Listy t. III - Osoba a wspólnota w Instytucie

Osoba a wspólnota w Instytucie

Grudzień 1969

W Konstytucjach zostało zapisane, że „w Instytucie nie ma życia wspólnotowego" oraz że „Instytut stanowi autentyczną wspólnotę zbudowaną na fundamencie wiary".
Należy zastanowić się nad dwoma sprawami. Pierwsza sprowadza się do pytania, jakie jest znaczenie zachodzącego w Instytucie związku między osobą a wspólnotą wiary, tworzącą się w Instytucie, w którym nie ma, przecież, tycia wspólnotowego? Druga to umiejętność wykorzystania tych doświadczeń w naszych naturalnych wspólnotach, czyli w rodzinie, w społeczności lokalnej, w parafii, w relacjach międzyludzkich tak, abyśmy stali się zaczynem budującym prawdziwą wspólnotę.
Każdy człowiek jest osobą. Wiemy też, że każda osoba wzrasta i buduje swą tożsamość wchodząc w relacje z innymi osobami, a wymiana ta odbywa się w ramach wspólnoty, w której dana osoba żyje. Dzieje się tak we wszystkich wspólnotach. Osoby wchodzące w skład danej wspólnoty nie mogą być w pełni sobą bez tej wymiany, czyli bez wspólnoty, w której żyją.
Z drugiej strony należy zaznaczyć, że wspólnota istnieje tam, gdzie są osoby. Tym doskonalsza jest więc wspólnota, im bardziej tworzący te wspólnotę są pełnowartościowymi osobami. Widać więc, że te dwa terminy: wspólnota i osoba są isto-towo współzależne. Nie ma osoby bez wspólnoty, a wspólnoty bez osoby. Kiedy mówimy o osobie, przywołujemy rym samym rzeczywistość wspólnoty i przez analogię, mówienie o wspólnocie jest przywołaniem rzeczywistości złożonej z osób.
Nie ma wspólnoty bez konkretnych osób, ale to właśnie wspólnota pomaga danej osobie stać się w pełni osobą. Musi zatem istnieć ta wzajemna zależność i wymiana miedzy dwiema rzeczywistościami: 'osobową' i 'wspólnotową'. Obie są ze sobą związane, jedna przywołuje drugą.

Prawda ta odnosi się tak do rzeczywistości naturalnej, jak i do nadprzyrodzonej, gdzie we wzajemne zależności wkracza trzeci element, czyli tajemnicza, ale realna obecność pierwiastka boskiego. Jest to kolejny element, bez którego nie można zdefiniować osoby. Dzięki boskiemu pierwiastkowi człowiek staje się uczestnikiem życia Bożego. Życie Boże jesr osobowe i trynitarne, czyli wspólnorowe. Życie boże w swojej pełni, czyli w wymiarze trynitarnym posiada te oto cechę: jest osobowe — Ojciec, Syn j Duch Święty, ale zarazem wspólnotowe. Osoby te w sposób tajemniczy tworzą jednego Boga, czyli tworzą tajemniczą wspólnotę życia, w ramach której są odrębnymi osobami, ale jednym Bogiem. Kiedy życie Boże przekazane człowiekowi sranie się pierwiastkiem boskim w człowieku, to wtedy, Z jednej strony nada osobie nową doskonałość, a z drugiej, obdarzy wspólnotę nowym elementem budującym wspólnotę, czyli życiem Bożym.
Chrystus wypełnia to w swoim mistycznym ciele, czyli w Kościele, który jest w najwyższym stopniu wspólnorą.

Każdy z nas powinien wnieść do tej wspólnory pełnię swojego człowieczeństwa i pełnie łaski, którą został obdarzony. W rej wymianie każdy o tyle wzrasta, o ile intensywniej żyje życiem wspólnoty, a wspólnota jest tym doskonalsza, im bardziej osoby w niej uczestniczące stają się pełniejszymi osobami. Tym właśnie jest Kościół,
To, co powiedzieliśmy tutaj na temat Kościoła jako całości, odnosi się również do Kościołów lokalnych: diecezji, parafii, wspólnot zakonnych, które reprezenrują w wielkiej wspólnocie Kościoła, wspólnoty partykularne. Instytut jest właśnie taką wspólnotą w wielkiej wspólnocie Kościoła i oczywiście jest na tę wielką wspólnotę zorientowany. Wstępując do Instytutu nie wyłączamy się ze wspólnoty Kościoła, wręcz odwrotnie, wstępując do Instytutu powinniśmy coraz głębiej i inrensywniej uczestniczyć we wspólnocie Kościoła.

