MODLITWA JAKO WYRAZ ŚWIECKIEJ KONSEKRACJI, ŹRÓDŁO MISJI I KLUCZ FORMACJI

Podejmując temat modlitwy nie zamierzamy przedstawiać tu żadnych nowych teorii. Chcemy po prostu, sięgając do tradycji Kościoła i własnych doświadczeń, przemyśleć wspólnie zagadnienie, które zostało sformułowane w tytule. Pragniemy zarysować tu w pewnym sensie perspektywę teologiczną, która powinna wyznaczać kierunek naszych poszukiwań. Wypowiedź zostanie podzielona na trzy części, zgodnie z trzema członami tytułu, ponieważ taka struktura sama przez się podkreśla znaczenie modlitwy w jej najgłębszym powiązaniu z życiem.


1. Modlitwa jako wyraz świeckiej konsekracji

Nie chcemy tu mówić ogólnie o modlitwie, ale zamierzamy zastanowić się nad modlitwą człowieka, który przeżywa swoje poświęcenie się Bogu pośród rzeczywistości doczesnych, starając się równocześnie rozwijać i organizować te rzeczywistości zgodnie z myślą Bożą. Takie konkretne ujęcie problemu wymaga jednak najpierw przypomnienia, czym jest świecka konsekracja. Pojęcie to będzie punktem wyjścia dla naszych rozważań.

Przez świecką konsekrację rozumiemy zazwyczaj możliwie najpełniejsze zrealizowanie konsekracji chrztu. Innymi słowy jest ona równocześnie darem Bożym i naszym zaangażowaniem, naszą odpowiedzią na powołanie do tego, by odnaleźć w sobie „obraz" Boga (Rdz l, 26), według którego zostaliśmy stworzeni w Słowie (J 1,1-4). Mamy odnaleźć ten obraz w Chrystusie, Słowie Wcielonym, przez zanurzenie się w Jego śmierci i życiu w sakramencie chrztu (por. Rz 6, 3-11). On jest naszym wzorem i trzeba nam upodobnić się do niego odtwarzając w sobie Jego charakterystyczne rysy. Otóż najbardziej charakterystycznym rysem Chrystusa jest to, że Jego człowieczeństwo, które przyjęła i w którym wyraziła się Osoba Słowa, odnajduje niezaprzeczalny znak swojej bosko-ludzkiej rzeczywistości w nieustannym zjednoczeniu z Ojcem, w czystości, ubóstwie i posłuszeństwie, przez które wypowiada się pełnia miłości. Jest to rzeczywistość jedyna i niepowtarzalna, ale mamy starać się ją naśladować.

Nasza konsekracja polega więc na tym, ażeby „iść możliwie najbliżej za Chrystusem". Przez nią powinien jak najpełniej rozwinąć się istotny element powołania człowieka jako stworzenia, a mianowicie jego powołanie do dialogu miłości z Bogiem.

Dokonuje się to już przez chrzest, który wszczepia człowieka w Chrystusa, ponieważ w Nim i przez Niego w każdym chrześcijaninie odtwarza się stan zjednoczenia z Ojcem. Tym bardziej staje się to rzeczywistością w człowieku konsekrowanym, który świadomie przeżywa swoje oddanie Chrystusowi i stara się być w tym konsekwentny. Otóż w Chrystusie stan zjednoczenia z Ojcem sprawia, że Jego modlitwa, działanie i męka, chociaż stanowią w życiu momenty odrębne, stają się jednym ciągłym dialogiem miłości, łączącym Syna z Ojcem w Duchu Świętym. Na tym właśnie polega tajemnica Chrystusa. Pozostając w łonie Ojca Syn przyjmuje człowieczeństwo jako Osoba i staje się człowiekiem w łonie Maryi. W ten sposób, podczas gdy Boska Osoba Słowa przebywa i działa pośród ludzi, człowieczeństwo Jezusa, które stanowi jedno z tą Osobą, pozostaje w stałej łączności z Ojcem, zespolone z Nim więzią miłości Ducha Świętego, który kieruje każdym krokiem Jezusa, inspiruje każde Jego słowo i czyn.

