ŚWIADECTWO: BYŁA PIELĘGNIARKĄ...

Przed pięciu laty w katastrofie samochodowej zginęła pielęgniarka, Joanna. Podczas uroczystości pogrzebowych Kościół parafialny małego przemysłowego miasta natłoczony był ludźmi jak w wielkie święto. Każdy chciał oddać ostatnią posługę Zmarłej, która przez wiele lat związana była z tym miastem i z tymi ludźmi. Służyła całą sobą ludziom chorym i potrzebującym, zawsze pełna zapału, młodości ducha, chrześcijańskiego optymizmu i radości życia. Kochająca piękno, otwarta na dobro, niezmiernie utalentowana, a równocześnie pokorna i prosta. Jej miłość bliźniego nigdy nie była mdła ani ckliwa, raczej podobna do razowego chleba...


Służbie Bogu i człowiekowi oddała całą swoją bogatą osobowość, nieprzeciętny umysł, wielką wrażliwość serca i wysokie kwalifikacje zawodowe. Kochała każdego człowieka i starała się mu pomagać czy to jako instruktorka, czy jako przełożona obwodowa, a przede wszystkim jako pielęgniarka, która pojmowała swój zawód jako powołanie. Znana była w licznych komórkach terenowej Opieki Społecznej jako opiekunka społeczna, kurator, współpracownik ośrodka adopcyjnego.

Choć oddana była bez reszty zawodowi, pracowała równocześnie w Kościele i dla Kościoła. We własnej parafii prowadziła między innymi kursy dla narzeczonych, współpracowała z Wydziałem Duszpasterstwa Rodzin, z Wydziałem Charytatywnym, wybitnie zaznaczyła się w pracach Synodu Archidiecezji Krakowskiej.

Służyła słowem żywym i pisanym. Mówiła mądrze i głęboko, a równocześnie tak pięknie, że słuchaczom żal było, kiedy już skończyła. Umiała przemówić do ludzi dorosłych imłodzieży, do chorych i zdrowych, wykształconych i prostych...

Głębię i mądrość zdobywała na kolanach, w modlitwie — szczególnie do Ducha Świętego — oraz w lekturze. Z poważną i wartościową książką nie rozstawała się nigdy. Każdą wolną chwilę wypełniała czytaniem, jednak najważniejszą dla niej księgą była Ewangelia „ciągle na nowo zachwycająca Dobra Nowina, którą Joanna przyjmowała w siebie jako normę swojego życia". Przyjmowała naprawdę radykalnie, a zarazem realnie.

Chrystus był treścią egzystencji Joanny, był Tym, z którym liczyła się na każdą godzinę życia, na którym opierała każdą swoją życiową decyzję. Nie było w jej życiu dwutorowości, modlitwa splatała się w jedno z życiem. Szła za Chrystusem-Prawdą, dlatego stawała się „znakiem sprzeciwu" dla tych, którzy nie mieli odwagi przyznać się do Chrystusa, choć przez fakt chrztu należeli do Niego.

Joanna prowadziła głębokie życie religijne, codziennie przyjmowała Komunię św., adorowała Chrystusa Pana w Najświętszym Sakramencie, korzystała z wdzięcznością z sakramentu Pokuty, „najwspanialszego — jak mówiła — daru miłości". Brała udział w skupieniach, rekolekcjach, odmawiała Liturgiczną Modlitwę Godzin. Niewątpliwą pomocą był dla niej Instytut, do którego należała.

Kochała Matkę Bożą czułą miłością dziecka. Trzymała się Jej niejako za rękę, aby nie zgubić wspólnego kroku z Chrystusem. Nie opuszczała różańca i nie rozstawała się z nim nigdy.

Wyróżniało ją także wzruszające wprost widzenie wszystkich spraw własnych, ludzkich i świata, w perspektywie wieczności. Trudności doczesne biły w nią, ale nie załamały. Pracując dla Boga i dla ludzi, ze względu na Boga oczekiwała trwałych owoców nie tyle tutaj, ile „tam", u Boga. Zdecydowanie dążyła „tam", chociaż nieraz ciężkie chmury doczesnych trudności mogły jej owo „tam" zasłaniać.

W ten sposób stworzyła w swoim życiu niejako syntezę modlitwy, pracy i cierpienia. Cierpiała zarówno fizycznie jak i duchowo. Kilkakrotnie leżała w szpitalu, nie jeden raz walczyła ze śmiercią, jakiś czas musiała leżeć w domu. Przyczyną cierpień duchowych byli ludzie, którzy w różny sposób jej dokuczali, nie rozumieli jej, atakowali, szykanowali i oczerniali. Nigdy nie odpłacała ziem za zło, ale starała się wszędzie nieść uśmiech, życzliwość i miłość Chrystusową.

Kiedyś odpowiadając na ankietę Znaku Joanna tak napisała o sobie:
„Chrystus jest przede wszystkim treścią mojej egzystencji, jest Tym, z którym liczę się na każdą godzinę życia, na którym opieram każdą moją życiową decyzję. Jego Ewangelia jest dla mnie ciągle na nowo zachwycającą Dobrą Nowiną, nic w przenośni, ale wówczas, gdy w gruzy rozpadają się moje plany życiowe, gdy tracę stanowisko w pracy i dobrze płatną posadę, gdy trzeba wybrać pomiędzy odpoczynkiem a potrzebą chorego, gdy choroba czyni w moim organizmie coraz większe spustoszenie... Jego słowa: «Jam jest Prawdą i Źyciem» dają nową silę do pójścia za Nim.

