Życiorys Sługi Bożego

       Giuseppe (Józef) Lazzati urodził się w Mediolanie 22 czerwca 1909 r. Rodzice jego byli mediolańczykami. Ojciec pochodził z rodziny o przeszłości niepodległościowej. Rodzina Lazzatich była zamożna, posiadała sklep z różnymi gatunkami serów.

     Giuseppe od dziecka "był dobrze zorganizowany i metodyczny, dokładny w planowaniu swojego dnia i głęboko religijny. W szkole spisywał się bardzo dobrze. Świetnie zdał maturę klasyczną, tłumacząc z greckiego nie na włoski, ale bezpośrednio na łacinę, co było wówczas zastrzeżone tylko dla najlepszych. (...) Słuchał z przyjemnością muzyki i sam nauczył się grać na fortepianie"1.

     W 1918 roku jego rodzina przeprowadziła się do Alassio w Ligurii, by już w 1920 r. powrócić do Mediolanu, gdzie Giuseppe ukończył liceum. W tym czasie ważnym do odnotowania faktem jest jego przystąpienie do Stowarzyszenie Świętego Stanisława Kostki - miejsca spotkań i formacji młodzieży, które później zasłuży się bardzo społeczeństwu i Kościołowi. Już wtedy ujawniło się pedagogiczne powołanie Lazzatiego, któremu będzie przypisywał szczególne znaczenie2.

     "Jedną z typowych dla Stowarzyszenia form aktywności były coroczne rekolekcje. Giuseppe po raz pierwszy odprawił je w roku 1922 (miał wtedy 13 lat). Z notatek, które spisywał w czasie kolejnych rekolekcji, można dokładnie poznać proces jego wewnętrznego wzrastania"3. A z zapisków z 1928 r., podczas rekolekcji prowadzonych przez oo. jezuitów, odczytać można jak wielkie wrażenie wywarła na nim postać Pier Giorgia Frassatiego (beatyfikowanego w 1990 r.): W tym roku towarzyszył mi Pier Giorgio; czuję go u swego boku, widzę go przed sobą, wyobrażam sobie jego uczestnictwo w rekolekcjach i jak wraca z nich odnowiony w zapale, gotowy do walki. Także ja pragnę go w tym naśladować...

     Dziewiętnastoletni młodzieniec miał już poglądy ukształtowane. Pisał wtedy: Przywiązanie do spraw ziemskich może zaślepić oko człowieka do tego stopnia, że nie dostrzega wyraźnie celu, do którego zmierza, celu, który jest poza i ponad utrapieniami tego życia...4. Jego hierarchia wartości została w zasadzie określona. Dla niego Bóg jest ponad wszystkim, a "walki wewnętrzne", o których wspomina, pozwalają zrozumieć, że jego wyborem życiowym jest chrześcijaństwo przeżywane w stanie świeckim. Jego plan dnia w tym okresie wygląda następująco: O 6.30 - pobudka; medytacja - zazwyczaj pół godziny, w szczególnych przypadkach piętnaście minut; msza święta i codzienna Komunia; w ciągu dnia modlitwa przed Najświętszym Sakramentem; odmówienie różańca, jeśli to możliwe, w gronie rodzinnym.

     Tak rzetelnie uformowany młodzieniec wstąpił w 1931 r. do instytutu świeckiego założonego przez ojca Gemellego (ówczesnego rektora Uniwersytetu Katolickiego w Mediolanie). "Swój życiowy program ujął teraz Giuseppe w ten sposób: Poddać się łasce Bożej, żyć w łasce Bożej, żyć według woli Bożej, żyć w miłości Bożej, żyć dla Boga, żyć w Chrystusie dla Boga!. Jako owoc rekolekcji Lazzati życzył sobie: zostać Rycerzem Chrystusa, nieustraszonym i bez skazy5. W innym miejscu napisał:Wybrałem jako stan dla siebie życie w celibacie. Odczuwam w każdej chwili wielkość i wzniosłość tej łaski, gdyż dzięki celibatowi będę mógł ściślej złączyć się z Bogiem, oddać Mu duszę oraz ciało dla szerszej i skuteczniejszej działalności apostolskiej6. Lazzati przez całe swoje życie pozostał wierny tej decyzji. Nie pojawiły się u niego wątpliwości, ani momenty kryzysu, chociaż na pewno nie łatwo mu było dotrzymywać złożonych przyrzeczeń, o czym napomyka w swoich zapiskach z 1934 r. Odtąd piął się ku świętości, wybierając drogę świeckiego chrześcijanina i będąc przekonanym o swym dobrym wyborze.

     W 1927 roku Giuseppe rozpoczął studia na Uniwersytecie Katolickim Najświętszego Serca Jezusa w Mediolanie, gdzie w roku 1932 obronił pracę dyplomową. Jednocześnie odbył służbę wojskową. Już jako student wstąpił do Akcji Katolickiej, z której wyłania się później instytut świecki o. Gemellego o nazwie "Missionari della Regalitá", którego również - jak już wcześniej zaznaczono - staje się członkiem. W instytucie tym spotkały się różnorodne osobowości i powołania, wybory i projekty, różne sposoby pojmowania apostolstwa i konsekrowanej świeckości. Z czasem te rozbieżności były coraz większe i Lazzati wraz z grupą przyjaciół odłączył się od o. Gemellego i poszedł własną drogą7.

