Listy t. III - Odszedł od nas Giovanni Larghi

Odszedł od nas Giovanni Larghi

Lipiec 1969

W środę 25 czerwca 1969 roku, na skurek nieszczęśliwego wypadku, który zdarzył się w poprzednią sobotę w pracy, nie odzyskawszy przytomności, powrócił do domu Ojca, Giovanni Larghi.
Widzieliśmy się z nim na ostatnim dniu skupienia, jak zawsze gotowy do żartowania, gdy tylko przerywaliśmy ciszę.
I oto, nagle, jak złodziej dopadła go śmierć, kiedy wypełniał swoje obowiązki. Ale niespodziewane i nagłe wezwanie zastało go przygorowanym. Jego prosta i pokorna dusza, bogata wiarą z pewnością powiedziała: 'Oto, przychodzę Panie pełnić Twoją wolę'.
Śluby złożył w 1964 roku, a jego zasadnicza, cechą była pokora. Uważał się za osobę najmniej godną życia w Instytucie.
W dzień poprzedzający złożenie ślubów, musieliśmy mocno nalegać, aby przekonać go do złożenia ślubów. Uważał, bowiem, że Instytut jest dla ludzi o wyższym poziomie niż jego własny, a jego wstąpienie obniży ten poziom. Sądził też, że kto go pozna, nie wyrobi sobie właściwego poglądu na temat Instytutu.
Przezwyciężył ten stan ducha, nie tyle na skutek siły naszych atgumentów, ile w poczuci pokornego podporządkowania się decyzji Odpowiedzialnych, To poczucie wielkiego szacunku i respektu nie opuszczało go nigdy. Każda okazja była dobra do posłania kartki z życzeniami do tych, których uważał za odpowiedzialnych za Instytut. Na fundamencie pokory wyrosła prawdziwa dobroć.
Pozornie nonszalanckie zachowanie miało ukryć zakłopotanie
spowodowane przekonaniem, że jest w Instytucie osobą ostatnią pod względem inteligencji i zasług.
Niezwykle delikatny w trudnych sytuacjach, cierpiał, ale się nie buntował. W parafii, gdzie proboszcz nie dopuszczał nikogo do działania, jak to się mówi — wycierał kąty.

Tę jego delikatność w momentach konfliktowych dało się zauważyć także w Instytucie. Na przykład, w październiku zeszłego roku, gdy nie dopuszczono do ślubów aspiranta z jego grupy, współbracia głośno kontestowali tę decyzję, a Giovanni prowadził wewnętrzną walkę między uczuciem przykrości z powodu wykluczenia, a dezaprobatą dla krytyki decyzji Odpowiedzialnych bez wystarczającej znajomości powodów.
Wiernie wypełniał praktyki pobożności. Kolokwium z Odpowiedzialnym opierało się na wcześniej przemyślanych problemach. Swą postawą zdradzał wielki dystans do rzeczy i osób, co było widoczne przy kilku okazjach. Jedną z nich był niespodziewany, pokaźny spadek po odległym krewnym. Wykazał tak wielką obojętność, że nawet należałoby ją skrytykować, gdyż z braku zainteresowania z jego strony prawie wszystko pochłonęli fiskus i prawnicy.
Kto poznał go bliżej, z pewnością może go brać za przykład.
Łącząc się z braćmi, którzy już są w domu Ojca, może nam pomóc być wiernymi jak on, abyśmy byli przygotowani na niespodziewane wezwanie Ojca, kiedy nadejdzie.