Zgłębienie treści tej tajemnicy w świetle wiary i w uległości Duchowi Świętemu, zrozumienie, że mamy w niej udział przez nasze własne zjednoczenie z Ojcem w Synu przez Ducha Świętego, zjednoczenie zapoczątkowane przez chrzest i rozwinięte dzięki konsekracji — to warunek uchwycenia prawdziwego sensu i wartości modlitwy. W tym świetle modlitwa ukazuje się nie jako narzucone z zewnątrz prawo, lecz jako istotna potrzeba życiowa, jako oddech, pulsowanie życia, będącego w swojej istocie zjednoczeniem z Trójcą Świętą, od której to życie pochodzi i do której musi powrócić jako do swego celu i ostatecznej pełni. W tym świetle modlitwa w jej rozmaitych aspektach, jako adoracja i uwielbienie, skrucha i prośba (wszystkie te aspekty odpowiadają sytuacji stworzenia odkupionego przez Syna i uświęconego przez Ducha Świętego) staje się zwornikiem, który decyduje o jedności różnorodnych elementów naszego codziennego życia. W ten sposób, podobnie jak to było w życiu Chrystusa, zjednoczenie życia z Trójcą Świętą konkretyzuje się w tej jedności; na tej drodze, nie zacierając różnicy między modlitwą a codzienną pracą, przezwyciężamy istniejący tak często w naszym życiu podział, niesłychanie szkodliwy zarówno dla modlitwy jak i dla działania.

Ażeby modlitwa mogła stać się istotnym, rzeczywistym wyrazem stałego zjednoczenia z Trójcą Świętą, świecki konsekrowany powinien starać się uchwycić głęboki sens swego szczególnego powołania. Sens ten tkwi w połączeniu konsekracji i świeckości. Dopóki się tego nie zrozumie, nie sposób uniknąć nie tyle rozróżniania, które jest konieczne, lecz w pewnym sensie rozdzielania modlitwy i czynu. Trudności, jakie mogą z tego wyniknąć i które rzeczywiście często wynikają, rzutują ujemnie na owocność powołania, a nieraz nawet na samo powołanie.

Jeżeli zatem przyjmiemy jako punkt wyjścia pełne zrozumienie istoty świeckiej konsekracji, nietrudno będzie nam zauważyć, że dla rozwoju modlitwy potrzebne są dwie zasadnicze postawy serca: zwrócenie się ku Bogu i skierowanie uwagi na rzeczywistość doczesną, w której żyje i na którą oddziaływuje świecki konsekrowany; na jej aspekty zarówno pozytywne jak i negatywne. Ważne jest, by rzeczywistość doczesną widzieć w Bogu i Boga w niej, w perspektywie tajemnicy stworzenia (por. Rz 8, 19-23), unikając z jednej strony niewłaściwej sakralizacji doczesności, a z drugiej radykalnego rozdzielania sacrum i profanum, będącego skutkiem niemożliwej do przyjęcia laicyzacji. Nie musimy chyba przypominać, że używany tutaj termin „rzeczywistość doczesna" odnosi się do całego stworzenia i obejmuje osoby, stosunki i rzeczy; że ujmuje on to wszystko w historycznym dynamizmie, w procesie wzrostu i przemiany, który dokonuje się dzięki twórczym mocom, jakimi Bóg obdarzył świat i dzięki pracy człowieka, który z woli Stwórcy ma kierować jego rozwojem.

Kiedy zrozumienie świeckiej konsekracji stanie się życiem mego życia, krwią mojej krwi i świadomością ożywiającą moje istnienie i działanie, wówczas świadomość mojego zjednoczenia z Ojcem w Synu przez Ducha Świętego, który żyje w moim „byciu w świecie i dla świata" wyrazi się w sposób najbłębszy i najdoskonalszy, najbardziej uspokajający, a równocześnie pobudzający nie gdzie indziej, lecz właśnie w modlitwie. Można chyba powiedzieć, że z takiej świadomości zrodziła się Księga Psalmów, że z niej powstały modlitwy Jezusa zachowanie w Ewangeliach, aż do ostatniej, nie tyle wypowiedzianej, co dopełnionej w ofierze posłuszeństwa, w męce przyjętej aż do śmierci na krzyżu.

