P. Confalonieri, Kamień milowy

Dekret o heroiczności cnót Giuseppe Lazzatiego zatwierdzony 5 lipca 2013 r. przez Papieża Franciszka, choć oczekiwany, więc wyczuwało się go w powietrzu, to jednak nas zaskoczył tak z powodu właściwego momentu, jak i ważnych wydarzeń towarzyszących, czyli publikacji Encykliki Lumen fidei i kanonizacji Jana XXIII oraz Jana Pawła II.
 
Jeśli chodzi o proces, jest to decydujący krok w stronę beatyfikacji, która mogłaby być przyspieszona za sprawą cudu. Jest to powód, dla którego wszyscy jesteśmy gorąco zachęcani do modlitwy oraz do zaproponowania osobom znajdującym się w potrzebie, żeby zwróciły się z prośbą o wstawiennictwo do zmarłego w opinii świętości Giuseppe Lazzatiego.
 
Bez wątpienia wydarzenie to należy uważać za wielki dar uczyniony przez Pana: Kościołowi, Instytutowi i każdemu z nas. Kościołowi – „Kanonizując niektórych wiernych, to znaczy ogłaszając w sposób uroczysty, że ci wierni praktykowali heroiczne cnoty i żyli w wierności łasce Bożej, Kościół uznaje moc Ducha świętości, który jest w nim, oraz umacnia nadzieję wiernych, dając im świętych jako wzory i orędowników. W ciągu całej historii Kościoła w okolicznościach najtrudniejszych święte i święci byli zawsze źródłem i początkiem odnowy. Istotnie, świętość Kościoła jest tajemniczym źródłem i nieomylną miarą jego apostolskiego zaangażowania oraz misyjnego zapału”. Katechizm Kościoła Katolickiego, 828
 
Instytutowi – Dekret o heroiczności życia Założyciela - otrzymuje go jako jeden z pierwszych wśród pionierów świeckości konsekrowanej – odciska trwały ślad na historii Instytutu. Szkoła, w której zostaliśmy ukształtowani to cenny depozyt pozostawiony przez wielu braci, którzy byli dla nas wiarygodnymi nauczycielami jak Lazzati. Szkoła ta, dzięki tej sankcji zyskuje obecnie wymiar eklezjalny: staje się duchowością, o którą należy się troszczyć i pielęgnować, nie tylko dla nas, ale i z myślą o innych.
 
Każdemu z nas – Moim zadaniem było patronowanie procesowi.  Zwłaszcza na tym ostatnim etapie musiałem uważnie wczytywać się w papiery i miałem możliwość bliższego obcowania z postacią Lazzatiego niż wtedy, kiedy byłem obok niego; dotyczy to, przede wszystkim ostatniego okresu jego życia. Poznawanie Lazzatiego dzięki zeznaniom świadków, ponowne przeżycie szczególnych momentów w jego niepospolitym życiu, obserwowanie jego obcowania z Panem, z oczami zawsze otwartymi na otaczającą go rzeczywistość i na świat, było dla mnie kolejną lekcją. Mam nadzieję, że będę miał okazję podzielić się tym doświadczeniem z braćmi z Instytutu.
 
Dlatego też nie przestanę nigdy dziękować Panu i Instytutowi za to, że powierzył mi to poważne i zarazem fascynujące zadanie.