Ks. Stanisław Łucarz SJ, Prorok – jąkałą

Mojżesz rzekł do Pana: Wybacz, Panie, ale ja nie jestem wymowny, od wczoraj i przedwczoraj, a nawet od czasu, gdy przemawiasz do Twego sługi. Ociężały usta moje i język mój zesztywniał. Wybacz, Panie, ale poślij kogo innego (Wj 4, 10.13).

Jest w każdym powołaniu pewna tajemnica, która sprawia, że trudno je realizować. Co więcej, odnieść można nawet wrażenie, że w powołaniu jest jakaś sprzeczność, która czyni wręcz niemożliwym jego realizację. Nazywa się ją niekiedy krzyżem. Niektórzy z powołanych – a przecież każdy chrześcijanin ma swoje powołanie – dochodzą do wniosku, że powinni jednak robić w życiu coś innego, wielu co prawda trwa w swym powołaniu, ale jest z niego niezadowolona albo nawet nim sfrustrowana. Rąbka tej tajemnicy uchyla nam historia Mojżesza.

Mojżesz, jak każdy powołany, głęboko czuł, o co tak naprawdę chodzi w jego życiu. Chciał ulżyć w niedoli swoim zniewolonym przez Egipcjan rodakom, może nawet ich wyzwolić. Zaczął to robić, ale nie tak, jak chciał Pan Bóg. Dlatego poniósł klęskę. Po pewnym czasie, kiedy Mojżesz dojrzał, aby rozpocząć realizację swego powołania, Pan Bóg odwołuje się do tego wielkiego pragnienia, które przecież sam wcześniej złożył w jego sercu, ale czyni to w taki sposób, że Mojżesz się w tym nie odnajduje.

Wcześniej Mojżesz myślał o wyzwoleniu Izraela przy użyciu siły. Był młodym, silnym, wykształconym, sprytnym i pewnym siebie mężczyzną i chciał posłużyć się tymi przymiotami, aby swój cel osiągać. Niestety, one go zawiodły. Kiedy Bóg powołuje go na górze Synaj, okazuje się, że odwołuje się do przymiotu, który jest słabą stroną Mojżesza. Ma on wyzwalać Izraela nie siłą i inteligencją, lecz przekazując ludowi i faraonowi Słowo Boga. Ma być prorokiem. Nigdy o takiej drodze nie myślał, bowiem wymowność nie była jego zaletą. Niektórzy bibliści twierdzą nawet, że był jąkałą. A teraz ta jego słabość, która pewnie kompromitowała go w oczach ludzi i którą by najchętniej ukrył albo przysłonił innymi swoimi cechami, ma stać się głównym narzędziem jego działania. Dlatego też protestuje przeciwko wezwaniu Boga i uważa, że się do tej misji nie nadaje. Mówi wręcz: „Poślij kogo innego!”.

Nie, to nie brak pokory, a raczej jej wyraz. Mojżeszowi nie chodzi o to, że będzie się ośmieszał w oczach ludzi, lecz o to, że jego słabość będzie utrudnieniem, może przeszkodą w realizacji tego tak ważnego zadania. Inny, bardziej wymowny, zrobiłby to lepiej. To bardzo realistyczny punkt widzenia, ale Pan Bóg jest większym realistą, widzi nieskończenie dalej niż choćby najinteligentniejszy człowiek. Dlatego, jak mówi Pismo, „rozgniewał się na Mojżesza” i zgromił go. Od razu też pokazuje mu jedną z zalet jego słabości. Pomoże mu ona, aby nie działał w pojedynkę. Ma wymownego brata – Aarona – on będzie jego rzecznikiem. Co więcej, ta słabość Mojżesza będzie mu cały czas pomagać być pokornym, a lud będzie wiedział wyraźniej, że to nie on sam, a Bóg działa przez niego. To niebywałe: największy prorok i prawodawca Izraela – jąkałą.

Tak jednak jest i we wszystkich naszych powołaniach. Nasze słabości, które Pan Bóg nam pozostawia, choć już wiele razy prosiliśmy Go, aby nam je zabrał, noszą w sobie głębię Bożej logiki. Owszem, utrudniają nam realizację naszych powołań, może nas nawet frustrują, ale tylko wtedy, gdy jesteśmy sami i pyszni, gdy nie opieramy się na Bogu. Jak każdy, tak i św. Paweł miał to samo doświadczenie, aż Pan mu objawił, że „w słabości moc się doskonali”. Dlatego potem mógł powiedzieć: „kiedy jestem słaby, właśnie wtedy jestem mocny” – naturalnie nie swoją mocą.

W: Posłaniec Serca Jezusowego, październik 2011, s. 14-17.