens konsekracji świeckiej za oczywisty, nie trudno jest zauważyć, że zbiegają się w modlitwie i zasilają ją różne elementy, czy to wznoszenie duszy do Boga, czy zwrócenie się ducha ku rzeczywistości doczesnej /w której działa i na którą wpływa świecki konsekrowany/, ku jej aspektom pozytywnym i negatywnym w taki sposób, że rzeczywistość doczesna - z perspektywy stworzenia i odkupienia /Rz 8, 19-231 - jest postrzegana w Bogu, a Bóg jest uchwytny w rzeczywistości doczesnej. Nie ma potrzeby wyjaśniać, iż użyte określenie 'rzeczywistość doczesna' obejmuje całość stworzenia, czyli osoby, relacje, rzeczy i to w ujęciu dynamicznym, jako proces wzrostu i transformacji, który został wpisany w stworzenie, a w którym człowiek, wypełniając Boży nakaz, uczestniczy nadając kierunek tym zmianom.
Kiedy już prawdziwy sens mojej konsekracji świeckiej stanie się integralną częścią mojego życia, siłą napędową mojego bycia i działania, podstawową moją tożsamością, gdzież świadomość mojej wspólnoty z Ojcem w Synu przez Ducha Świętego znajdzie swój najwyższy, najgłębszy, najbardziej stymulujący wyraz, jak nie w modlitwie? Śmiem twierdzić, że Księga Psalmów zrodziła się z tej świadomości, podobnie jak modlitwy Jezusa zapisane w Ewangelii, aż do ostatniej Jego modlitwy, która u Jana jest początkiem wielkiej modlitwy, ale już nie mówionej, lecz przeżywanej jako ofiara krzyża.

Wzrok pełen uwielbienia dla niewypowiedzianego misterium Boga w Trójcy Jedynego, przechodzi w szept wypowiadanych słów uwielbienia, podpowiedzianych przez Ducha Świętego, lub w ciszę bardziej wymowną niż niejedno słowo. W takim momencie trudno przestawić się z kontemplacji Jego niewidzialnej, będącej poza jakąkolwiek widzialną rzeczywistością, obecności na kontemplację i poszukiwanie Jego obecności innej, choć realnej, którą wskazuje mi oko wiary w ludziach, czy w rzeczywistości składającej się na moją codzienność. I tak, poczucie mojej niewystarczalności lub wręcz odrzucenie natchnień płynących na różne sposoby od Bożej miłości, a zatem, wynikająca stąd potrzeba pokuty i przebaczenia, nie zostaną zaspokojone, jeśli stopień mojej wspólnoty z Bogiem w Chrystusie, będzie weryfikowany powierzchownie, a nie w kontekście mojego funkcjonowania w rzeczywistości doczesnej, do życia w której zostałem powołany. A moje codzienne odmawianie „Ojcze Nasz", czyż nie stanie się pełniejsze, nastawione na konkret, a zatem mniej abstrakcyjne, jeśli wniesie się do tych próśb na pojawiające się każdego dnia potrzeby, wypływające z naszego zobowiązania, którego nie możemy zignorować, do szukania królestwa Bożego, zajmując się sprawami doczesnymi i kierując nimi po myśli Bożej? W ten sposób modlitwa staje się naturalną przestrzenią, z której czerpie się siłę, i w której wyraża się stan wspólnoty z Ojcem w Chrystusie, będąc jednocześnie odzwierciedleniem — choć niedoskonałym ze względu na ograniczenia, jakim podlega stworzenie - równoległej obecności w Ojcu i w świecie charakterystycznej dla Słowa wcielonego. Stan ten określa lub powinien określać konsekrację świecką. Należałoby zadać sobie pytanie i mogłoby to być przedmiotem refleksji w grupach roboczych: Czy i w jakim stopniu, prowadziły nas albo prowadzą, do osiągnięcia takiego stanu rozważania dotyczące modlitwy, które zwykliśmy słuchać w naszych kościołach lokalnych /diecezjalnych czy parafialnych/? Czy liturgia w swych różnych formach pomaga nam w tym i w jakim stopniu /w przypadku negatywnej odpowiedzi, dobrze by było odpowiedzieć, dlaczego nie/? Czy i w jakiej mierze nasze doświadczenie może nam pomóc w osiągnięciu tego, rak istotnego, celu? A kiedy już zostanie osiągnięty, jak podtrzymywać i wzrastać w takiej modlitwie? Nasz wysiłek przecierania szlaków na tej trudnej drodze mógłby stać się pożyteczną pomocą dla wszystkich świeckich. Pomógłby im uniknąć rozejścia się modlitwy z życiem codziennym, dzięki umiejętności wnoszenia życia do modlitwy, a modlitwy oraz jej ducha do życia, tak aby stało się ono, jak tego chciał Sobór „świadectwem wobec świata zmartwychwstania i życia Pana Jezusa i znakiem Boga żywego" /LG 38/.

