Myśli na każdy dzień - wrzesień


1. Osąd świata daje nam satysfakcję, wbija w pychę i zanim się spostrzeżemy wślizguje się w nasze serce mentalność faryzeusza z Ewangelii, który mówi: „nie jestem, jak inni ludzie...". I zadowoleni z siebie spoczywamy na laurach, rachunek sumienia wydaje nam się zbędny, a modlimy się raczej dlatego, żeby poczuć się w porządku, niż z potrzeby, która rodzi się z poczucia małości, skłaniającej do prośby o przebaczenie i o łaskę. Taka postawa nie jest najlepszym przygotowaniem do rekolekcji, może zniweczyć wiele łask i doprowadzić do tego, że staniemy się letni (tom II).

2. Rekolekcje wydadzą owoce, jeśli nasze serce będzie pełne pokory, a za wzór obierzemy nie tych, którzy nas otaczają, ale Boga. Jeśli będziemy mieli świadomość dystansu dzielącego nas od Niego, świadomość tego, że zbyt jesteśmy ciemnością, to w modlitwie i ascezie poszukamy ratunku dla dusz naszych (tom II).

3. Biada tym, którzy popadają w samozadowolenie! Powinno być to motto wszystkich, którzy idąc za wezwaniem Pana chcą Go naśladować (tom II).

4. Letniość wielu /w tym także i nas/ ma swą przyczynę właśnie w braku pokory, która strzeże sensu naszego powołania (tom II).

5. Owocem pokory jest szczerość — całkowita szczerość wobec samych siebie, zdolna wydobyć na światło dzienne to, co głęboko skrywamy (tom II).

6. Często zdarza się, że święte rekolekcje nie dają takich owoców, jakich się po nich spodziewaliśmy, a to dlatego, że chowamy się sami przed sobą, bądź ukrywamy przed sobą w zakurzonym kącie serca coś, do czego nie mamy odwagi się przyznać; na przykład jakieś nieuporządkowane przywiązanie, jakaś cząstka nas, która nie chce się podporządkować Bogu (tom II).

7. Tylko Bóg jeden wie, jak bardzo mogą zaszkodzić nawet małe sprawy, wikłając w godne pożałowania sytuacje. A to za sprawą naszego wroga, który umie się nimi posługiwać, z wrodzoną sobie przebiegłością, gdyż pragnie naszego upadku (tom II).

8. Warunkiem rzeczywistego wzrostu jest patrzenie na siebie bez taryfy ulgowej, chłodnym okiem, w całkowitej szczerości. Jeśli przy końcu rekolekcji pozostanie, czy to ze strachu czy dla wygody, nadal ukryty, jakby przed nami samymi, ten zakurzony i potencjalnie wybuchowy kąt serca, możliwe, że owoce rekolekcji szybko okażą się niewielkie lub żadne (tom II).

9. Pokora i szczerość powinny iść w parze z otwartością serca (tom II).

10. Miarą wielkiego serca nie jest rozmiar przedsięwzięć, ale zapał i wola, czyli miłość, z jaką przystępuje się do działania, choćby były to drobne sprawy, niewidoczne dla ludzkiego oka. A ponieważ, jak uczy nas doświadczenie, niewiele trzeba, aby zrobić coś, co ludzie by podziwiali, nie tym mamy się kierować (tom II).

11. Prawdziwie wielkie serce objawia się w tym, że robimy coś, co jest widoczne jedynie dla oczu Boga. W pierwszym przypadku wielkoduszność czerpie siły z miłości własnej, w drugim jedynie z miłości Boga. I właśnie z tak rozumianą otwartością serca mamy udać się na święte rekolekcje, które dopiero wtedy przyniosą pożądane owoce (tom II).

12. Pokorę, szczerość, otwartość serca łatwiej nam będzie osiągnąć nie naszym wysiłkiem, ale poprzez modlitwę. Dlatego też wszyscy powinniśmy zjednoczyć się w modlitwie za siebie wzajemnie, aby cały Instytut wyszedł wzmocniony po tej zbawiennej kuracji przygotowanej przez Pana (tom II).

