Każdy człowiek otrzymuje od Pana Boga specjalne dary, predyspozycje i łaski, dzięki którym może dobrze wypełniać swoje zadania na ziemi powierzone przez Boga.
Przypowieści o talentach (Mt 25,14-30) oraz o minach (Łk 19,11-28) przypominają nam, jak ważne jest, aby dobrze rozeznawać swoje życiowe powołania i, co najważniejsze, wypełniać je, przynosząc obfite owoce.
Tak, nie nastąpiła tu pomyłka. W poprzednim zdaniu przeczytaliśmy: „rozeznawać swoje życiowe powołania”. Celowo zastosowana została tu liczba mnoga. Choć wielu młodych ludzi pyta: „Jak mam rozpoznać moje życiowe powołanie?”, to jednak właściwe byłoby zapytać: „Jakie są moje życiowe powołania?”. Nie ma jednego powołania dla człowieka. Można wręcz powiedzieć, że otrzymujemy ich mnóstwo w ciągu całego życia. Może być powołanie na całe życie, może być powołanie na konkretny etap życia, rok, dzień, a nawet godzinę i chwilę.
Owszem, są powołania wielkie i mniejsze, dotyczące spraw mniej lub bardziej istotnych. Każde z nich ma jednak swój wkład w wypełnienie dzieła, jakie przeznaczył nam Pan Bóg w ciągu naszego życia na ziemi, i żadnego z nich nie należy lekceważyć. W formacji chrześcijańskiej ważne jest, aby przeżywać swoje życie świadomie, w duchu odpowiedzialności za powierzone dary i zadania. Brak namysłu nad powołaniami życiowymi to bezsprzecznie poważny problem, a nawet grzech, i to często nieuświadomiony, a więc nierzadko zapominany przy okazji spowiedzi.
Odczytać swoje powołanie
Kiedyś pewien mężczyzna powiedział na zakończenie rozmowy o jego życiowym powołaniu: „Jeśli taka odpowiedzialność związana jest z życiowymi powołaniami, to jak mam mieć w sercu pokój? Mam problem, by odczytać moje główne życiowe powołanie: czy mam iść drogą małżeństwa, samotności dla Boga czy kapłaństwa. Tego rozpoznać nie umiem, więc jak mam dobrze rozpoznać inne powołania, które daje mi Bóg?”.
Aby zachować czyste sumienie przed Bogiem i nie czynić sobie w tej sprawie skrupułów, warto pamiętać o codziennej modlitwie w intencji o dobre odczytanie i zrealizowanie życiowych zadań. Jeśli ktoś jest wierny tej modlitwie, nie musi się martwić, że kiedyś na sądzie Bóg wypomni mu to zaniedbanie. Brak takiej modlitwy jest poważnym problemem. Modlitwa jest zwróceniem się do Boga o pomoc i światło w odczytaniu powołania, brak tej modlitwy – kroczeniem przez życie po omacku i narażeniem się na niepotrzebne, choć nieuniknione pomyłki i błędy. „Beze Mnie nic nie możecie uczynić” – przypomina nam nieustannie Jezus (por. J 15,5).
Krok do przodu
Ale modlitwa to jedno. Wielu modli się uczciwie i z podziwu godnym zaangażowaniem, ale na tym się zatrzymują. Boją się uczynić krok do przodu – czyli zrealizować to, co w sercu i duszy podpowiedział Bóg. Najczęściej u tych ludzi widzimy chwiejność: nigdy nie są pewni, czego chce od nich Bóg. Będą rozeznawać wolę Bożą w nieskończoność, długie lata, niekiedy całe życie. Smutnym skutkiem tych wahań jest marnowanie łask Bożych i ostatecznie niezrealizowanie przeznaczonych zdań. Warto często rozważać pewną mądrość, jaką Bóg objawił św. s. Faustynie Kowalskiej: „Łaska, która jest la mnie w tej godzinie, nie powtórzy się w godzinie drugiej. Będzie mi dana w godzinie drugiej, ale już nie ta sama. Czas przechodzi, a nigdy nie wraca” (Dz. 62).
Powyższy cytat uświadamia nam, iż Boże natchnienia, powołanie, zadania należy uczyć się odczytywać i realizować w swoim życiu w chwili na chwilę, z dnia na dzień. Kiedy to zaniedbamy, wiele łask, które otrzymaliśmy od Boga, zostanie bezpowrotnie zmarnowanych. I potem pozostaje w człowieku żal, smutek i świadomość, że mógł w swoim życiu wydać wiele owoców, ale „nie mógł zadecydować się”, by podjąć jakąś decyzję i działać. Widzimy osoby, które o wiele za późno, kiedy brakuje im sił, zdrowia i chęci, decydują się na spóźnione związki małżeńskie i potem przeżywają wiele trudności na tej drodze, bo nic nie przychodzi tak naturalnie i łatwo, jak u o wiele młodszej osoby.
Wielu ludzi skarży się, że nie widzą w swoim życiu owoców, że odbierają je jako „stagnację, marnowane życie”. W istocie, jak mówił Jezus do pewnej współczesnej mistyczki, życie człowieka i jego powołanie mają przypominać rzekę, która płynie wartkim strumieniem. Tylko taka rzeka obfituje w życie, a woda jest zawsze świeża. Z kolei woda, która stoi w miejscu, zarasta mułem, umiera w niej życie, sprawia wrażenie zatęchniętej. Podobnie ma być z życiem człowieka. Bóg błogosławi człowiekowi, który podejmuje życiowe zadania, nawet jeśli popełnia pomyłki lub działa w pośpiechu. Taki człowiek ma szansę otrzymywać wciąż nowe łaski zgodnie z zasadą: „Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma” (Mt 13,12).
Źródło: Ks. S. Kostrzewa, Grzechy zaniedbanego powołania, w: Nasz Dziennik nr 186/13.08.2025 r., s. 18.