Listy t. II - Sprawozdanie Przewodniczącego wspólnoty

Sprawozdanie Przewodniczącego wspólnoty

Prezentacja i komentarz 'dekretu pochwalnego' wygłoszone W trakcie obchodów święta Chrystusa Króla

Grudzień 1963

Dekret pochwalny jest ze strony władz Kościoła przypieczętowaniem naszych dwudziestopięcioletnich wysiłków, zmierzających do określenia kształtu Instytutu. Dzisiejszego ranka poczyniono pewne uściślenia w zatwierdzonym tekście Konstytucji, ale mogę was zapewnić, że z tego co przygotowywaliśmy, nie zostało zmienione nic, co dotyczy istoty, a co stanowi o kształcie Instytutu. Zmiany dotyczą niektórych zwrotów wprowadzonych po to, aby oddalić od Instytutu nawet cień podejrzenia o to, że może on posiadać jakieś niepokojące idee.
Zatwierdzono Instytut takim, jakim on jest. Słyszeliście podczas odczytywania Dekretu w języku włoskim zwrot: „Bez jak¬chkolwiek zastrzeżeń!"
I choć prawdą jest, że określiliśmy kształt Instytutu, to nie zakończona jest praca nad tym, co możemy nazwać 'duchowością' Instytutu. Wiecie, że wiele czeka nas jeszcze do zrobienia i że w tej materii nie można powierzyć pracy jednej osobie. Chodzi przecież o to, byśmy pracowali wspólnie, korzystając z naszych doświadczeń. Jest to wysiłek, który podejmujemy dzień po dniu szukając fundamentalnym zasad, które widnieją, skodyfikowane, przed naszymi oczami w postaci zatwierdzonych Konstytucji i właśnie te poszukiwania stopniowo, krok po kroku zrodzą duchowość.
Do tych poszukiwań mogą coś wnieść nie tylko osoby wykształcone, jesteśmy przecież wszyscy zaangażowani w takim wymiarze, w jakim kochamy Pana i staramy się przełożyć tę miłość do Niego na naszą, czyli typową dla nas, formę życia. Dlatego też uważamy, że odpowiedniejsza jest taka, a nie inna forma modlitwy, że lepiej praktykować takie, a nie inne cnoty, że lepiej jest obstawać przy takiej, a nie innej formie umartwienia, że taki sposób rozmowy z ludźmi jest lepszy od innego itd... Ponieważ musimy zgrać ze sobą tak wiele spraw, chciałbym prosić, aby każdy zechciał włączyć się do tych prac, a nie zamykał się w kręgu swych zajęć; żeby nie bał się wypowiedzieć swego zdania, nie bał się pomylić. Niech każdy z nas szeroko otworzy się na wzajemną wymianę myśli, aby zebrać owoce naszych doświadczeń z pożytkiem dla wszystkich.

Wyobrażam sobie także, że w tę pracę mogąsię zaangażować ludzie z zewnątrz /ci, którzy zrozumieli ideę świeckości/ wypracowując elementy duchowości świeckiej laikatu. Wydaje mi się jednak, że zanim poprosi się o współpracę ludzi z zewnątrz, powinni zająć się tym ci, którzy z powołania poszukują doskonałości chrześcijańskiej w stanie świeckim.
A zatem, skoro Dokument ten utwierdza nas w pewności, co do obranej drogi, zobowiązuje nas to do wytrwalszej pracy, aby z ustalonych zasad wydobyć elementy duchowości świeckiej. Fundament powinien być wspólny dla wszystkich, ale niektóre aspekty, dotyczące naszej, specyficznej formy życia, będą odmienne. Duchowość ta jest potrzebna współczesnemu Kościołowi, aby mógł realizować zapisy soborowe, czyli mógł budować mosty w stronę świata oraz przenikać świat duchem chrześcijańskim. Sądzę, że jest to bardzo ważne, chciałbym więc, aby każdy z nas głęboko się w to zaangażował. Okazji do pracy nie zabraknie: indywidualne rozważania, rozmowy między nami w małych grupach, rozmowy między nami w czasie dni skupienia, w czasie swminariów, czyli zawsze, kiedy się spotykamy. Dobrze byłoby, aby indywidualne rozważania znalazły swój oddźwięk w rozmowach, a wnioski, do których wspólnie dojdziemy, żeby były ponownie przemyślane indywidualnie.
Nie możemy wymówić się od tej pracy, gdyż jest ona niezbędna do wypracowania duchowości Instytutu. Nikt nie powinien czuć się wyłączony z tego zadania, gdyż jest ono z założenia wspólnotowe. Powinniśmy przezwyciężyć różne kompleksy, które blokują wymianę opinii we wspólnocie, czy rozmowy o wielkich dziełach łaski Bożej w nas dokonanych. Wypowiadajmy się wszyscy! Mówmy, jaki jest nasz punkt widzenia! Inaczej nie uda nam się wykonać tej wspólnej, ważnej pracy. Można to porównać do pracy intelektualisty, który porusza się w przestrzeni dość abstrakcyjnej i potrzebuje skonfrontować się z opinią kogoś, kogo praca ma inny charakter, z opinią kogoś rozumującego prostszymi kategoriami; stara się więc go zrozumieć i razem wypracować elementy, które mogą posłużyć jednemu i drugiemu. Gorąco wam polecam taką postawę!
Wraz z Dekretem życie Instytutu nie kończy się, ale zaczyna! Zaczyna się, gdyż wchodzimy na wyższy poziom zaangażowania. Będzie to od nas wymagało wkładu osobistego, który pozwoli na rozwój Wspólnoty w dobrym kierunku.