Osoba wstępująca do Instytutu wstępuje doń, aby osiągnąć pełnię osobowego rozwoju, idąc za głosem Bożego powołania i zgodnie z tym, co Bóg od niej wymaga. Celem Instytutu jest więc ułatwienie tego rozwoju i sprzyjanie mu, a osiąga go gromadząc osoby we wspólnocie. Dla nas, jednak, jest to przede wszystkim wspólnota duchowa, gdyż po zakończeniu naszych spotkań rozchodzimy się do naszych domów i wspólnota się rozwiązuje. Nie jest to typ wspólnoty, w której żyją zakonnicy, gdzie od rana do wieczora są razem, razem się modlą i pracują.
Instytut jest zatem wspólnotą duchową, w ramach której osoby w niej przebywające otrzymują i dają we wzajemnej wymianie. Wymiana ta uwarunkowana jest ich możliwościami i cechami charakteru: są tacy, którzy mają większą lub mniejszą zdolność dawania, gdyż jedni są nieśmiali, z kompleksami, inni są introwertykami, a jeszcze inni ekstrawertykami. Wspólnota służy więc osobom, a osoby budują wspólnotę.
Proces ten powinien odbywać się w taki sposób, aby wspólnota nie tłamsiła osoby, gdyż oznaczałoby to, że coś jest nie tak, jak być powinno. Wspólnota nie powinna podcinać skrzydeł jednostce, a jednostka nie powinna deprecjonować roli wspólnoty.
Nie powinny mieć miejsca postawy nie umiejące uszanować tej równowagi między wspólnotą a osobą. Wszelkie aspekty życia Instytutu (zawiązujące się przyjaźnie, modlitwa, wymiana doświadczeń, wzajemna pomoc w różnych sytuacjach życiowych) mają służyć temu podwójnemu celowi: rozwojowi osoby i wspólnoty, mają realizować wymianę między osobą a wspólnotą z obopólną korzyścią. Wszystkie aspekty życia Instytutu mają być w ten sposób postrzegane, ale „na miarę możliwości". Stwierdzenie to nie jest przypadkowe, gdyż Instytut zdecydował, że „nie ma w nim życia wspólnotowego" .
Instytut tak mocno sam sobie narzucił ten zakaz, ponieważ jest jego wolą, aby członkowie Instytutu pozostawali w swych naturalnych wspólnotach na kształt zaczynu. Instytut uznał za swój charakterystyczny rys pozostawienie swoich członków tam, gdzie żyją — w swoich rodzinach, w miejscowościach, w parafiach, w swoich wspólnotach naturalnych — aby mogli się tam rozwijać na kształt zaczynu i pomagać tym wspólnotom stać się prawdziwymi wspólnotami. Wybór ten niesie ze sobą konkretne konsekwencje. Pierwsza to taka, że wspólnota w sensie fizycznym nie istnieje w Instytucie. Spotykamy się na dniach skupienia, w grupach, na rekolekcjach, czasami wybieramy się latem na wspólne wakacje i na tym koniec. Widać więc wyraźnie, że nie ma życia wspólnotowego. Instytut dokonał więc świadomego wyboru ograniczenia życia wspólnotowego i z radością wspomoże wszelkie wspólnoty za pośrednictwem swoich członków i właśnie z tej przyczyny rezygnuje ze stałego życia wspólnotowego. Sądzę, że powyższe nastawienie Instytutu można z powodzeniem nazwać wrażliwością apostolską, jako że członkowie Instytutu stają się zaczynem. Tego rodzaju postawa odpowiada powołaniu chrześcijańskiemu w ogóle, gdyż chrześcijanie nie powinni wyłączać się ze swych naturalnych wspólnot, lecz właśnie tam dawać świadectwo wspólnoty. Niektóre współczesne wydarzenia każą nam przypuszczać, że poczucie wspólnoty Kościoła dla wielu przestało się liczyć. A przecież jedynie Kościół jako powszechna wspólnota jest zdolny do zaszczepienia w świecie poczucia wspólnoty. Jeśli się tego nie rozumie i rozbija się tą wspólnotę — być może w dobrej wierze tworząc podwspólnoty — to samo to działanie jest podważaniem podstawowego prawa w Kościele.