Najbardziej odczuwam Jego obecność, gdy wszystkie okoliczności dnia sprawiają, że chcę się zamknąć w sobie i uciec od ludzi, którzy ciągle dają mi odczuć w taki czy inny sposób pogardę... I właśnie wówczas, gdy wbrew ludzkiej logice nie gorzknieję, gdy nie odpłacam złem za zło, gdy staram się o uśmiech, życzliwość, Jego Miłość, słowa Ewangelii: «Jam jest Prawdą i Życiem, kto we Mnie wierzy, nie chodzi w cicmnościach» są moją prawdą, wcielającą się w życie.

Chrystus jest Tym, który w każdej chwili życia ma mi coś do powiedzenia, dlatego zawsze z największym zaangażowaniem wszyskich władz poznawczych słucham jego słów, które przekazuje nam Kościół przez usta swych kapłanów w liturgii słowa, w kazaniach, rekolekcjach, w sakramencie Pokuty... Za Jego Łaską zasilając co dzień swoją duszę Jego Ciałem nie pozwalam, aby to zasłyszane słowo „wydziobały ptaki niebieskie" — ludzkie powierzchowne sądy dezaprobującc życie w pełni zaangażowane w sprawy Kościoła, aby egoistyczna i materialistyczna koncepcja życia zdusiła Jego słowo...

Kiedyś, gdy byłam młoda, powiedziałam Chrystusowi, że jeśli chce, to niech odbierze mi radość z posiadania tak żywej wiary, a da ją tym, którym na splątanych drogach życia tak ciężko odnaleźć ślady Jego Miłości. Wysłuchał mnie...

Żyję sama, nie założyłam rodziny, gdyż tak odczytałam drogi swego życia, którymi prowadził mnie Chrystus. Samotność w pełni zaakceptowana, nieraz twarda, jak samo ramię Krzyża i bolesna, jak jego ciężar..., ale samotność, która nie ma w sobie nic z jadu goryczy — i czas, jakim rozporządza, oddaje do dyspozycji słabym i cierpiącym...".

A oto jak rysuje się sylwetka Joanny w świetle przemówień pogrzebowych:
„Z głębokim żalem żegnamy dziś nieodżałowanej pamięci Joannę, wzorową pielęgniarkę, która niesienie fachowej pomocy medycznej łączyła z najwyższymi wartościami etyczno-moralnymi. Pasją jej pracowitego życia było niesienie bezinteresownej pomocy i pociechy chorym, opuszczonym i niechcianym, niemowlętom i starcom.

Już jako młoda dziewczyna nie posiadając jeszcze pełnych kwalifikacji zawodowych, z zamiłowania społecznie oddawała się pielęgnacji chorych. Po uzyskaniu dyplomu pielęgniarki, bardzo szybko zaczęła wyróżniać się swą aktywnością w pracy zawodowej i społecznej. Ambitnie pogłębiała uzyskane wiadomości, podnosiła swoje kwalifikacje w zakresie zagadnień socjologicznych, psychologicznych czy pielęgniarskich. Pełniła szereg funkcji kierowniczych i wiele odpowiedzialnych prac społecznych. W szczególności zaś wykonywała swoje codzienne obowiązki pielęgniarki w dzień i w nocy, przy pogodzie i jesiennej szarudze, pieszo przemierzając ulice miasta i peryferie, wizytując swoich podopiecznych z pełną troską i pogodą ducha..."


(z przemówienia ze środowiska medycznego)

„W swojej pracy bywała niejednokrotnie niezrozumiana, a nawet wręcz atakowana, szykowana i oczerniana czy to od ludzi złej woli, czy też nie chcących jej widzieć z innych względów. Przez swoich, nawet przez bliskich, była nieraz namawiana, aby zmieniła swój styl pracy «dla świętego spokoju», ona jednak nigdy nie ustąpiła..."

(z homilii Archidiecezjalnego Duszpasterza Chorych)

„Była prawdziwa przed Bogiem i taka sama przed ludźmi. Taka właśnie szukała co dnia potrzebującego człowieka, człowieka zagrożonego, cierpiącego, a poprzez obecność przy człowieku, poprzez pomoc wieloraką wypowiadała codziennie swoją wiarę, swój chrześcijański stosunek do świata i swoją miłość do Boga. W żywej łączności z Bogiem i w poczuciu przynależności do Niego złożyła swoim życiem świadectwo prawdzie, że należy czynić dobro, nie patrząc nawet w stronę grzechu. Ona uwierzyła w to, że bez dobra żyć nie można. Bez grzechu można, bez zła moralnego można, bez kłamstwa, obłudy, niechęci i nienawiści wszelkiego rodzaju, która przepełnia dzisiaj świat — można, wbrew temu, co mówi mądrość tego świata. Wy mówicie ciągle, że dzisiaj inaczej się nie da, a oto jest żywy protest, który wam mówi dzisiaj w oczy, że wiedząc czy nie wiedząc o tym — kłamiecie. Kłamiecie mówiąc, że się nie da. Jeśli się tego naprawdę chce, to można żyć dobrem, prawdą i miłością, tylko trzeba iść innymi drogami, w inny sposób... Bez dobra, zwłaszcza bez dobra i dobroci dla człowieka, nie można żyć godnie w oczach Boga.

Niech świadectwo tego życia, tak gwałtownie przerwanego, zostanie pomiędzy wami, niech będzie przez was zauważone, niech będzie przez was we właściwy sposób i bardzo często odczytywane, i niech znajdzie naśladowców licznych, odważnych i jak ona ofiarnych".

(z przemówienia Ks. Biskupa)