Giuseppe Lazzati:KOŚCIÓŁ WE WSPÓLNOCIE POLITYCZNEJ – ROZWAŻANIA NA TEMAT FORM OBECNOŚCI


1. Obecność Kościoła w świecie

Kiedy Zgromadzeniu Biskupów Soboru Watykańskiego II przedstawiono Konstytucję Duszpasterską Gaudium et Spes (GS) zatytułowaną „Kościół i świat współczesny”, to pierwsza zgłoszona poprawka dotyczyła właśnie tytułu. Ojcowie życzyli sobie, by i zmieniono na w tak, by tytuł brzmiał: „Kościół w świecie współczesnym”.

Zastanawiając się nad tym faktem, który postronnemu obserwatorowi może wydawać się mało znaczący, dochodzimy do wniosku, że oczywiste są dwie - wśród wielu innych – konsekwencje.

Pierwsza konsekwencja odnosi się do właściwszego i pełniejszego zrozumienia przez sobór, z perspektywy całokształtu jego prac, misyjnego powołania Kościoła.

Zrozumienie to, w świadomości Ojców soborowych, wyraża się właśnie w przejściu od spójnika i do przyimka w – to forma gramatyczna, która podkreśla przejście od zamkniętego etapu w historii Kościoła do otwarcia nowej fazy, bądź – aby nie być źle zrozumianym – do odnowy, w kontekście świata współczesnego i przy użyciu stosownych środków, fazy wczesnochrześcijańskiej, bardziej przystającej do ewangelicznego obrazu zaczynu (Mt 13,33) i soli (Mt 5,13).

Nie jest to miejsce do analizowania zasadniczych wątków stosunków Kościół-świat na przestrzeni dwudziestowiekowej historii Kościoła. Wystarczy zaznaczyć, iż stosunków tych nie można sprowadzić jedynie do relacji Kościół-państwo. Zaś o tejże relacji można zasadniczo powiedzieć tyle, że w epoce nowożytnej relację tę dobrze wyraża spójnik i, który znalazł się w tytule prezentowanej Konstytucji; jest to stosunek przeciwległy między dwoma instytucjami wzajemnie się uznającymi „w swoich dziedzinach niezależne i autonomiczne” i co najwyżej łączy je jakiś układu regulujący stosunki prawne między nimi. Przejście od i do w nie oznacza, oczywiście, wycofanie się ze wspomnianego wzajemnego uznania, ale Kościół, wskazując także samemu sobie, że „wspólnota polityczna i Kościół są w swoich dziedzinach od siebie niezależne i autonomiczne” oraz, że „Kościół z racji swego zadania i kompetencji w żaden sposób nie utożsamia się ze wspólnotą polityczną” (GS, 76), chciał podkreślić, że stosunek Kościół-świat, z racji natury, powołania i misji Kościoła, należy umieścić w szerszej perspektywie. Jest on skierowany na każdego człowieka, na wszystkich ludzi – niezależnie od rodzaju zrzeszeń, w których się gromadzą i funkcjonują – na każdą rzeczywistość, która wchodzi w relację z człowiekiem po to, by przynieść im i przywrócić w nich ten pierwiastek ducha, tą życiową energię, które pozwolą im osiągnąć pełnię istnienia i pełnię wartości.

A zatem, jest to Kościół zanurzony w świecie, ale nie utożsamiający się ze światem, Kościół, którego życie wpisane jest w rytm historii świata. Jest to Kościół dający siebie (jako wieloczłonowa jedność) światu wraz z całym bogactwem Bożego przesłania o prawdzie, darem życia (zob. GS, 43) i zarazem gotowy do przyjęcia od świata tego wszystkiego, co w nim (w przeszłości i obecnie) może przynieść korzyść także Kościołowi (zob. GS, 44).

Warto zadać sobie pytanie, ilu chrześcijan, a zwłaszcza świeckich chrześcijan uchwyciło konsekwencję wynikającą ze zmiany w tytule dokumentu soborowego; że jest to wizja Kościoła daleka od zamykania jego życia i funkcjonowania w murach świątyni czy okopania się na własnych pozycjach, ale jest to wizja Kościoła rozprzestrzenionego i obecnego w świecie, wszędzie tam, gdzie są chrześcijanie, na których spoczywa wzbudzająca entuzjazm, choć trudna odpowiedzialność za jakość tej obecności. W dużej mierze, od jakości tej obecności, choć nie tylko od tego, zależy wiarygodność Kościoła. I to już wystarczy do poważnego rachunku sumienia odnośnie tego, co trzeba określić jako styl bycia, który ukazuje – nie tylko słowami – sens i wartość tej obecności.

Druga konsekwencja wynikająca ze wspomnianej poprawki odnosi się do form obecności Kościoła we wspólnocie politycznej. Wspomnieliśmy już o tym, że stosunki między Kościołem a wspólnotą polityczną (państwo) mogą być wyrażone spójnikiem i ze znanego tytułu (co dobrze oddaje istotę rzeczy w epoce nowożytnej, choć może tak być i współcześnie), kiedy obie społeczności, uznając siebie za „niezależne i autonomiczne w swoich dziedzinach”, zobowiązują się do nie ingerowania jedno w obszar właściwy drugiemu, w poszanowaniu regulacji prawnych wypływających z powyższej zasady.