Dekret uprawomocnił Konstytucje i od tej pory mają one być stosowane. Co to oznacza? Znaczy to, że mamy zorganizować Kongres Instytutu, aby móc stosować się do zapisów Konstytucji. Do zorganizowania Kongresu potrzebny jest czas, co najmniej cztery miesiące; myślę więc, że mógłby się odbyć w marcu przyszłego roku.
Kongres powinien odbywać się zgodnie z normami przewidzianymi w Konstytucjach. Owocem obrad powinno być wyłonienie władz Instytutu, zgodnych z zapisami Konstytucji, które podołają zadaniu wprowadzenia Instytutu w nowy etap życia naszej Wspólnoty. Czeka więc nas wielkie przedsięwzięcie, a odpowiedzialność, którą podejmujemy wobec całego Kościoła, jest poważna. Trzeba się do tego przygotować, na kolanach prosząc Boga, aby nas oświecił, aby On sam kierował biegiem spraw w dobrą stronę, czyli na Swą chwałę i dla dobra Instytutu. Pamiętajmy więc o stałej modlitwie w tej sprawie, aby Pan przygotował to, co mamy wykonać na wiosnę w celu realizacji zapisów Konstytucji.

Dekret pochwalny przypieczętowując autorytetem Kościoła istnienie Instytutu, daje nam możliwość zaprezentowania się wszędzie powołując się na autorytet Kościoła. Ułatwi to znacznie proces rozszerzania Instytutu, gdyż otwiera przed nami możliwość konkretnych rozmów z osobami, które Bóg wzywa do tego typu życia.
Perspektywa ta będzie wymagała od nas, w razie potrzeby, większej dyspozycyjności. Oczywiście musi to być zgrane ze specyfiką naszego działania. W gruncie rzeczy niewielka jest różnica między wykonywaniem zawodu lekarza w rodzinnej miejscowości, czy też w innym miejscu. Różnica będzie polegała na tym, że tam, gdzie zostanie posłany jako lekarz, będzie się też zajmował, jeśli to będzie możliwe, zakładaniem Instytutu, czyli nawiązaniem pierwszych kontaktów. Nasze doświadczenia z Sycylii wskazują na to, że tego typu działania, /czyli przeprowadzka w dane miejsce, gdzie łączy się pracę zawodową z zakładaniem komórek Instytutu/, przynoszą owoce. Miejsca, gdzie nie ma jeszcze wspólnot naszego Instytutu są bliżej i dalej. A w przypadku gdy Instytut rozszerzy się na cały świat, nie będzie końca rodzącym się problemom. Oczywiście, zadaniem Odpowiedzialnych będzie określenie warunków bezpieczeństwa dla tych z Milites, którzy zgłoszą swą gotowość do szerzenia w różnych rejonach świata idei Kościoła przenikającego rzeczywistość. Problem ten powinien być szczegółowo rozwożony, jest bowiem niezwykle zobowiązujący i wkłada na barki Instytutu wielką odpowiedzialność. Proszę, nie pozostawiajcie jej tylko na moich barkach, czy na barkach Rady. Niech to będzie wspólna odpowiedzialność! Pamiętajcie o tym, rozmawiajcie o tym z Panem i proście Go o pomoc, o stwarzanie okazji. Czasami to opatrznościowe wydarzenia otwierają nowe perspektywy. Prośmy o nie. To, co od samego początku miało dla nas wielką wagę, dla
wewnętrznego życia Instytutu, kiedy musieliśmy poradzić sobie z jakąś trudnością, niech i teraz nią pozostanie. Zasada 'więcej modlitwy' /jak to nam powtarzał kardynał Schuster/ niech nam przyświeca przy rozwiązaniu powyższego problemu; aby rozrost Instytutu stał się czynnikiem umocnienia i wzbogacenia jego wymiaru duchowego.

