Listy t. III - Powody do refleksji

Wraz z początkiem lipca rozpoczyna się błogosławiony czas dla naszego ducha, czyli szczególne doświadczenie Boga, jakim są rekolekcje. Chciałbym, abyśmy w tym czasie przygotowań do przyjęcia łaski oraz już w trakcie rekolekcji podjęli refleksję nad dwoma zagadnieniami. Z góry przepraszam za dość schematyczne przedstawienie problemu i mam nadzieję, że nie zniechęci to was do pogłębionej refleksji, tak indywidualnej, jak i wspólnotowej.

1. Aktualny stan refleksji na temat relacji Kościół-świat często sprowadza się do swego rodzaju kultu sukcesu, w ramach którego wartość chrześcijaństwa mierzy się jego ziemską skutecznością. Wydaje się, że mamy obecnie do czynienia z koncepcją chrześcijaństwa racjonalnego, twardo stąpającego po ziemi, która chce być przeciwwagą dla chrześcijaństwa oderwanego od spraw ziemskich, zdominowanego przez czynnik nadprzyrodzony, które jednak nie gardziło środkami rodem z tego świata, dla zbudowania potęgi Kościoła. I to właśnie potrzeba racjonalizacji skłania do użycia jeszcze raz środków tego świata /przemoc i naturalizm/ dla osiągnięcia celów ziemskich, o których mówi się, że logicznie wynikają z chrześcijaństwa. I tak, z jednej strony odrzuca się Kościół jako instytucję, gdyż uważa się, że jest to sprowadzanie do wymiaru ziemskiego rzeczywistości misterium, a jednocześnie nie widzi się problemu w tym, że wymaga się od tegoż misterium, aby natychmiast wyraziło się w całkiem wymiernej działalności i, aby instytuty, w po ludzku pojętej skuteczności, stały się miarą wartości misterium chrześcijańskiego.

W tym wahadłowym ruchu od jednego ekstremum do drugiego, oba te stanowiska łączy ten sam duch, duch władzy, ze szkodą dla istoty przesłania chrześcijańskiego, które przecież nie sprowadza się wyłącznie do osiągnięcia przez człowieka, tu na ziemi, zbawienia, ale do osiągnięcia zbawienia jako ostatecznego celu człowieka.

Takie postawienie sprawy, nie oznacza, że człowiek ma być obojętny na swój los czy oderwany od zadania przełożenia na codzienny język konkretów, życia indywidualnego i społecznego, ideałów chrześcijańskich. Oznacza jedynie to, że podejmując różne działania, niezależnie od ich rezultatu
/pozytywnego czy negatywnego/ musimy mieć świadomość i pewność, iż „nie mamy tutaj trwałego miasta, ale szukamy tego, które ma przyjść" /Hbr 13,14/, które nigdy nie utraci swej wartości. Oznacza, tyle, iż należy zrozumieć, co ma nam do przekazania św. Paweł wychwalając miłość i rozróżniając typ działania pozbawiony ducha: „I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał" /Kor. 13,3/. Oznacza, że należy uświadomić sobie, iż najlepszy pozytywny rezultat inicjatyw, mających na celu uwolnienie człowieka od biedy, od niewiedzy, od głodu, od chorób, od niepewności jest zawsze naznaczony dwuznacznością, gdyż człowiek, mając wolny wybór, może je wykorzystać w dobrej lub złej wierze. Oznacza, że trzeba zrozumieć, iż nie z tego powodu chrześcijanin ma rezygnować z wysiłku przełożenia przesłania chrześcijańskiego na język konkretów, odpowiednich do danej sytuacji historycznej, czerpiąc siłę z miłości Chrystusa. Oznacza, że należy pojąć, iż prawdziwe zbawienie człowieka polega na nawróceniu serca, dzięki czemu człowiek stając się ponownie w Chrystusie dzieckiem Bożym, może uczestniczyć w budowaniu świata naprawdę na miarę człowieka. Nie jest jednak nigdzie powiedziane, że ma w związku z tym zagwarantowany sukces, bo przecież działa 'nieprzyjaciel człowieka' — Szatan, i to działa pod znakiem 'śmierci Boga', co pod pewnymi względami człowiekowi upadłemu jawi się jako 'szeroka droga' w odróżnieniu od ewan-gelicznej 'wąskiej bramy'.