Trzymając się konsekwentnie dokonanego wyboru, a zarazem ciesząc się, że można wspierać własnych członków w budowaniu wspólnot naturalnych, Instytut musi radykalnie ograniczyć własne życie wspólnotowe. Jednocześnie postara się, aby jak najintensywniej przeżywać i wykorzystywać czas wspólnych spotkań. Krótko mówiąc, spotkania mniej rozciągnięte w czasie, a intensywniejsze w treści mają pomóc w 'ładowaniu akumulatorów', aby członkowie Instytutu wychodząc z nich, byli lepiej przygotowani do budowania wspólnot tam, gdzie Pan ich postawił.
Stwarza to, oczywiście, pewne problemy, gdyż nasz model wspólnoty nie obejmuje różnych momentów życia powszedniego, co znacznie utrudnia budowanie wspólnoty na czysto ludzkiej płaszczyźnie. Ogranicza bowiem wzajemne poznanie się,
wymianę myśli i doświadczeń. Mogliśmy się o tym przekonać spędzając wspólnie tydzień wakacji. Ci, którzy mają takie doświadczenia wiedzą, że tydzień spędzony razem ma większą wartość dla budowania wspólnoty niż 11 dni skupienia w ciągu roku, czy 8 dni rekolekcji. Przebywanie razem na wakacjach, to jakościowo różny czas od wspólnie odbytych rekolekcji, gdzie zachowujemy ciszę, a chwile towarzyskich spotkań są ograniczone.

Nie ukrywamy, iż wybór ograniczenia życia wspólnotowego dokonany przez Instytut stwarza pewnego rodzaju trudności, także w budowaniu wspólnoty duchowej, do czego w zasadzie sprowadza się wspólnota w Instytucie. Należy więc jakoś to kompensować, na przykład pielęgnować poczucie wspólnoty poza momentami spędzonymi wspólnie, czy starać się myśleć i działać tak, jak tego chciałaby wspólnota. Mamy to czynić na mocy wspólnoty duchowej, ponieważ jesteśmy częścią tej wspólnoty. I nawet, jeśli nie mamy obok siebie naszego towarzysza, bo żyjemy w rozproszeniu, to na płaszczyźnie duchowej, w wymiarze niewidzialnym, stanowimy wspólnotę. Powinniśmy więc wypracować wspólnotowy styl myślenia, odczuwania, działania, zachowania i musi to nam, w pewnym stopniu, zrekompensować brak życia wspólnotowego.

Dlatego też mówimy, że w Instytucie tworzy się autentyczna wspólnota duchowa, co ma wskazywać na intensywność, z jaką członek Instytutu ma przeżywać momenty wspólnotowe. Wobec tego, wzrost osobowy w Instytucie nie będzie wystarczający, jeśli dana osoba nie będzie wiernie uczestniczyć w momentach wspólnotowych i co więcej, powinna w nich uczestniczyć aktywnie wnosząc bogactwo swej osobowości, a nie tylko uczestnictwo czysto fizyczne. Określenie 'autentyczna wspólnota' oznacza, iż ze strony wszystkich jej uczestników można oczekiwać postawy maksymalnego daru z siebie. Niech wnoszą do wspólnoty to wszystko, co mogą wnieść i niech ubogacają się tym wszystkim, czym mogą się ubogacić.
Dokonując wyboru drogi życiowej, powinniśmy zdać sobie z powyższego sprawę. Jeśli ktoś odczuwa potrzebę stałej i bliskiej wspólnoty, to najprawdopodobniej nie jest stworzony do życia w Instytucie, gdyż Instytut tego nie gwarantuje, nie dlatego że nie może, ale dlatego że nie chce. Kto, natomiast, czuje się stworzony do bycia wśród innych /poza Instytutem/, gdyż właśnie tam ma przynosić owoce; kto pojmuje wspólnotę Instytutu jako przestrzeń dojrzewania do bycia zaczynem w świecie, do budowania wspólnot naturalnych, ten niech wie, że Instytut jest właśnie dla niego.