A ci, którzy pozostaną na miejscu - a takich będzie większość - leż będą mogli poczuć ten nowy strumień życia, gdy pomyślą sobie, że Instytut rozrasta się, zapuszcza korzenie w innych regionach naszego kraju, a może przekroczy też granice pańsrwa i powędruje do innych krajów.
Te trzy sprawy dotyczące otrzymanego tekstu Konstytucji chciałem z wami poruszyć, tekst ten dostaniecie w formie opracowanej przez Świętą Kongregację. Jest to jeden z powodów, bardziej niż zwykle, uroczystego charakteru święta Chrystusa Króla, gdyż fakt ten otwiera nowy etap w życiu Instytutu. Nie zapominajmy o drugim z powodów, czyli o dwudziesto pięcioleciu istnienia Instytutu. Myśląc o tych minionych latach powinniśmy, przede wszystkim, podziękować Bogu za obfitość udzielonych w rym czasie darów.
Nie możemy w tym miejscu nie wspomnieć o tej osobie, której zawdzięczamy istnienie Instytutu, o Słudze Bożym kardynale I. Schusterze. Mamy nadzieję, że szybko zobaczymy go wyniesionego na ołtarze. Sądzę, że wiecie, iż jednym z pierwszych zarządzeń Jego Eminencji Arcybiskupa Colombo było zamkniecie diecezjalnego etapu procesu badającego cnoty Sługi Bożego kardynała Schustera i przesłanie dokumentacji do Rzymu. Pamiętajcie, że to kardynał Schuster swoim autorytetem dodał nam odwagi potrzebnej do podjęcia tej decyzji - sam bym się na to nie odważył; dlatego też powinniśmy odczuwać głęboką więź z wartościami duchowymi, których ucieleśnieniem była ta mistyczna postać, czyniąca z poszukiwania Boga dzieło naprawdę zachwycające. Był wzorem benedyktyna realizującego swoje powołanie: poszukiwanie Boga, jedynie Boga.

Moi przyjaciele, przenieśmy się do tych począrków i uświadommy sobie, że nasza siła wypływa z poszukiwania Boga. Siła we wszystkich jej znaczeniach, a przede wszystkim w takim znaczeniu, jakie zapisaliśmy w Konstytucjach: że nasza praca jest skierowana na poszukiwanie wartości ogólnoludzkich, nie dlatego że wartości te same w sobie mają wartość, ale dlatego że nabierają wartości w Bożym świetle, kiedy są takie, jakimi chce je widzieć Bóg. W związku z tym nasze działania w rzeczywistości zwanej przez nas świecką o tyle mają wartość, o ile zakorzenione są w poszukiwaniu Boga, którego chcemy znaleźć w naszych akcywnościach doczesnych. One to, właśnie dlatego, że zawierają 'znak' Bożej obecności, stają się powodem, narzędziem i elementem naszego uświęcenia.
Myślę, że właśnie tego powinniśmy się mocno uchwycić, gdyż w rym leży sens i siła Instytutu! Pierwsze wdzięczne wspomnienie należy się Bogu za to, że dal nam jako ojca Instytutu człowieka o tak wielkim duchu i niebiańskich cnotach. Oczywiście, że
pewnych problemów - i nie bójmy się tego powiedzieć - nie rozumiał, nie mógł wyczuć pewnych spraw. Ale przecież od nikogo nie żąda się zrozumienia wszystkiego. Pełen zaś był najwyższych cnót i posiadał taką moc ducha w łączności z Bogiem, że udawało mu się dokonywać rzeczy niezwykłych, także jeśli chodzi o ilość zajęć. O gdyby udało nam się stać narzędziami w rękach Boga! „Omnia possum" - oto motto Pawłowe, „wszystko mogę" - Boża moc działająca za pośrednictwem skutecznego narzędzia! Czymże jest samo dłuto? Ale włóżcie je do rąk wielkiego artysty, a stanie się narzędziem realizacji jego wizji.