Tak więc spojrzenie skierowane w akcie adoracji ku niewypowiedzianej tajemnicy Boga-Trójcy, spojrzenie, które staje się modlitwą chwalebną, wypowiadaną słowami — cudzymi lub własnymi, jak nam poddaje Duch Święty, czy też wyrażoną milczeniem, bardziej wymownym niż słowa — łatwo, niemal instynktownie przechodzi od kontemplacji niewidzialnej obecności Boga poza rzeczywistością widzialną, do szukania i kontemplowania Jego obecności — innej, ale równie rzeczywistej, którą oko wiary potrafi dostrzec w osobach i okolicznościach mojego codziennego życia. Także poczucie mojej niewystarczalności, świadomość, że nie odpowiedziałem na nalegania Miłości Bożej i wynikająca z tego potrzeba skruchy i otrzymania przebaczenia dojdą do głosu
bardziej konkretnie, jeżeli będę „sprawdzał" swoje zjednoczenie z Bogiem w Chrystusie nie w sposób mglisty i oderwany, lecz w konkrecie „strasznej codzienności", w której z woli Bożej mam żyć. Również odmawianie „Ojcze nasz", błaganie słowami Mistrza lub moimi własnymi, będzie bardziej intensywne i bardziej precyzyjne, gdy stanie się wyrazem co dzień głębiej odczuwanej potrzeby otrzymania koniecznej pomocy, aby rzeczywiście szukać Królestwa Bożego zajmując się sprawami doczesnymi i organizując je zgodnie z planem Bożym.

W ten sposób modlitwa staje się istotnym momentem, w którym umacnia się i wypowiada nasze zjednoczenie z Bogiem w Chrystusie, zjednoczenie będące — przy niedoskonałości ludzkiej natury — odtworzeniem postawy Jezusa, zwróconego równocześnie ku Ojcu i ku światu. Taka właśnie postawa charakteryzuje (lub powinna charakteryzować) świeckie życie konsekrowane.

Narzuca się nam teraz pytanie, czy i w jakiej mierze to, co słyszymy ewentualnie o modlitwie w naszych kościołach, prowadziło nas czy prowadzi w takim właśnie kierunku? Czy i w jakiej mierze pomaga nam do tego sprawowana liturgia? Jeżeli nie —to dlaczego? Czy i w jakiej mierze nasze własne doświadczenia mogą nam pomóc do osiągnięcia tak ważnego celu, a kiedy go już osiągniemy — do zwiększenia naszej zdolności do modlitwy? Na tej drodze nasz pokorny wysiłek mógłby stać się pożyteczny dla innych i dopomóc zarówno kapłanom jak świeckim do tego, aby nie oddzielać modlitwy od codziennego życia, aby cierpliwie i wiernie wprowadzać życie do modlitwy, a modlitwę i jej ducha do życia. Wtedy dopiero stanie się ono — zgodnie z zachętą Soboru — w pokorze i miłości „świadectwem zmartwychwstania Jezusa Chrystusa i znakiem Boga żywego" (KK, n. 38).