Źródło misji

Koncentrując całą naszą uwagę na osobie Chrystusa, w którym odnawiamy nasze podobieństwo do Słowa wcielonego, aby móc się stać widocznym znakiem naszej konsekracji, coraz wyraźniej widzimy, że stan wspólnoty między Ojcem i Synem w Duchu Świętym, ich wzajemna miłość, jest wyjaśnieniem całokształtu tycia Jezusa. Stan ten znajduje swój najgłębszy i najmocniejszy wyraz w modlitwie z powodu pełnej świadomości oraz radości z rozmowy — dlatego też „całą noc spędził na modlitwie do Boga" /Łk 6,12/. Modlitwa jest też przestrzenią uświadamiania sobie wagi misji oraz źródłem ją zasilający m; misji, którą Ojciec powierza Synowi, a Syn przyjmuje od Ojca we wspólnocie miłości, która nie ustaje, nawet wtedy, gdy Syn stawszy się człowiekiem - w Nazarecie, na drogach Palestyny, czy na Kalwarii — przeżywa swoje dni intensywnie pracując, nauczając, czy cierpiąc. Można reż powiedzieć, że początkowe poddanie się odkupieńczej woli Ojca — wyrażonej u Izajasza /6,8/ w dialogu „Kogo mam posłać? Kro by nam poszedł? Odpowiedziałem: Oto ja, poślij mnie" — w miarę nabywania, jako człowiek, doświadczenia wspólnoty z Ojcem, w długich nocnych modlitwach, prowadzi Jezusa do coraz głębszego uświadomienia sobie sensu i do realizacji misji powierzonej Słowu oraz do zrozumienia powodów Jego wcielenia, aby, parafrazując słowa z Listu do Efezjan, przywrócił ludzi, zgodnie z zamysłem powziętym przed założeniem świata, do stanu świętości, czyniąc ich, z miłości, przybranymi synami w Jezusie Chrystusie. A wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie /zobacz Ef l, 3-10/.

A kiedy na nas spadła, jak grom z jasnego nieba, miłość Jezusa wzywająca do wiernego naśladowania Go w Jego doświadczeniu pracującego „syna cieśli" i mieszkańca Nazaretu, odpowiedzieliśmy: „Oto ja, poślij mnie". Ale porywająca misja przyjęta z entuzjazmem, zachowa swą świeżość, a nawet zyska głębsze uzasadnienie w sercu osoby konsekrowanej tylko wtedy, gdy z modlitwy będzie on czerpał sens bycia oraz siłę do bycia w Słowie i ze Słowem wcielonym-Jezusem, kontynuatorem Jego doświadczenia z Nazaretu, dla zbawienia świata: doświadczenia związanego z pracą, z uczestnictwem w życiu miasta i jego mieszkańców mając na uwadze ich rozwój. Co prawda teksty Ewangelii nie dają nam żadnych konkretów, odnoszących się do tych doświadczeń, trwających przecież, dla Jezusa prawie 30 lat. Sądzę, że nie jest to bez przyczyny. Pozwala to na uniknięcie pułapki powielania postaw i zachowań, które powinny być dostosowywane, choć istota przesłania nie podlega zmianie, do sytuacji w zmieniającym się kontekście historycznym. Nie chodzi przecież o stworzenie gotowych recept na konkretne współczesne postawy i działania w rzeczywistości doczesnej, na podstawie hipotetycznych doświadczeń Jezusa z Nazaretu. Chodzi o to, by zachować wierność modlitwie rozumianej jako naturalna przestrzeń dla stanu wspólnoty z Bogiem w Chrystusie i z niej, dzień po dniu, czerpać sens misji, do której zostaliśmy powołani z racji naszego powołania oraz siłę do utrzymania jej właściwego kierunku przezwyciężając różnorakie trudności, pojawiające się na naszej drodze. Misja powierzona nam przez Ojca w Chrystusie też polega na „zjednoczeniu w Chrystusie jako Głowie wszystkiego na nowo" /Ef l, lO/.