13. Miarą siły Instytutu jest jego świętość, czyli zdolność do odpowiedzi na dar Boga (tom II).

14. Krzyż jest naszą bronią, sztandarem, pod którym pójdziemy do zwycięstwa... Krzyż jest szkołą cnót... Krzyż jest szkołą ubóstwa, pokory, umartwienia, cierpliwości, męstwa, czyli jest szkołą miłości, która ... jest zasadą, korzeniem i zwieńczeniem każdej cnoty... Krzyż jest szkoła rezygnowania z mojej woli na rzecz woli Ojca, jest szkołą modlitwy, która zwycięża każdą pokusę i doświadczenie (I, 86-87).

15. W unifikującej wizji naszej pobożności powinniśmy umieścić cześć dla Maryi... Maryja jest bramą, przez którą musimy przejść, aby dojść do Chrystusa, a w Chrystusie osiągnąć cel - chwałę Ojca. W tym znaczeniu Maryja jest naszą Matką, ponieważ rodzimy się do życia łaski przez Maryję. Ona, która zrodziła Chrystusa, rodzi też synów Kościoła (I, 103).

16. Jeśli po rekolekcjach wzrośnie nasza świętość, Instytut wyjdzie z nich wzmocniony i coraz bardziej zdolny do wypełniania zadania powierzonego mu przez Opatrzność (tom II).

17. Wiele oznak wskazuje na to, że Instytut znalazł się w zwrotnym punkcie swego istnienia. Dla chrześcijanina każda chwila i każdy dzień są rozstrzygające, ale są takie momenty, w których wydaje się, że Opatrzność w sposób wyraźny zachęca swoje dzieci i wspólnoty konsekrowane do uświadomienia sobie istoty powołania, aby móc na nie w pełni odpowiedzieć, dla dobra swego i dobra Kościoła (tom II).

18. Król nie potrzebuje nas, wezwał nas nie z powodu naszych zasług i szczodrze nad obdarzył. Przychodząc do nas /do jednostek i do całego Instytutu/, pragnie On znaleźć nie tyle rozłożyste drzewo z piękną koroną liści /czyli dbałość o formę zewnętrzną, czysto ludzką/, ile drzewo pełne owoców Ducha i dzieł Bożego miłosierdzia:
- Dla dobra Kościoła, który jest Jego Ciałem i ukazuje, poprzez życie modlitewne i dzieła miłości, współczesnemu światu — głupiemu, lekkomyślnemu, prawie zgaszonemu przez egoizm — rysy i istotę swego Pana i Oblubieńca. W Kościele i poprzez Kościół spodobało Mu się dać nam, małej trzódce, królestwo i uczynić z nas królestwo. Stanie się to rzeczywistością w takiej mierze, w jakiej odpowiemy na nasze powołanie, na świętą gwałtowność rad ewangelicznych; 
- Dla dobra świata, który jest teatrem Jego odkupieńczego dzieła oraz przedmiotem niezrozumiałego umiłowania. A skoro nasze powołanie każe nam pozostać w tym cieście na kształt zaczynu i soli /"a jeśli sól zwietrzeje, czymże ją posolić"/, tym bardziej powinna się w nas umocnić wola-świadczenia — wobec tej na wpół ateistycznej ludzkości, wciągniętej w wir rzeczy przemijających — w Jezusie Chrystusie o świętej Trójcy (tom II).

19. Świadomi faktu, że wszystko, co nie jest wieczne, jest niczym, i że wszystko jest marnością, jednocześnie jesteśmy przeświadczeni, iż ludzka rzeczywistość, z którą i za którą mamy chwalić Boga Stwórcę i Odkupiciela, jest dobra. Mamy zatem z Nim współdziałać dla zbawienia ludzi i dla harmonijnego rozwoju całego wszechświata (tom II).

20. Pomimo różnorodnych trudności, przeszkód, które czynią naszą drogę ciężką i wyboistą, pomimo naszych niewierności i opóźnień w marszu, jesteśmy coraz bardziej przekonani o boskim pięknie naszego powołania (tom II).

21. Niech wezwanie apostoła stanie się naszą pociechą: „I my zatem mając dookoła siebie takie mnóstwo świadków, odłożywszy wszelki ciężar, /a przede wszystkim/ grzech, który nas łatwo zwodzi, winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach (tom II).

22. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na /jego/ hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Ojca"/Hbr 12, 1-21/ (tom II). 