2. Modlitwa jako źródło misji

Jeżeli nie przestajemy trwale wpatrywać się w Chrystusa, pojmujemy coraz jaśniej, że zjednoczenie Syna z Ojcem w Duchu Świętym, Ich substancjalna miłość, jest najgłębszym wytłumaczeniem tajemnicy życia Wcielonego Słowa. Zjednoczenie to znajduje w modlitwie swój najbardziej osobisty i najmocniejszy wyraz przez intensywną i pełną radości świadomość prowadzenia niewysłowionego dialogu: „spędził całą noc na modlitwie do Boga" (Łk 6, 12). Ale zjednoczenie z Ojcem sprawia również, że modlitwa staje się momentem głębszego uświadomienia sobie otrzymanej od Ojca misji i umocnienia do jej wykonania. Ojciec powierza tę misję Synowi, a Syn przyjmuje ją od Ojca w zjednoczeniu miłości, które trwa między Nimi także wówczas, kiedy Syn jako
człowiek przeżywa w Nazarecie, na drogach Palestyny czy na Kalwarii dni intensywnej pracy, nauczania i męki. Początkowy moment oddania się Jezusa Ojcu dla wypełnienia Jego zbawczej woli można by wyrazić pięknym dialogiem Iząjasza: „Kogo mam posłać? Kto by nam poszedł?" — „Oto ja, poślij mnie" (Iz 6, 8). Gotowość wyrażona w tym dialogu trwa przez całe życie Jezusa i wypowiada się szczególnie w Jego ludzkim doświadczeniu kontaktu z Ojcem podczas nocy spędzanych na modlitwie. Czy nie możemy powiedzieć, że ta modlitwa właśnie pomaga Jezusowi-Człowiekowi coraz głębiej przyswajać sobie sens misji powierzonej Słowu i będącej motywem Jego Wcielenia, misji, która miała polegać na tym, aby według planu powziętego przed założeniem świata doprowadzić ludzi do świętości i uczynić ich przybranymi synami w Jezusie Chrystusie, ażeby cały świat zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie (por. Ef 1, 4-10).

Podobnie dzieje się z nami. My także w porywie miłości ku Temu, który nas powołał, aby iść jak najbliżej za Nim w Jego pracowitym życiu „syna cieśli" i mieszkańca Nazaretu, odpowiedzieliśmy ze swej strony: „Oto ja, poślij mnie!" Ta porywająca misja przyjęta z entuzjazmem pozostanie żywa, a nawet pogłębi się w sercu świeckiego konsekrowanego, o ile potrafi on czerpać z modlitwy światło i siłę do jej wypełniania w łączności ze Słowem Wcielonym, z Jego doświadczeniem życia w Nazarecie dla zbawienia świata, z Jego doświadczeniem pracy i udziału w życiu palestyńskiej społeczności. To prawda, że teksty ewangeliczne nie zanotowały żadnego szczegółu na temat doświadczeń Jezusa w ciągu niemal trzydziestu lat Jego życia, myślę jednak, że to milczenie jest uzasadnione. Dzięki niemu możemy uniknąć niebezpieczeństwa mechanicznego naśladowania postaw, które z natury rzeczy wymagają dostosowania do zmiennych sytuacji historycznych, przy zachowaniu pełnej wierności wobec zasadniczego nastawienia i kierunku. Nie chodzi bowiem o to, by z hipotez na temat życia Jezusa w Nazarecie wyprowadzać normy konkretnego postępowania i odpowiedniego ustosunkowania się do „rzeczywistości doczesnych". Istotne jest to, ażeby dzień po dniu wierność modlitwie pojmowanej jako ważny moment naszego zjednoczenia z Bogiem w Chrystusie dawało nam świadomość sensu misji wynikającej z naszego powołania i siłę do jej pełnienia mimo różnego rodzaju trudności.

Zadanie, jakie powierza nam Ojciec w Chrystusie, również polega na tym, ażeby „wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie". Misji tej nie należy rozumieć w sensie niewłaściwej sakralizacji świata; zgodnie z tym, co powiedział Sobór, wiemy, że zadaniem naszym jest „szukać Królestwa Bożego zajmując się sprawami świeckimi i kierując nimi po myśli Bożej" (KK, n. 31). W powierzonej nam misji soborowy tekst podkreśla dwa momenty: najpierw nasze uświęcenie, wyrażone słowami: „szukać Królestwa Bożego", Królestwa, które ma być przede wszystkim zaprowadzone w nas samych i we wszystkich ludziach. Królestwa prawdy, sprawiedliwości, łaski, świętości, miłości i pokoju. Drugi moment — to działanie w świecie i oddziaływanie na świat, ażeby 'kierować jego sprawami po myśli Bożej. Trzeba tak ten świat porządkować, by łatwiej w nim było człowiekowi odpowiadać na Boże wezwanie. Tymczasem doświadczenie każdego dnia pokazuje, jak łatwo i do jakiego stopnia poddajemy się pokusie ukrytej ale mocnej, aby dążenie do uświęcenia oddzielać od naszej zwykłej pracy i działalności doczesnej. Tak łatwo zapominamy również, że nasza misja nie polega na samym zajmowaniu się sprawami doczesnymi, ale na tym, by kierować nimi po myśli Bożej. Prawdziwe i pełne rozumienie naszej misji możemy zachować tylko przez modlitwę, która stanie się prawdziwym i rzeczywistym wiązaniem zespalającym naszą konsekrację z powierzoną nam misją. W ten sposób nawet w najcięższych, najtrudniejszych momentach naszego świeckiego zaangażowania będzie trwała w nas żywa świadomość zjednoczenia z Ojcem w Chrystusie oraz świadomość misji, która z tego zjednoczenia wypływa i której możemy być wierni tylko dzięki zjednoczeniu z Bogiem.

