Ks. R. Biel SChr, Paradoks nieczystości


Obliczenia specjalistów pokazują, że wysypiska śmierci przyjmują coraz więcej odpadów i niepotrzebnych przedmiotów. Budujemy również wiele oczyszczalni ścieków, na kominach fabryk i hut zakładamy filtry, produkujemy ekologiczne samochody, wydobywamy ekologiczne gazy i paliwa energetyczne... Wiek XXI to czas wyjątkowych zabiegów ogólnoświatowych, zmierzających do ekologicznego korzystania z zasobów natury. Dobrze się dzieje, jeśli człowiek może wreszcie oddychać świeżym powietrzem, dobrze jest pić czystą wodę, dobrze jest jeść zdrowe posiłki.

Paradoks walki o czystość polega na tym, że dbając o zewnętrzne walory piękna i sterylności, nie dopuszczamy nawet myśli, aby podjąć refleksję dotyczącą czystości duchowej. Podziwiam (w wielkim cudzysłowie) niektórych liderów ruchów ekologicznych, którzy głodują, walczą, a nawet poszczą po to, aby jakiś owad lub płaz nie miał zbyt wielkiego hałasu w pobliżu swojego terytorium, a sami przez długi czas żyją w stanie grzechu śmiertelnego. Ci, którzy pragną wielkich zmian dotyczących czystości zewnętrznych, sami zupełnie ignorują sprawy dotyczące czystości sumienia, czystości relacji z Bogiem i drugim człowiekiem. Pan Jesus w „Kazaniu na górze” wypowiedział bardzo znamienne słowa: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5, 8). Oczywiście, ważna jest czysta skóra, czyste włosy i zęby, ale na ten temat w Biblii zbyt wiele nie znajdziemy. Natchnieni autorzy Starego i Nowego Testamentu z wielką starannością rozpisują się w kwestiach dotyczących czystości obyczajów, czystości serca i sumienia. Człowiek nieczysty, widząc zbliżającego się innego człowieka, musiał z daleka krzyczeć: „nieczysty, nieczysty!”. Było to niejako ostrzeżenie dla wszystkich w pobliżu, że ten konkretny człowiek jest bardzo nieczysty. Dotknięcie takiego człowieka powodowało, że dotykający sam stawał się nieczystym, zaciągał nieczystość rytualną. Boję się, że gdyby w dzisiejszych czasach panował wciąż taki właśnie zwyczaj, to na wielu ulicach naszych miast słychać by było z megafonów tylko głośne i powtarzające się słowa NIECZYSTY!

Nie jest możliwe, aby człowiek wytrwał w walce duchowej bez upadku, czyli bez grzechu. Ludzkość cieszy się tylko jedną taką osobą, która była bez grzechu. Maryja w sposób uprzedzający została zachowana od grzechu ze względu na przyszłe zasługi Jej Syna. Była niejako pierwszym tabernakulum. Każdy z nas, niestety, ma na swoim koncie duchowym jakieś drobne lub poważne bałagany, które brudzą nasze sumienia. Grzechu nieczystości nie możemy spłycać tylko do przekroczeń związanych z nadużyciami dotyczącymi ludzkiej seksualności. Czystość obejmuje globalnie całego człowieka, jego myśli, pragnienia, słowa, gesty, postawy. Z pomocą przychodzi nam teologia miłosierdzia. Dla Pana Jezusa nie ma sytuacji bez wyjścia. On może obmyć z każdego grzechowego błota. Wiele razy czytamy w Biblii, że „(...) Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna” (Iz 1, 18). W życiu duchowym nie ma zastępników lub innych wybielaczy. Plamy duchowe może oczyścić tylko miłość miłosierna Jezusa Chrystusa. Człowiek nieczysty nie widzi za dokładnie. Optyka patrzenia na Boga, na drugiego człowieka i na siebie samego jest fałszywa, zabrudzona. Przez brudne okulary nikt nie zobaczy, jak naprawdę piękny jest świat stworzony przez Boga. Zatem częste korzystanie z sakramentu oczyszczenia – ze spowiedzi świętej pomaga krytyczniej postrzegać i oceniać siebie i innych. Pragnienie autentycznej czystości rozpoczyna się od osobistego zaangażowania w czystość duchową. Najnowszy dokument Papieskiej Rady do Spraw Rodziny „Wychowanie do czystej miłości” przekonuje nas, że życie ludzkie jest darem, który przyjmujemy po to, aby je ponownie ofiarować. Zdolność bytowania przeżywamy w pełni, jeżeli jesteśmy dla drugiego człowieka. Aby spełnić te inspiracje, konieczna jest dojrzała postawa, oparta na autentycznej czystości.



W: Msza święta, marzec 2012 (785), rok LXVIII.