     W tym niezbyt łatwym okresie jego życia wielkim wsparciem dla niego był kardynał Ildefons Schuster (od 8.08.1929 r. arcybiskup Mediolanu). Za jego aprobatą w 1938 r. zawiązała się nowa wspólnota kierowana przez G. Lazzatiego, której statuty z 1940 r. mówiły, że: "jest to instytut świecki, składający się ze świeckich i przez nich kierowany. Ale równocześnie chcą oni być osobami konsekrowanymi. Tym odróżnia się od innych form życia konsekrowanego, że wymaga od swoich członków obecności w świecie. Nie zakłada się życia wspólnotowego, z wyjątkiem przypadków szczególnych, nie zapewnia się członkom niczego, jeśli chodzi o ich sprawy materialne"8. Konsekracja ma być rzeczywista, ale wspólnota jedynie duchowa.

     W ten sposób dzięki staraniom Lazzatiego zdołano wypracować świecką duchowość chrześcijańską, która w owym czasie jeszcze nie istniała, a która otwierała możliwości angażowania się dla "zwykłych świeckich chrześcijan"9. Już w 1943 r. instytut miał 9 profesów i 18 aspirantów w swoich szeregach.

     W 1939 r. Lazzati uzyskał docenturę i prowadził wykłady z literatury wczesnochrześcijańskiej w Uniwersytecie Katolickim (katedrę otrzymał dopiero w 1958 r.). W ogóle uniwersytetowi poświęcił on aż 57 lat swego życia. Zapisał się jako student pierwszego roku w 1927, a odszedł 1 listopada 1983, po piętnastu latach rektoratu, bardzo trudnego, ale i jednego z najbardziej owocnych w historii tej instytucji10.

     Lazzatiego zawsze charakteryzowała wielka pracowitość i ofiarność. Ks. Pietro Zerbi, bliski jego współpracownik z uniwersytetu, tak go scharakteryzował: "Zauważyłem, że Lazzati nie mówił nigdy "nie" o jakiekolwiek wystąpienie by go poproszono; nawet jeśli chodziło o udanie się do nieznanej parafii w celu przedstawienia młodzieży studenckiej dowodów na istnienie Boga. Mówił nam, że dla Pana Boga i dla braci trzeba trochę pocierpieć. Rozmawiając z nami, wspominał o niewysłowionej radości, jaką odczuwał w pewne wieczory, kiedy śmiertelnie zmęczony stwierdzał: Dzisiaj dałem Bogu wszystko, co mogłem dać. Zrobiło to na mnie wrażenie i wzruszyło mnie. Wyczuwałem, że bije źródło, które zasila to wszystko; myślałem wtedy o szczególnym poświęceniu się dla głoszenia, na różne sposoby i przy każdej okazji, Chrystusa i Ewangelii" 11.

     Lazzati był wielkim formatorem młodych sumień i doświadczonym pedagogiem, najpierw w Stowarzyszeniu Młodzieży Katolickiej, później w Akcji Katolickiej i na katedrze uniwersyteckiej. Zawsze przekonywał swoim przykładem. Wystarczyło zobaczyć go modlącego się, by zrozumieć, że miał bardzo żywy kontakt z Bogiem. To nadawało jego słowom siłę przekonywania, absolutnie wyjątkową. Przede wszystkim młodzi rozumieli, że to, co mówił, wypływało z głębi jego wnętrza12. Taki był przez całe swoje życie.

     Nawiązując do tego, biskup Pietro Rossano w trzydziestym dniu po śmierci Giuseppe, podczas homili na Mszy św. za jego duszę, powiedział: "Zakończę świadectwem przekazanym mi w tych dniach przez przyjaciela. Kilka lat temu w czasie seminarium poświęconego Maritainowi w programie dnia była umieszczona msza poranna. Ów przyjaciel pierwszego dnia poszedł do kaplicy nieco wcześniej, przed mszą, by odmówić brewiarz: miejsce było puste, tylko w jednej z ławek siedział profesor Lazzati. Następnego ranka przyjaciel poszedł jeszcze wcześniej do kaplicy, by więcej czasu poświecić brewiarzowi: kaplica była pusta, ale profesor Lazzati już tam był. W tajemnicy więc ów przyjaciel chciał wypróbować samego siebie i trzeciego dnia przyszedł bardzo wcześnie do kaplicy, ale kiedy otworzył drzwi, tak jak w poprzednich dniach, zobaczył profesora Lazzatiego, który już tam był: bez książek, bez brewiarza, sam na sam z Bogiem. I dlatego wierzymy, że Pan przyjął go do siebie. Spróbujmy i my brać z niego przykład!"13.