Nie odrywajmy się więc od tych korzeni, dziękujmy za nie Bogu i pielęgnujmy w naszych sercach ich głęboki sens.
Jesteśmy też wdzięczni Bogu za przykład, jaki nam dawali nasi nieżyjący już bracia. Jakież to bogactwo wzorów! Niektórzy byli długo w Instytucie, inni krótko, na przykład taki Ambrogio nie doczekał nawet ślubów, zmarł w trakcie aspiranrury. Każdy z nich był inny, dziękujmy więc Bogu za to, że patrząc na ich twarze na fotografiach, możemy sobie przypomnieć, że byli ludźmi szczególnej prostoty, a zarazem uczyli nas, jak wiernie i wytrwale poszukiwać Boga. Rok temu, w czasie uroczystości Chrystusa Króla wszyscy byliśmy pod wrażeniem niedawnej śmierci Umberto Villa, a wielu z was było poruszonych jego pogrzebem...całe miasteczko, poprzez swą obecność, uznawało w nim wcieloną dobroć połączoną z wielką prostotą. Skąd to wszystko pochodzi? Ze źródła wcześniej już wymienianego: należy oprzeć wszystko na fundamencie poszukiwania Boga i pełnej wierności. Podziękujmy Panu za wzór dany nam przez naszych braci. Stanie się on dla nas bezcenną pomocą, jeśli będziemy umieli utrzymać z nimi więź, uznając ich nie za oddzielonych od nas, ale za takich, którzy doszli do domu Ojca i stamtąd udzielają nam pomocy, nawet bardziej niż za życia.
I wreszcie jesteśmy wdzięczni tym wszystkim, którzy wyświadczyli nam dobro wewnątrz i na zewnątrz Instytutu.

Wewnątrz — chodzi o tych wszystkich, którzy pełnili jakąś mniej lub bardziej odpowiedzialną funkcję związaną z zarządzaniem lub formacją. W pierwszym rzędzie dotyczy to Odpowiedzialnych za Aspirantów, a następnie tych wszystkich, którzy na stanowiskach eksponowanych czy zwykłych, ale nie mniej ważnych, podjęli się odpowiedzialności za rozwój tej wspólnoty. Wszystkim chcę serdecznie podziękować za to, co zrobili, za wkład w to, czym dzisiaj jest Instytut, za to, że doszedł do tego miejsca. Dziękuję wszystkim ludziom z zewnątrz: biskupom, którzy zabiegali o zatwierdzenie Instytutu, Jego Eminencji Pozzoni i Jego Eminencji Ceriani i wszystkim księżom, którzy byli z nami i są z nami wspomagając naszą formację budowaniem solidnych fundamentów.
Nasza wdzięczność nie powinna wyczerpać się tylko w słowach, ale powinna być żywa, a więc niech się wyrazi w modlitwie za wszystkich naszych dobroczyńców, którzy pomogli nam dotrzeć do tego etapu życia Instytutu.
Niech to motto będzie konkluzją dzisiejszego dnia: każdy z nas powinien codziennie zaczynać od nowa! I nie szkodzi, że pojawią się trudności, zmęczenie, ciało będzie domagać się odpoczynku, duch osłabnie, osaczą nas pokusy, świat przytłoczy...

Każdego dnia od nowa! Rozpoczynamy dwudziesty szósty rok naszego istnienia i zacznijmy go od napisania hasła: 'Każdego roku od nowa!'; 'Każdego dnia od nowa!', jakbyśmy dopiero co zaczynali i z wielką determinacją chcieli wyjść naprzeciw powołaniu, które Bóg nam dał.
Dzisiejszego ranka mieliśmy możliwość wysłuchania rozważań księdza biskupa Colombo: Milites Christi zorientowani na Chrystusa-Głowę; Milites Christi poddani woli Chrystu-sa-Głowy, wolni od przywiązań. Milites Christi gotowi do walki o obronę i rozszerzenie królestwa.

Oto nasze zadanie, pomyślmy o tym jutro, pojutrze... Chcemy też, aby nasza wdzięczność Bogu za dwudziestopięciolecie Instytutu oraz za aprobatę Kościoła dla naszego wysiłku wierności Bożemu powołaniu, wyraziła się w żarliwej miłości do Chrystusa-Głowy.
Wiecie, co może się zdarzyć? Że im głębiej człowiek zanurza się w sprawy doczesne, tym bardziej bledną sprawy duchowe.
Biada nam, jeśli z nami tak się stanie! Zorientowanie na Chrystusa oznacza przylgnięcie do Niego, rozmowę z Nim, trwanie przy Nim w prostocie serca. Mamy być całkowicie do dyspozycji Króla dla obrony i poszerzania Jego Królestwa.
Obie te sprawy przenikają się nawzajem: obrona staje się rozszerzaniem i odwrotnie. Podejmijmy się tego obowiązku jako podsumowanie dnia dzisiejszego. Dzisiejszy dzień pełen był emocji i chcemy za to podziękować Panu, chcemy powiedzieć 'dziękuję'
wyrażając naszą wdzięczność podjętym zobowiązaniem. I choć nasza wola jest słaba, to jednak wiele może z pomocą Boga.