Listy t. IV - Synod Biskupów z 1974 roku

Synod Biskupów z 1974 roku

24 września 1974

Zdecydowałem się na to sprawozdanie, aby uniknąć nieporozumień, które mogłyby się pojawić na skutek relacji zamieszczanych w prasie określonego typu. Czytając prasę, nie można wyrobić sobie właściwego zdania, a to dlatego, że większość prasy jest uprzedzona do Kościoła, bądź nawet wrogo nastawiona, z zamiarem szkodzenia Kościołowi. Dlatego też, nie jest to najlepszy środek do zrozumienia tego, co naprawdę dzieje się w Kościele.

Jak pokazuje praktyka, wyjmuje się zdanie z kontekstu i wokół tego konstruuje się całe rozumowanie. Wystarczy to samo zdanie umieścić w kontekście, z którego zostało wyjęte, a zobaczymy, że zmieni się jego znaczenie. Niestety, prasa włoska nie może służyć do poznania Kościoła. W trakcie Synodu biskupi niejednokrotnie skarżyli się z tego powodu. Kto może czytać prasę zagraniczną, ten zauważył, że informacja była znacznie rzetelniejsza. Synod przygotował dla dziennikarzy materiały, które były doskonale przygotowane, aktualizowane i pełne. Korzystała z tego serwisu prasa zagraniczna przygotowując wyczerpujące relacje. Tymczasem prasa włoska, znając jej powiązania z siłami niechętnymi Kościołowi, nie umiała czy nie chciała z tego skorzystać.

Zanim powiem coś na temat Synodu, warto jest przypomnieć sobie, czym jest Synod. Informację na ten temat uzyskamy czytając List apostolski z września 1965, w którym to Papież Paweł VI ustanowił Synod biskupów. Jest on narzędziem ścisłej łączności między Biskupem Rzymu a biskupami, jest on organem doradczym, a tylko w pewnych sytuacjach — na polecenie Papieża - ma głos decydujący. Zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego, kanon 342, Synod biskupów ma „pobudzać ścisłą łączność między Biskupem Rzymu i biskupami, jak również temuż Biskupowi Rzymskiemu świadczyć pomoc swoją radą w celu zachowania i wzrostu wiary oraz obyczajów, a także za¬chowania i umocnienia dyscypliny kościelnej, i rozważenia problemów, związanych z działalnością Kościoła w świecie".