Misji tej nie należy traktować jako okazji do nieuprawnionej sakralizacji, ale w sposób określony przez Sobór: „szukać Królestwa Bożego zajmując się sprawami świeckimi i kierując nimi po myśli Bożej" /LG 31/. Są dwa miejsca w tym tekście, w których podkreślona jest integralność powierzonej nam misji. Pierwsze wskazuje na nasze, osobiste uświęcenie i wyrażone zostało słowami: „szukać Królestwa Bożego", które mamy, przede wszystkim, w nas ustanowić, a następnie wśród innych ludzi - a jest to: prawda, sprawiedliwość, łaska, świętość, miłość, pokój. Drugie, to działanie w świecie w sposób porządkujący rzeczywistość ziemską, zgodnie z wolą Boga, aby człowiekowi było łatwiej odpowiedzieć na Bożą inicjatywę. W tym momencie doświadczenie każdego z nas podpowie nam, z jaką łatwością i siłą może pojawić się pokusa dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, pokusa oddzielenia wysiłku osobistego uświęcenia od naszego codziennego zaangażowania w sprawy ziemskie; a po drugie pokusa sprowadzenia powierzonej nam misji wyłącznie do zajmowania się sprawami świeckimi, zapominając o tym, że mamy się nimi zajmować w konkretnym celu: porządkowania zgodnie z wolą Boga.

Podtrzymywanie prawdziwego i pełnego sensu misji jest owocem modlitwy, modlitwy, która jest charakterystycznym i znamiennym wyrazem naszej konsekracji i misji, czyli naszej konsekracji świeckiej. Wagę modlitwy doceniamy w najtrudniejszych i najbardziej przykrych momentach naszego świeckiego zaangażowania, kiedy ciągle jest w nas żywe poczucie wspólnoty z Ojcem w Chrystusie, a zatem i poczucie misji, które z tej wspólnoty bierze początek i czerpie soki żywotne, potrzebne do dochowania wierności tejże misji.
Nie możemy też zapomnieć, jak wielkiej zdolności rozpoznawania, lub używając języka Biblii, mądrości, wymaga prowadzenie naszej misji według woli Boga. W tym miejscu, w sposób naturalny, nasuwa nam się modlitwa, którą autor Księgi mądrości wkłada w usta Salomona. Czuje on ciężar odpowiedzialności, spoczywający na nim jako na władcy i chce działać sprawiedliwie, czyli, używając języka soborowego: „zajmować się sprawami świeckimi i kierować nimi po myśli Bożej". „Boże przodków i Panie miłosierdzia, któryś wszystko uczynił swoim słowem i w Mądrości swojej stworzyłeś człowieka, by panował nad stworzeniami, co przez Ciebie się stały, by władał światem w świętości i sprawiedliwości (...) - dajże mi Mądrość, co dzieli tron z Tobą (...). Choćby zresztą był ktoś doskonały między ludźmi, jeśli mu braknie mądrości od Ciebie — za nic będzie poczytany. (...)
Z Tobą jest Mądrość, która zna Twe dzieła, i była z Tobą, kiedy świat stwarzałeś, i wie, co jest miłe Twym oczom, co słuszne według Twych przykazań. Wyślij ją z niebios świętych (...), by przy mnie będąc ze mną pracowała i żebym poznał, co jest Tobie miłe (...). I będą przyjemne dzieła moje" /Mdr 9, 1-12/.
To z modlitwy rodzi się mądrość, dzięki modlitwie otrzymuje się ten dar, który nadaje znaczenie naszej misji i nie dopuszcza, aby została sprowadzona do czysto ludzkiego wysiłku skierowanego na budowanie czegoś, co będzie wyrazem ludzkiego kaprysu, a nie zamysłu Boga. Aby tak się nie stało, potrzeba nam nie tylko Mądrości, "by przy mnie będąc ze mną pracowała", ale też nasz codzienny wysiłek potrzebuje mocnego oparcia w niepodważalnych cnotach: pokory, męstwa, cierpliwości.