Przypomnienie tych prawd i poczucie, że wypełniają one całe nasze jestestwo jest warunkiem uświadomienia sobie znaczenia i wartości dokonanego wyboru, który zaprowadził nas na próg Instytutu. Instytut Świecki jest dla chrześcijanina, kierowanego przez Ducha Świętego, doskonałą formę łączenia w swoim życiu w harmonijną całość zaangażowania w życie doczesne w perspektywie życia poza czasem. Tak właśnie przedstawia się wyjściowa inspiracja, która podtrzymywała nasz zapał w realizowaniu projektu, jakim był Instytut Świecki. To właśnie od Instytutu oczekujemy, że uzdolni nas do przeprowadzenia w naszym życiu połączenia w harmonijną całość sfery natury i sfery nadprzyrodzonej, zachowując prymat sfery nadprzyrodzonej, także w odniesieniu do celów doczesnych. Innymi słowy, nie spuszczając z oczu celu ostatecznego, nawet kiedy jesteśmy pochłonięci realizacją celów pośrednich.

Obecnie pojawiają się rozmaite tendencje przeciwstawne tak zadeklarowanej naszej woli. Przychodzą one ze świata i to nas nie dziwi, ale pochodzą też z wnętrza Kościoła, gdzie pod postacią nowych form zcierają się ze sobą koncepcje naturalistyczne i spirytualistyczne, i popychają wielu w kierunku, który z pewnością nie jest wyznaczony przez wierność słowu Chrystusa i Magisterium Kościoła. Może na tym ucierpieć nasze życie duchowe, życie wspólnotowe, nasze inicjatywy oraz typ i sposoby naszego zaangażowania w świecie. W związku z tym, chciałbym widzieć w rekolekcjach narzędzie służące indywidualnemu przyjrzeniu się, w świetle słowa Bożego, jakości naszej wewnętrznej wierności temu, co stanowi najgłębszą racę naszego wyboru, czyli naszej odpowiedzi na wezwanie Ducha Świętego.

2. Przedstawię teraz drugi powód do refleksji, częściowo związany z poprzednim, którego nie powinniśmy zaniedbać, jeśli chcemy być przenikani przez Ducha Jezusa.
Mam wrażenie, że wśród chrześcijan można zaobserwować proces odchodzenia od ducha zadośćuczynienia, na co kładło się akcent w czasach naszej młodości. Praktyka zadośćuczynienia  jest z pewnością istotną częścią ducha chrześcijańskiego, czyli prawdziwej miłości Chrystusa.
Jeśli się dobrze nad tym zastanowimy, to dojdziemy do wniosku, że jest to efekt zanikającego, bądź wręcz braku, poczucia grzechu. Zjawisko to obserwujemy nie tylko w świecie, gdzie zresztą koncepcja grzechu przyjęła się pod naciskiem rozpowszechniającego się chrześcijaństwa, ale również wśród chrześcijan, którzy wraz z ideą „bycia w świecie" zapomnieli, że nie są „z tego świata".
I tak, z jednej strony jesteśmy świadkami zuchwałej demonstracji zła i jego gloryfikowania, - jakby na potwierdzenie słów objawienia „cały zaś świat leży w mocy Złego" /1 J 5,19/ - a z drugiej, czyli w środowisku chrześcijańskim, widzimy niektórych moralistów usiłujących do minimum ograniczyć sferę grzechu i uformować sumienia tak, aby umiały wszystko usprawiedliwić, zasłaniając się, chociażby, celem apostolskim „stać się wszystkim dla wszystkich". Nie chcę teraz poświęcać czasu na opis tego problemu, mam też świadomość, że istnieje w katolicyzmie potrzeba wyjścia z anachronicznych schematów moralnych, zrodzonych pod wpływem niekoniecznie chrześcijańskich inspiracji, ale jednocześnie uważam za konieczne zwrócenie naszej uwagi na pielęgnowanie dwu niezbywalnych wartości. Mam na myśli poczucie grzechu, które nie należy mylić z niezdrową, przesyconą pesymizmem wizją rzeczywistości — owoc rozchwianej lub chorej psychiki - ale pojmować jako pochodną autentycznej wrażliwości religijnej i miłości Boga. Drugą z wartości jest duch zadośćuczynienia, który ma owocować w naszym życiu poczuciem skruchy za grzechy i mediować miedzy Bogiem, a naszym grzesznym człowieczeństwem, jako rodzaj prośby o miłosierdzie i przebaczenie. Może nie byłoby źle zastanowić się też nad tym problemem w czasie rekolekcji i zapytać się siebie, czy nasza konsekracja Bogu wspiera się na wszystkich istotnych elementach1/.

1/ za Comunicare, nowa seria, nr 19-20, lipiec-sierpień 1971.