Nie jest łatwo biskupom, na przykład z Afryki, mieć dokładne i bezpośrednie informacje o sytuacji w Ameryce czy Azji, bądź Europie. A jednak, w momencie, w którym biskupi zbierają się w charakterze organu doradczego papieża muszą mieć dokładne rozpoznanie w sytuacji. Innym zadaniem biskupów jest wypracowanie wspólnego stanowiska, co do zasadniczych punktów doktryny Kościoła i obyczajów w Kościele. Synod podlega bezpośrednio władzy papieża, który mu przewodniczy i ustala rozpatrywane na nim zagadnienia. I rzeczywiście, prawie we wszystkie dni, z wyjątkiem środy - dnia audiencji generalnej — Papież przewodniczył Synodowi.
Przygotowanie tematów wybranych przez papieża, to pracochłonny i długi proces. Synod ma się zbierać co trzy lata, ale od momentu wyboru tematów przez papieża, stały sekretariat Synodu — organ pochodzący z wyboru — rozpoczyna prace przygotowawcze, polegające na konsultacjach z poszczególnymi biskupami oraz z Konferencjami Episkopatu, co do wybranych tematów. Wymaga to ogromnej pracy, zwłaszcza zebranie mnóstwa materiałów w celu przygotowania obrad Synodu. Zwieńczeniem tej pracy jest ułożenie sprawozdań zaprezentowanych później na Zgromadzeniu Synodu, wokół których toczy się dyskusja na ogólnym forum lub w grupach roboczych. Jest to ciągła praca, która ma umożliwić stałą konsultację w Kościele między episkopatami i radą biskupów, a papieżem.
Po raz pierwszy byłem uczestnikiem Synodu i uważam, że metoda pracy mogłaby ulec zmodyfikowaniu. Podobnego zdania byli też Ojcowie, którzy proponowali zmiany. Sam zauważyłem pewne niedociągnięcia, które z punktu widzenia sprawności i skuteczności obrad, powinny ulec zmianie. Zgromadzenie debatuje nad tematem ogólnym, grupy robocze, dla ułatwienia komunikacji, tworzy się według kryterium językowego, ale dyskusja toczy się też wokół tematu ogólnego. Tymczasem, grupy robocze powinny być zorganizowane — nie oglądając się na kryterium językowe — wokół tematów szczegółowych, zrodzonych w czasie dyskusji na Zgromadzeniu ogólnym. W przeciwnym razie w grupach kontynuuje się dyskusję na dużym poziomie ogólności.
Metoda ta, po części, uniemożliwiła wypracowanie dokumentu końcowego nadającego się do zatwierdzenia. Innym powodem była duża ilość wystąpień na Zgromadzeniu i w grupach roboczych, co uniemożliwiło syntetyczne ujęcie tego, co zostało powiedziane, bez naruszenia całościowej wymowy poszczególnych wystąpień. Dlatego też, jakość zaprezentowanego dokumentu była o wiele niższa niż bogactwo zawarte w wystąpieniach na forum Zgromadzenia i w grupach. Oto przyczyna, dla której Ojcowie zdecydowali o nie zatwierdzaniu dokumentu końcowego. Najprawdopodobniej, gdyby usprawniono metodę pracy i po dyskusji ogólnej na forum Zgromadzenia, już w grupach, toczyłaby się dyskusja nad szczegółowymi zagadnieniami, to można byłoby dojść do sensownych konkluzji na obradach Zgromadzenia Synodu. Ojcowie, którzy od początku brali udział w Synodzie utrzymywali, że i tak metoda pracy bardzo się poprawiła.

Tegoroczny temat wiodący to: „Ewangelizacja współczesnego świata". Składał się on z dwu podstawowych referatów. Pierwszy był syntezą doświadczeń przekazanych przez episkopaty z całego świata, podzieloną na pięć części: Afryka, Ameryka Łacińska, Ameryka Północna i Oceania, Azja i Europa. Referat powstał z dokumentów gromadzonych na przestrzeni lat i był bardzo interesujący, gdyż naświetlił znaczące różnice między poszczególnymi kontynentami. Referat był zaprezentowany przez kardynała Cordeiro z Pakistanu.

Drugi referat przedstawiał pewne zagadnienia teologiczne, dla których punktem wyjścia było doświadczenie, na przykład:
posłannictwo Jezusa Chrystusa, działanie Ducha Świętego, pewność wiary, koncepcja świata, nawrócenie i wyzwolenie, zbawienie wieczne, a podwyższenie poziomu życia ludzi. Referat wygłosił kardynał Wojtyła, Polak.
Synod wysłuchał pierwszego referatu i stał się on przedmiotem ogólnej debaty przez pierwszy tydzień obrad. Następnie, drugi referat był dyskutowany w grupach roboczych przez kilka dni. Po tej pierwszej części nastąpiło podsumowanie dotychczasowych prac w formie sprawozdania. Po czym przystąpiono do prac nad drugim referatem w tym samym porządku: dyskusja ogólna, praca w grupach, końcowe podsumowanie. Na koniec Ojcowie uznali, że nie mogą zatwierdzić dokumentu końcowego i zamiast niego zaproponowali zaprezentowanie niektórych idei przewodnich, przekazanie papieżowi listy poruszanych tematów oraz zatwierdzenie dokumentu odnoszącego się do fundamentalnego zagadnienia wolności religijnej.

