ŚWIADECTWO: OBECNOŚĆ

Trudno w kilku zdaniach dać świadectwo stałej Chrystusowej obecności i Jego towarzyszenia człowiekowi. Jednak spróbuję.

Do Instytutu świeckiego trafiłam (jak wiele osób) drogą dosyć okrężną, ale widzę już teraz, jak przydały mi się i przydają doświadczenia tych wszystkich dookolnych ścieżek i wiem, że bez nich byłabym uboższa o bardzo, bardzo potrzebne „narzędzia" i wiedzę.

Pan pozwala mi teraz żyć jakby w podwójnej rzeczywistości. W tej, którą widać dookoła i w tej, którą można tylko odczuć, a o której wiadomo — i nic trzeba przekonywać nikogo — że jest. Pan pozwolił znaleźć Perłę — Siebie Samego i dlatego mogę chodzić w świetle, w perłowym świetle, tzn. w rzeczywistości, która jest szara, ale i nie jest szara, bo świeci, bo jest perłowa.

Przecież nic się nie zmieniło od czasów młodego Kościoła, kiedy na słowa: „W imię Jezusa Nazarejczyka, chodź" (Dz. 3,6b) chromy odzyskał zdrowie. Dziś także mogą się dziać i dzieją się codziennie Jego cuda pośród Jego Kościoła. Każdy dzień jest ich pełen.

Przed pierwszymi ślubami pytałam Go: „Kogo Ty wybrałeś, kim jestem, żeby sprostać konsekracji? Czy nie sięgam za wysoko, po rzeczy nieskończenie mnie przerastające?!" Nie mogąc znaleźć jakoś odpowiedzi, postanowiłam nie „tracić czasu dalej" i odmówić godzinę brewiarzową. Przeczytałam: „Człowieku, dlaczego samemu sobie uwłaczasz, skoro Bóg tak wysoko cię ceni? Dlaczego wywyższony przez Boga, tak bardzo siebie poniżasz? (...) Czy nic widzisz, że cala budowla świata dla ciebie została stworzona? Dla ciebie zesłane słońce rozprasza wszędzie ciemności, dla ciebie nocy wyznaczono granice, dla ciebie odmierzono dzień... (...), dla ciebie ziemia została wymalowana kwiatami, drzewami i owocami; dla ciebie stworzone zostało bogactwo przedziwnych zwierząt w powietrzu, na ziemi i w wodzie, aby smutna samotność nie mąciła radości, z powodu stworzonego co tylko świata" (Piotr Chryzolog: O tajemnicy Wcielenia). A potem jeszcze Pismo święte. Skończyłam właśnie Księgę Powtórzonego Prawa, odwróciłam kartę i przeczytałam: „Czyż ci nie rozkazałem: Bądź mężny i mocny? Nie bój się i nie lękaj, ponieważ z tobą jest Pan, Bóg twój, wszędzie gdziekolwiek pójdziesz" (Joz. l ,9). Nie szukałam odpowiedzi, otwierając Pismo święte gdziekolwiek, ani w jakiś inny specjalny sposób. To był właśnie tekst na Dziś. Ale był dla mnie.

Jednak czasem trudno nieść na codzień garb własnej mierności, słabości, brzydoty. To On pozwolił mi przeczytać w Pieśni nad Pieśniami: „Murem jestem ja, a piersi me są basztami, odkąd stałam się w oczach jego jako ta, która znalazła pokój". To On przez swoje patrzenie na mnie z miłością czyni mnie piękną. I staje się nieważne czy mam garb, czy zeza czy narośl na końcu nosa, czy krzywe nogi, czy wszystko razem. Prawda jest taka, jak w jego spojrzeniu. To daje poczucie pewności, pozwala żyć i oddychać spokojnie. Jestem taka, jak On mnie widzi.

Powiedziałam Mu więc kiedyś: „Pozwól mi choć na krótko popatrzeć na moją Wspólnotę Twoim wzrokiem, bo jakoś nie potrafię w nich dostrzec i kochać Ciebie". I stało się, na jakimś wspólnotowym spotkaniu, w czasie Eucharystii, że patrząc na każdą kolejno podchodzącą do Komunii św. myślałam tylko o tym, że nie mogłabym już bez niej żyć, choć przecież nic się nie zmieniło, bo to dalej są te same, z całą stertą wad i słabości, czasem potwornie nudne — moje siostry! A jednak wracając do tego momentu, mając perspektywę Tamtego Patrzenia, mogę przyjąć każdą, mogę każdą kochać.

Kiedyś dawno myślałam o tym, jak to jest, że „w nim poruszamy się, żyjemy, jesteśmy..." Widziałam to na różne sposoby, aż kiedyś w czasie pobytu nad morzem — płynąc — stwierdziłam, że to może coś podobnego, bo z każdej strony dotyka mnie woda. A w środku?! Przecież w każdej komórce jest ileś tam procent wody. A stworzenie na obraz i podobieństwo Boga — to może jeszcze więcej Jego w nas i wokół nas, niż jesteśmy sobie w stanie wyobrazić? Bo On zawsze jest przy mnie i we mnie. Czasem wręcz daje się odczuć Jego niemal fizyczną obecność. Czasem czuję ciężar na ramieniu. Odwracam głowę i uśmiecham się do Niego, bo wiem, że On ze mną idzie i podeprze mnie, kiedy będzie trzeba. A trzeba tak często! To tak, jak widzę babcię z trzylatkiem, wracającą z zakupami. Mały także niesie koszyczek, a w nim jedno jabłko i samochodzik. Gdy zaczyna być śpiący, babcia bierze go na ręce razem z koszyczkiem, jabłuszkiem i samochodzikiem. Wiem, że mój Pan jest ze mną i tylko w taki sposób mogę iść, mogę być i mogę żyć bezpiecznie.