23. Instytuty Świeckie stanowią szczególny przypadek w stosunku do tradycyjnych form życia zakonnego, także ze względu na inny typ wspólnoty. Wszystkim jest wiadomo, że różnica między tymi formami polega, między innymi, na tym, że członkowie instytutów świeckich nie są zgromadzeni w domach, zakonach czy siedzibach, lecz są rozrzuceni po świecie. Czy z tego powodu należy twierdzić, że nie są wspólnotą? Z pewnością nie! Są jednak wspólnotą do tego stopnia szczególną, iż od razu widać po tych, którzy nie są do niej stworzeni, że potrzebują wspólnoty typu tradycyjnego, która zakłada przebywanie razem. Te osoby powinny szukać swego miejsca w takich właśnie formach, lub stworzyć nowe odpowiadające ich potrzebom (tom II).

24. Napisałem 'która zakłada przebywanie razem', gdyż nie to określa istnienie wspólnoty. Ileż form, w których przebywa się razem nie jest wspólnotą! Stwierdzając ten fakt, nie zamierzam ujmować wartości temu elementowi, który, znając ludzką naturę, może stanowić poważny walor i w pewnej mierze konieczność.
Chcę jedynie zaznaczyć, że można być wspólnotą bez tego elementu, czyli bez przebywania razem (tom II).

25. Zwykle myślimy, że tym silniej odczuwa się więź wspólnotową z bliźnimi, im więcej czasu spędza się razem. A to dlatego, że wyobrażamy sobie wspólnotę przede wszystkim jako wspólnotę naturalną. W momencie, w którym rozmowa ze wspólnoty naturalnej przechodzi na wspólnotę nadprzyrodzoną, automatycznie przenosimy nasze wyobrażenia o wspólnocie naturalnej na poziom nadprzyrodzony. Podobnie dzieje się, kiedy mówi się o chrześcijaninie jako o najdoskonalszej, naturalnej formie człowieka — poważny i niestety dość rozpowszechniony błąd (tom II).

26. Element chrześcijański — „łaska" nie jest udoskonaleniem natury, choć ułatwia, pomaga, podnosi tę doskonałość. Jest to jednak nowy element, gdyż jest ze swej natury wyższy niż naturalna doskonałość. Podobnie jest ze wspólnotą nadprzyrodzoną, jest to rzeczywistość ułatwiająca, pomagająca, podnosząca wartość wspólnoty naturalnej, choć sama z siebie jest odmiennej natury (tom II).

27. Wspólnota nadprzyrodzona jest obrazem stworzonym i odciśniętym na ludzkości, na wzór nie stworzonej wspólnoty Trójcy Świętej. Co to znaczy? Nie tylko pojedynczy człowiek, ale cała ludzkość jest po to stworzona, żeby odzwierciedlała obraz Słowa, przez które została stworzona. Chrystus Odkupiciel, dokonuje odkupienia, gromadząc wokół siebie ludzi, czyli kształtując, każdego indywidualnie oraz wszystkich razem, na swój obraz Syna Bożego /Kościół/, aby przedstawić to wszystko Ojcu (tom II).

28. Jest to równoznaczne ze stwierdzeniem, że wspólnota nadprzyrodzona jest tworzona przez Boga i w Bogu. Jest dana z góry, a nie jest formowana od dołu. Jej pierwiastek jest we mnie, kiedy Bóg swą łaską rozlewa we mnie miłość. W tym momencie, jeśli dostosuję się do prawa wpisanego w moje serce, otwieram się na wspólnotę z tymi wszystkimi, którzy już są lub potencjalnie są uczestnikami tego samego daru. Tym bardziej wzrasta we mnie poczucie wspólnoty, im usilniej poddaję siebie Bogu, to znaczy, kiedy wzrastam w łasce i miłości (tom II).

29. Nie należy więc wychodzić od rzeczywistości naturalnej, żeby zrozumieć nadprzyrodzoną, ale odwrotnie. To nadprzyrodzona rzeczywistość zbawia naturalną oraz tworzy bazę dla rzeczywistości, którą Bóg na początku zamyślił stwarzając świat (tom II).

30. Podobnie jest z Kościołem oraz ze wspólnotami, które w Kościele szukają własnego uświęcenia w jego świętości. W tym kryje się istota wspólnoty, bo przecież mogę odczuwać wspólnotę z osobą, której nigdy wcześniej nie widziałem. Odkrywamy wtedy, że Bóg zadziałał w nas tak, że dał nam wspólne odczucia: Hoc sentite in vobis quod et in Christo Jesu — te same uczucia, które miał Jezus! Nigdy tego nie doświadczyliście? Jestem pewien, że tak (tom II).

[G. Lazzati - Listy (nr tomu i strona)]