Podczas Synodu miałem możliwość częstego przebywania z biskupami polskimi i zorientowałem się, jak wygląda życie Kościoła w krajach, gdzie religia jest prześladowana. Ich stanowisko wobec państwa sprowadza się do żądania wolności religijnej i jest godne podziwu. Rezygnują z subwencji czy przywilejów, chcą tylko w sposób wolny głosić Ewangelię. Mają wielką ilość powołań, na przykład sióstr zakonnych jest tak wiele, że część z nich przygotowywana jest do pracy we Włoszech.
Moja funkcja na Synodzie została określona jako 'adiutor specialis'. Zostałem poproszony o współpracę przez ojca Grasso z Gregorianum, którego sekretariat zajmował się tematami teologicznymi. Funkcja auditores /oprócz mnie był jeden Argentyńczyk, dwie siostry i dwie świeckie niewiasty/ sprowadza się do możliwości zabrania głosu, ale nie na Zgromadzeniu ogólnym, lecz jedynie w grupach roboczych.
Z obrad Synodu wyniosłem wrażenie, że stał się on świadectwem wolności wypowiedzi i za to także Ojcowie dziękowali zgromadzonym. Każdy mógł, bez ograniczeń, omówić jakąś sytuację, czy wyrazić swoją opinię w odniesieniu do opisywanych sytuacji, związanych z podanymi tematami teologicznymi. Obradom towarzyszył okazywany sobie wzajemny szacunek i można powiedzieć, że Synod stał się świadectwem jedności, którą można tylko wytłumaczyć w sposób nadprzyrodzony. Synodowi rzeczywiście przewodniczył Duch Święty.

Manifestowana jedność — podstawowy wymóg życia Kościoła - nie znosiła różnorodności, co były odbierane jako bogactwo budujące tę jedność. Wyrazy szacunku przekazane przez Synod Papieżowi nie były czymś formalnym, ale naprawdę oddawały uczucia Zgromadzenia, które uznaje Papieża za gwaranta tej jedności. Tego typu spostrzeżenia słyszałem od biskupów afrykańskich, którzy mają wielkie poczucie jedności, i których obserwacje tchną szczególną świeżością.
Synod był też wielkim świadectwem witalności Kościoła, który umie niezmienne przesłanie ewangeliczne przyoblec w nową formę, przystosowaną do wyzwań współczesnego świata.
Tutaj także dały się zauważyć różnice stanowisk, gdyż Duch Święty nie ujednolica osobowości, a zatem jedni kładą większy nacisk na tradycję, a inni na nowość. Piękne zaś było to, że jedni i drudzy umieli ze sobą rozmawiać i w sile Ewangelii poszukiwać wspólnego łącznika pozwalającego wypracować jedno stanowisko. Odczuwalna też była zdolność do odradzania się Kościoła, niezależnie od bolesnych doświadczeń, w różnych częściach świata; zdolność, która jest wprost proporcjonalna do wierności, okazywanej ewangelicznemu przesłaniu: zawsze aktualnemu, zawsze nowemu, nie znającemu ograniczeń czasowych.

Można zadać pytanie, czy Synod wniósł coś nowego? Trudno jest na nie odpowiedzieć, ponieważ brak jest dokumentów końcowych, które mogłyby dać wyczerpującą odpowiedź na postawione pytanie. Lektura wydanych dokumentów zwraca naszą uwagę na często pojawiające się słowa: 'nowy' i 'odnowić'. Synod chciał tym samym podkreślić, że trzeba wprowadzić pewne nowości, ale zawsze w zgodzie z ewangelicznym przesłaniem, a niektóre obszary odnowić. Warto wprowadzić nowe metody ewangelizacji i stosować je przy komentarzach do czytań, w liturgii, w sposobie życia, który powinien być dostosowany do różnych sytuacji, na przykład przy zderzeniu kultury łacińskiej /chrześcijańskiej/ z kulturami innego typu, co stanowi poważny problem i wyzwanie dla Kościoła.