Zdajemy sobie sprawę, jak bardzo potrzebujemy umiejętności i zdolności wnikliwego oceniania i ujmowania spraw i wydawania trafnych sądów, jak bardzo potrzebujemy mądrości (w znaczeniu biblijnym), aby rozumieć i wypełniać naszą misję tak, jak tego chce Bóg. Nic więc dziwnego, że przychodzi nam na myśl modlitwa, którą Księga Mądrości wkłada w usta Salomona. Czując swoją odpowiedzialność za sprawowanie rządów — to znaczy działanie zgodne ze sprawiedliwością (Sobór nazywa to „zajmowaniem się sprawami świeckimi i kierowaniem nimi po myśli Bożej"), modli się on w ten sposób: „Boże przodków i Panie miłosierdzia, któryś wszystko uczynił swoim słowem i w Mądrości swojej stworzyłeś człowieka, by panował nad stworzeniami, co przez Ciebie się stały, by władał światem w świętości i sprawiedliwości (...) dajże mi Mądrość, co dzieli tron z Tobą (...). Choćby był ktoś doskonały między ludźmi, jeśli mu braknie mądrości od Ciebie, za nic będzie poczytany (...) Z Tobą jest Mądrość, która zna Twe dzieła i była z Tobą, kiedy świat stwarzałeś, i wie, co jest miłe Twym oczom, co słuszne według Twoich przykazań. Wyślij ją z niebios świętych (...), by przy mnie będąc pracowała ze mną i żebym poznał, co jest Tobie miłe. Ona bowiem wie i rozumie wszystko, będzie mi mądrze przewodzić w mych czynach (...) i będą przyjemne dzieła moje..." (Mdr 9, 1-12).

Z modlitwy czerpiemy Mądrość, przez modlitwę otrzymujemy dar właściwego rozumienia naszej misji, abyśmy nie sprowadzali jej do zwykłego ludzkiego wysiłku, mającego na celu budowanie „państwa ziemskiego", bardziej według ludzkiego kaprysu niż według myśli Bożej. Ażeby tego uniknąć potrzebujemy nie tylko Mądrości, „by przy nas będąc z nami pracowała", lecz także wielu solidnych cnót, które byłyby oparciem dla naszego wysiłku: pokory, męstwa i cierpliwości, tej cierpliwości, która trwa niestrudzenie, cierpliwości, która jest prawdziwą umiejętnością cierpienia i nie cofa się w obliczu krzyża; cierpliwości, która nie godzi się na to, aby dla uniknięcia krzyża zmienić metody Ewangelii na metody tego świata. Jedynie modlitwa może zasilać te cnoty, modlitwa, z której dzień po dniu czerpiemy prawdziwe rozumienie naszej misji i niezawodną pomoc do zachowania wierności.

Działanie pozbawione takiej perspektywy byłoby nieuchronnie skazane na zejście do poziomu czystego naturalizmu, stałoby się działaniem „laickim" (w sensie negatywnym) i zatraciłoby sens misji. Do tego musi dochodzić wówczas, kiedy misja nie jest zasilana nieustannie u swego prawdziwego źródła, którym zawsze będzie zjednoczone z Ojcem w Chrystusie przez działanie Ducha Świętego. Najbardziej żywotny moment tego zjednoczenia stanowi właśnie modlitwa.