Zwłaszcza potrzeba nam wytrwałej cierpliwości, cierpliwości umiejącej znosić ból i cierpienie, nie cofającej się przed krzyżem; cierpliwości, która nie zaakceptuje, ze strachu przed krzyżem, zamiany standardów, wynikających z Ewangelii, na te ludzkie. Cnoty te czerpią swą siłę właśnie z modlitwy, a ta, dzień po dniu,
nadaje sens naszej misji i pozwala dochować jej wierności.
Każde działanie odarte z takiej perspektywy, nieuchronnie popadnie w czysty naturalizm, czy laicyzm i stanie się zaprzeczeniem powierzonej misji. I tak się dzieje, jeśli nie odnawiamy naszych sił w prawdziwym źródle, czyli we wspólnocie z Ojcem w Chrystusie za sprawą Ducha Świętego, czyli w modlitwie.

Im więcej zastanawiamy się nad naszym powołaniem, tym wyraźniejsza staje się rola, którą Instytuty Świeckie mają do spełnienia w Kościele i w świecie. Jesteśmy też wszyscy przeświadczeni, że sekret skuteczności Instytutów Świeckich - tak w odniesieniu do stworzenia odpowiednich warunków do wzrostu silnych osobowości, jak i w odniesieniu do obecności na kształt zaczynu, poszczególnych Instytutów w świecie i w Kościele, do czego zostały powołane - kryje się w formacji członków Instytutów Świeckich. Nie bez powodu w dokumentach Kościoła, dotyczących Instytutów Świeckich i w samych Instytutach, nadaje się wielką wagę procesowi formacji i problemom z tym związanym.
Mamy też dogłębną świadomość tego, że istnieją różne płaszczyzny, które należy poddać procesowi formacji. Osobiście uważam jednak, że punkt, w którym schodzą się różne płaszczyzny tego procesu, i który w końcu decyduje o powodzeniu całego przedsięwzięcia, to formacja modlitewna. Ma ona uzdolnić do takiej modlitwy, w której charyzmat typowy dla naszego powołania znajdzie swój najgłębszy i najwyższy wyraz oraz źródło, z którego będzie czerpać siłę do realizacji swych zadań. Oznacza to, że formacja - także w Instytutach Świeckich - powinna być nastawiona, choć nie wyłącznie, ale w pierwszym rzędzie na formację modlitewną. I ma to być formacja nie ogólna, ale ukierunkowana na typ modlitwy opisany w pierwszym punkcie, czyli na taką modlitwę, która będzie ciągle odnawiała w sumieniu świeckiego konsekrowanego sens jego misji. Jest to równoznaczne z pewnością pozostania z Chrystusem i w Chrystusie w obrębie życia Trójcy, by jednocześnie móc dotrzeć do wszystkich sytuacji, także tych najdalszych, na świecie, które oczekują „wyzwolenia z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych" /Rz 8, 21/.

W związku z powyższym trudno nie zauważyć, iż w naszych kościołach lokalnych wysiłek formacyjny przygotowujący chrześcijan do modlitwy jest niewystarczający. W konsekwencji ci, którzy pozytywnie odpowiedzą na naszą propozycję powołaniową, przychodzą do nas w zasadzie pozbawieni autentycznej znajomości i doświadczenia modlitwy, albo są już obciążeni nawykami, mającymi niewiele wspólnego z autentyczną modlitwą. I nie mam tu na myśli form modlitwy prowadzonej w grupach charyzmatycznych, które, z pewną dozą krytycyzmu, ale mogą być uznane za uprawnioną reakcję na typ modlitwy całkowicie mechanicznej, czyli tak zwane klepanie formułek bez duchowego zaangażowania. Mam raczej na myśli formy, które określę jako dewocyjne, związane z marginalnymi aspektami chrześcijańskiej pobożności, a nie z głównymi elementami misterium wiary chrześcijańskiej, czy z wielkimi prawdami będącymi źródłem autentycznej pobożności.