Pierwszym wielkim tematem, który się pojawił było zagadnienie jedności i różnorodności. W mowach kończących Synod, Ojcowie zaznaczyli, że w trakcie tej wymiany myśli doświadczyli jedności, którą Duch Święty stale pobudza wśród różnorakich warunków składających się na życie Kościoła. Równocześnie doświadczyli stymulującej siły różnorodności widocznej, przede wszystkim, w próbie zaszczepienia Ewangelii na grunt kultur innych niż europejska. Duch Synodu objawiał się właśnie w poszerzeniu przestrzeni dla różnorodności rozumianej nie jako zagrożenie dla jedności, ale wręcz przeciwnie jako coś, co ją ubogaca. Odczuciom tym towarzyszyła troska o dochowanie wierności nienaruszonemu przesłaniu Ewangelii, czyli o to, by pogoń za nowością nie przyczyniła się do wybiórczego traktowania przesłania ewangelicznego.

Drugim, drążonym we wszystkich dyskusjach tematem, był problem dwu stanowisk, zwanych przez nas postawą 'wertykalną' i postawą 'horyzontalną'. Pierwsza polega na jednowymiarowym postrzeganiu Ewangelii, jako środka regulującego kontakty na linii Bóg-człowiek. Druga sprowadza Ewangelię do poziomu środka rozwiązującego społeczno —polityczne problemy ludzkości pojawiające się na przestrzeni wieków. Oczywiście, nikt ze zgromadzonych nie formułował w ten sposób problemów, ale przytaczane przykłady wyraźnie wskazywały na to, że w różnych częściach świata problem ten jest odczuwalny. Rozważając punkt po punkcie to zagadnienie, biskupi zwracali uwagę na małą wartość takich uproszczonych rozwiązań, które złożoną rzeczywistość przedstawiają w sposób jednowymiarowy.

W związku z tym podjęto temat związku między głoszeniem słowa a dawaniem świadectwa. Głoszenie słowa musi brać pod uwagę kontekst, w którym głoszone jest słowo i odwrotnie, świadectwo dziejące się w pewnym kontekście ma brać pod uwagę głoszenie słowa Bożego. Głoszenie słowa ma być wierne całemu przesłaniu ewangelicznemu, a następnie, pamiętając o kontekście, trzeba znaleźć najodpowiedniejsze sposoby wcielenia w życie tego przesłania. W ten sposób, chrześcijanie swoim życiem, przeżywanym w konkretnych czasach i sytuacji społeczno-ekonomiczno-politycznej, dają świadectwo wartości przesłania ewangelicznego.
Zagadnienie ewangelizacji i podwyższenia poziomu życia ludzi wprowadza do dyskusji wymiar społeczny, ekonomiczny i polityczny. W końcowym dokumencie poprzedniego Synodu, w rozdziale poświęconym sprawiedliwości na świecie, napisano, iż podwyższanie poziomu życia ludzi jest elementem konstytutywnym ewangelizacji. Ojcowie chcieli jeszcze raz przyjrzeć się temu określeniu i owocem refleksji było wprowadzenie w miejsce przymiotnika 'konstytutywny' słowa 'integralny, a zatem zdanie brzmiało: „podwyższenie poziomu życia ludzi jest elementem integralnym ewangelizacji". Tym samym, z mocą potwierdzili, że zaangażowanie chrześcijan w podwyższanie poziomu życia ludzi ma być możliwie jak najszersze, a nie mniejsze od innych środowisk, oczywiście przy zachowaniu perspektywy antropologii chrześcijańskiej.