3. Modlitwa jako klucz formacji

Im więcej zastanawiamy się nad naszym powołaniem, tym lepiej rozumiemy, jaką rolę powinny spełniać Instytuty świeckie w Kościele i w świecie. Ale jesteśmy również przekonani, że tajemnica owocności tych Instytutów tkwi w formacji ich członków, zarówno jeśli idzie o kształtowanie silnej osobowości świeckich konsekrowanych, jak i twórczą obecność w Kościele i w świecie, gdzie mają żyć i działać. Nie przypadkowo w dokumentach Kościoła dotyczących Instytutów świeckich, a także w samych Instytutach przypisuje się tak wielkie znaczenie formacji i tyle uwagi poświęca się związanym z nią problemom.

Zdajemy sobie sprawę, że proces formacji świeckich konsekrowanych musi obejmować różne dziedziny rozwoju człowieka. Można chyba jednak powiedzieć, że punktem przecięcia rozmaitych płaszczyzn, a wiec w pewnym sensie węzłowym problemem jest formacja do modlitwy. Zdolność do modlitwy najlepiej wyraża charyzmat specyficznego powołania świeckich konsekrowanych i jest niewyczerpanym źródłem jego realizacji.

Stwierdzenie takie oznacza, że formacja w świeckich wspólnotach powinna być jeśli nie wyłącznie, to w każdym razie przede wszystkim formacją do modlitwy. Nie tylko do modlitwy w sensie ogólnym, ale do tego specjalnego jej typu, jaki został opisany — może zbyt skrótowo — w pierwszym punkcie, do modlitwy nieustannie odnawiającej w świadomości człowieka poczucie i pewność włączenia w Chrystusie i z Chrystusem w nurt życia Trójcy Świętej, a równocześnie modlitwy docierającej do najdalszych granic świata, gdzie człowiek trudzi się dla budowania Bożego Królestwa, modlitwy obejmującej wszelkie najbardziej nawet oddalone od Boga sytuacje, w których stworzenie oczekuje wyzwolenia „z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych" (Rz 8, 21).

Nie możemy jednak zapominać o tym, że na ogół w naszych kościołach za mało starania poświęca się wychowaniu wiernych do modlitwy. Na skutek tego ci, którzy przyjmują skierowane do nich wezwanie, przychodzą często do nas bez znajomości autentycznej modlitwy i bez żadnego doświadczenia w tej dziedzinie. Dobrze, jeśli nie mają przynajmniej wypaczonych pojęć o modlitwie! Nie mówię tutaj o doświadczeniach modlitwy w grupach charyzmatycznych, które musimy uznać — nawet jeśli patrzymy na nie krytycznie — za jakąś formę reakcji wobec zbytniego sformalizowania modlitwy, którą sprowadza się do powtarzania gotowych formuł bez prawdziwego zaangażowania wewnętrznego. Chcę raczej mówić o formach, które nazwałbym „dewocyjnymi", a które związane są bardziej z marginesowymi aspektami pobożności niż z samą istotą chrześcijańskiego misterium i wielkimi prawdami wiary, będącymi źródłem autentycznej pobożności. Tym bardziej naglące jest więc nasze zadanie. Mogłoby ono skonkretyzować się w punktach, które pozwalam sobie sformułować jako ważne tematy do dyskusji i refleksji.

A. Każda wspólnota powinna czuć się odpowiedzialna za wypracowanie takiego sposobu modlitwy, który by wyrażał i konsekrację, i świeckość. Będzie to możliwe z jednej strony dzięki nieustannemu zgłębianiu tego, co na temat modlitwy zostało wypracowane w ciągu dwudziestu wieków istnienia Kościoła.

Ogromne bogactwo mądrości (będącej darem Ducha Świętego) i doświadczenia zawiera się w tym dorobku, począwszy od patrystycznych traktatów o modlitwie, poprzez fundamentalne dzieła Teresy z Avila, aż do pism Karola de Foucauld czy Madeleine Delbrel. Tymczasem nasza wiedza o modlitwie sprowadza się często do tego, co zaczerpniemy z rzeczy najnowszych, pośpiesznie czytanych. Niewątpliwie są one wartościowe, nie wystarczają jednak, jeśli mamy odnaleźć zapomniane już ale cenne wartości.