Fakt ten zobowiązuje nas do większego zaangażowania. Chciałbym teraz, zaproponować pewne rozwiązania, które powinny się stać przedmiotem refleksji i dyskusji.

a) Każdy Instytut powinien opracować formy modlitwy oddające istotę i sens konsekracji i świeckości. W pracy tej, poprzedzonej głęboką refleksją, należy sięgnąć po liczący sobie dwa tysiące lat dorobek twórczy Kościoła, bogaty w dzieła zajmujące się teorią i praktyką modlitwy. Można tu mnożyć przykłady, począwszy od traktatów Ojców Kościoła poprzez teksty Teresy z Awili, czy Charles'a de Foucauld, aż po zapiski Madeleine Debrel. Zwykle, nasza znajomość podstawowych tekstów odnoszących się do modlitwy jest powierzchowna i ogranicza się do jakiejś pobieżnej lektury ostatnich nowości. Nie chcę przez to powiedzieć, że najnowsze teksty są nieważne, ale z pewnością niewystarczające do uzmysłowienia sobie pewnych zapomnianych, choć ważnych wartości.

Rozważaniu istniejących już tekstów powinna towarzyszyć praktyka form modlitwy, zrodzonych w naszym środowisku, jako wyraz właściwego nam charyzmatu. Charakterystyczne dla nas formy modlitwy powinny rodzić się ze słuchania słowa Bożego oraz z konfrontacji tego słowa z naszą sytuacją świeckich konsekrowanych, co zaowocuje, starodawną i zarazem nową, modlitwą adoracji, uwielbienia, przebłagania, czy prośby, w całkowitej ciszy lub w śpiewie.
To twórcze zadanie odnoszące się do modlitwy, powinno wziąć pod uwagę potrzebę powiązania modlitwy osobistej z modlitwą wspólnotową, zwłaszcza liturgiczną, tak, by uczestnicząc w zgromadzeniu liturgicznym, poza środowiskiem Instytutów Świeckich, w parafii czy diecezji, dawać przykład wspólnotowego, a nie indywidualistycznego podejścia do modlitwy. Bo przecież mówimy „Ojcze nasz" co jest to wyrazem postrzegania Kościoła oraz ludzkości jako wspólnoty modlącej się w nas.

b) Osoba odpowiedzialna za formację Aspirantów, powinna być 'człowiekiem modlitwy', czyli powinna być, poprzez swoje przygotowanie i doświadczenie, chodzącym wzorem modlitwy charakterystycznej dla Instytutu. Powinna umieć ten wzór
przekazać dając swoim życiem konkretny przykład, jak należy się modlić, zanim jeszcze Aspiranci zapoznają się z instrukcjami poświęconymi zagadnieniu modlitwy. Zwrot 'jak należy się modlić', oznacza odniesienie się do czasu i formy modlitwy; że
nie osiągnie się pożądanej formy modlitwy bez poświęcenia jej odpowiedniej ilości czasu.

c) Zobowiązanie do modlitwy przeżywane w ten sposób pozwoli, moim zdaniem, stworzyć sytuację, w której osoby szukające kontaktu z Instytutem nie będą miały złudzeń, co do jego natury, a jednocześnie będą miały okazję do zweryfikowania
autentyczności swoich pragnień, widząc jeden z ważniejszych znaków powołania świeckiego konsekrowanego. Takim znakiem, według mnie, powinno być rozwinięte życie modlitewne, które odzwierciedlałoby zasadnicze cechy Instytutu. Do cech tych
można zaliczyć:
zrozumienie istoty konsekracji świeckiej;
duch wspólnoty żyjący w Instytucie i jego witalność;
poczucie misji, którą Instytut uważa za swoją własną;
wierność modlitwie jako podstawa trwałości i duchowej płodności Instytutu.

Myślę, że osoba, która będzie chciała bliżej poznać Instytut i zetknie się z typem modlitwy będącej żywym przykładem syntezy jego istoty, celu oraz sposobu działania, znajdzie w rym odpowiedź na stawiane sobie pytania odnośnie własnego powołania. Uniknie się też, w ten sposób, nieporozumień związanych z obiegową opinią, iż prawdziwym i nieomylnym znakiem powołania świeckiego ma być rzekomo 'chęć działania', która często wyradza się w formy mało przekonującego utylitarnego aktywizmu. Prawdziwy znak, który osoba zainteresowana zobaczy, to harmonijne zespolenie modlitwy i działania, działania i modlitwy, jako że modlitwa jest wyrazem konsekracji świeckiej, źródłem misji i kluczem do właściwej formacji.