Chrześcijanin ma zawsze pamiętać, że podwyższanie poziomu życia ludzi nie jest celem samo w sobie, ale przygotowaniem gruntu, w różnych czasach i różnymi środkami, pod zasadniczy element ewangelizacji, czyli otwarcie człowieka na autentyczną relację z Bogiem w Chrystusie. Tematyce powyższej Ojcowie poświęcili wiele czasu i miejsca. Wystąpienia były zróżnicowane w zależności od sytuacji, z którą mieli do czynienia, począwszy od warunków nieludzkich, a skończywszy na najwyższym poziomie cywilizacyjnym. Ojcowie doszli do wspólnego wniosku, że należy zmienić słowo 'konstytutywny', aby nie sugerować, iż ewangelizacja, która nie porusza tego typu problemów, jest nieważna. Użyto więc słowa 'integralny', chcąc tym samym wyrazić, że ewangelizacja nie osiąga pełni, jeśli nie dopełnia jej zaangażowanie chrześcijan w podwyższanie poziomu życia ludzi, ale nie jest to jej elementem konstytutywnym, co wynika z teologicznych przesłanek.

Jednym z szerzej omawianych tematów było zaangażowanie świeckich. Świeccy zostali określeni jako ci, którzy są zaangażowani w podwyższenie poziomu życia ludzi, co jest ich formą świadectwa. Była także o nich mowa w kontekście głoszenia słowa. Są, bowiem, regiony Afryki, gdzie świeccy katecheci przyczyniają się w dużej mierze do rozwoju Kościoła. Trzeba jednak pamiętać, iż świadectwo świeckich ma się głównie wyrażać poprzez zaangażowanie w sprawy ziemskie, a w tym przypadku w podwyższanie poziomu życia ludzi.

Kolejnym żywo dyskutowanym tematem był problem kultury i kultur. Uzyskano powszechną zgodę, co do tego, iż można mówić o kulturze chrześcijańskiej, ale musi się ona wykazać zdolnością do przyjmowania tego wszystkiego, co jest wartościowe w innych kulturach i zaszczepiać te elementy na gruncie kultury chrześcijańskiej. Chciano w ten sposób zaznaczyć, że chrześcijaństwo nie ma zamiaru narzucać dominującego modelu kultury, ale szczepione na różnym terenie, wydaje różne owoce, w zależności od typu terenu.
Można się też zapytać, czy przynajmniej raz wspomniano o Instytutach Świeckich. Było to dla mnie osobiście dość bolesne, ale gdybym ja nie poruszył tego tematu, to by się o tym nie mówiło. Udało mi się przekonać zebranych, że nie można mówić o ewangelizacji w świecie współczesnym, bez wspomnienia o Instytutach Świeckich. Zostały więc uwzględnione w dokumencie końcowym, który, niestety, nie ujrzy światła dziennego, gdyż, jak już wspomniałem, został odrzucony. Z przykrością zauważyłem, że biskupi nie mają wiedzy na temat Instytutów Świeckich, trzeba więc będzie popracować nad sposobami zmiany tego stanu rzeczy. Na Synodzie rozprowadzono materiały zawierające dokumenty, odnoszące się do Instytutów Świeckich, ale powinniśmy zrobić coś więcej.

Kończąc, chciałem podkreślić, że możliwość uczestniczenia w Synodzie była dla mnie wielką łaską. Doświadczenie to pozwoliło mi lepiej uświadomić sobie czym jest Kościół, na własne oczy zobaczyć tajemnicę, która z episkopatu czyni wspaniałą siłę wyrażającą jedność w różnorodności. Czuję się dłużnikiem tych wszystkich, którzy złożyli się na to doświadczenie misterium Kościoła, jego boskiej wielkości w ramach ludzkich ograniczeń. Jest to boski pierwiastek obecny w ludzkim działaniu i czuje się, że to, co boskie jest krępowane przez to, co ludzkie. Naszym więc zadaniem jest zminimalizować, poprzez osobiste nawrócenie, wpływ ludzkich ograniczeń na oblicze Kościoła. Podziękowałem Papieżowi za możliwość uczestniczenia w Synodzie, a z wami chciałem się podzielić refleksjami, abyście wraz ze mną poczuli się uczestnikami wypływającego z wiary misterium bosko-ludzkiego, jakim jest Kościół, gdyż to Kościołowi Bóg powierzył plan powszechnego zbawienia.