Z drugiej strony z wysiłkiem refleksji należy połączyć trud praktykowania nowych form modlitwy, rodzącej się w nas i pośród nas, skoro właśnie w modlitwie wypowiada się w szczególny sposób nasz charyzmat. Będzie ona owocem słuchania Słowa Bożego i spontanicznej reakcji wobec spotkania się tego Słowa z określoną sytuacją naszego życia. Wyrazi się w adoracji i uwielbieniu, w akcie skruchy i prośbie, w głębokim milczeniu czy pieśni — dawnej lub nowej.

Podejmując odpowiedzialne zdanie twórczości w dziedzinie modlitwy musimy liczyć się z tym, że modlitwa osobista powinna łączyć się z modlitwą wspólną, zwłaszcza liturgiczną. Będziemy więc chętnie uczestniczyć w modlitwie wspólnoty większej niż grupa najbliższych osób (w nabożeństwach parafialnych, diecezjalnych itp.), a równocześnie będziemy czuwać, by nasza modlitwa osobista nie była zbyt indywidualistyczna, aby nie zatraciła poczucia jedności z innymi („Ojcze nasz"..."), z Kościołem i całą ludzkością, w której imieniu się modlimy.

B. Każdy, któremu powierzono w naszych Instytutach czuwanie nad formacją aspirantów, powinien być w całym tego słowa znaczeniu człowiekiem modlitwy. Nie w tym sensie, żeby równocześnie nie był „człowiekiem czynu", ale żeby dzięki odpowiedniemu przygotowaniu i doświadczeniu urzeczywistniał w swoim życiu sposób praktykowania modlitwy właściwy dla danej grupy i mógł go przekazywać własnym przykładem, a nie tylko słownym pouczeniem.

Zbędne byłoby dodawać, że kiedy mówimy o konkretnym przykładzie praktykowania modlitwy, mamy na myśli również czas, jaki jej poświęcamy oraz sposób modlitwy. Życie modlitwy nie rozwinie się bowiem bez wiernego poświęcania modlitwie odpowiedniej ilości czasu, ażeby mogła ona zrodzić się w duszy, umocnić się i wzrosnąć. Wtedy dopiero stanie się ona wyrazem naszej świeckiej konsekracji i źródłem misji.

C. Jeżeli zadbamy poważnie o rozwój życia modlitwy w Instytucie, to wówczas ci, którzy się z nim zetkną, nie będą mieli wątpliwości co do jego natury i potrafią rozpoznać jeden z najważniejszych znaków powołania do świeckiej konsekracji. Tym znakiem powinna być, moim zdaniem, żywa praktyka modlitwy, w której dałoby się dostrzec cechy charakterystyczne grupy.

Wydaje mi się, że cechy te można w skrócie przedstawić: a. rozumienie sensu świeckiej konsekracji, b. duch żywej wspólnoty w Instytucie i to, co stanowi jego duszę, c. rozumienie własnej misji, którą żyje Instytut, d. wierność modlitwie, będącej podstawą prężności i owocności Instytutu.

Myślę, że jeśli ten, kto przychodzi do Instytutu, zobaczy w nim praktykę modlitwy będącej prawdziwą i dobrą syntezą jego istoty, celu i sposobu działania, będzie mógł bez trudu i z dużą pewnością sprawdzić własne powołanie. Nie przyjdzie mu wtedy na myśl, że najbardziej autentycznym znakiem świeckiego powołania jest zamiłowanie do działania, które często przeradza się w niespokojny aktywizm i do niczego nie prowadzi.

Najbardziej autentyczny znak ukaże mu się wówczas jako połączenie modlitwy i działania, działania i modlitwy. Ostatecznie będzie to po prostu świadomość, że modlitwa jest wyrazem jego świeckiej konsekracji, źródłem jego misji i kluczem formacji.

Tłum. L. R.

Referat wygłoszony w Rzymie, w sierpniu 1976, przez Giuseppe Lazzatiego, jako wprowadzenie do obrad Światowego Kongresu Instytutów Świeckich, poświęconego zagadnieniu modlitwy, Ateneum Kapłańskie, 1985, 105 (77), nr 2/459, 236-244.

W: Dla Boga i świata, świeccy konsekrowani, Kielce 1993.