A ponieważ, nasze rozważania mają za punkt wyjścia nowość, którą niesie ze sobą przejście od i do w, to problem stojący przed nami jest całkiem innej natury i właściwe jego ustawienie wymaga wyjaśniającego wprowadzenia.



2. Relacje między Kościołem a rzeczywistością doczesną



1. Należy, przede wszystkim, zadać sobie pytanie, na którym poziomie rzeczywistości wyrażonej terminem „świat” sytuuje się wspólnota polityczna. Odpowiedź nie jest trudna: sytuuje się na poziomie określonym terminem soborowym jako „rzeczywistość doczesna”. Jest to rzeczywistość posiadająca konkretny wymiar i istniejąca w czasie, wobec tego skazana na zniknięcie wraz z końcem doczesności, przynajmniej w formie, w której istnieje i działa w czasie.

Pojawia się od razu drugie pytanie: W jakiej relacji pozostają rzeczywistość doczesna i Kościół? Chcąc dać wyczerpującą odpowiedź, nie upraszczając problemu, trzeba poszerzyć nasze rozważania o zagadnienie relacji zachodzącej między Kościołem a Królestwem Bożym, które jest ostatecznym końcem historii. Zacznijmy od stwierdzenia, że Królestwo Boże to ogół ludzi odnowionych w Chrystusie, zmarłym i zmartwychwstałym, „na obraz i podobieństwo” Boga i Jemu poddanych w miłości. Początkiem i narzędziem tegoż Królestwa jest Kościół. Początkiem, ponieważ już teraz żyją w nim „wewnętrznie zjednoczeni z Bogiem” (Lumen Gentium, LG, 1) dzieci Boże, czyli ludzie, którzy stali się tacy w Synu, Chrystusie, dzięki wierze i chrztowi.

Narzędziem, ponieważ jemu Chrystus powierzył zadania, dzięki którym rodzi do nowego życia, podtrzymuje i prowadzi, w czasie ziemskiego pielgrzymowania ku ostatecznej mecie, odnowione dzieci Boże, będąc również zaczynem „jedności całego rodzaju ludzkiego” (LG,1). A jeśli tak, to oczywistym jest fakt, że są wezwani i przynależą do Królestwa Bożego ludzie, którzy sami z siebie nie mają takiej możliwości (w odróżnieniu od aniołów), a z ludzi składa się Kościół.

2. Jaka zachodzi relacja między rzeczywistością doczesną a Kościołem oraz, jeszcze przedtem, między rzeczywistością doczesną a Królestwem Bożym? Z pewnością, z punktu widzenia ściśle formalnego rzeczywistość doczesna (nauki, osiągnięcia techniczne, różne formy zrzeszeń, ekonomia, polityka, itd...) nie należy bezpośrednio do Królestwa Bożego. Powód jest taki, że, zważywszy na jej naturę, nie ma zdolności właściwej człowiekowi do otrzymania, nawet w najmniejszym stopniu, uczestnictwa w życiu Bożym, co stanowi istotę Królestwa Bożego. Elementy składające się na rzeczywistość doczesną wchodzą w relację z człowiekiem i jest to stosunek instrumentalny: są to narzędzia czy środki, których człowiek potrzebuje do życia, czyli po to, by zaspokoić swe potrzeby materialne, duchowe i intelektualne (inteligencja, pamięć, wola) oraz społeczne, jako że jest istotą społeczną. Realizacja tego typu relacji, w ramach której rzeczywistość doczesna sprowadzona jest do roli służebnej, została wskazana człowiekowi bezpośrednim poleceniem wyrażonym przez Stwórcę: „abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszelkim zwierzątkiem naziemnym” (Rdz 1,28), jako podstawowe prawo, którym ma się kierować w swym działaniu, by mógł przetrwać i się rozwijać. Prawa rządzące praktycznym stosowaniem tej relacji, nie są objawione przez Boga jako obiekt wiary, ale są odkrywane i stosowane przez człowieka, który posługuje się w tym celu intelektem i wolą (u wierzącego wsparte światłem wiary i mocą łaski): wspaniała historia rozwoju nauk i techniki jest świadectwem takiego praktycznego stosowania na przestrzeni wieków w historii ludzkości od jej początków do dnia dzisiejszego. Jeśli rzeczywistość doczesna dobrze zarządzana, jest narzędziem służącym rozwojowi człowieka – całego człowieka i wszystkich ludzi – to, jako taka, jest w funkcji służebnej także w stosunku do Królestwa Bożego. Królestwo to jest, zaś, urzeczywistnieniem się pełni człowieczeństwa, nie tylko, dlatego że jest przywróceniem człowiekowi, w Chrystusie, wymiaru boskiego, do którego podniósł człowieka Bóg stwarzając go, ale także, dlatego że dzięki temu wymiarowi, przez światło wiary i siłę miłości prowadzące ku większej doskonałości, pomaga człowiekowi w osiągnięciu, na ile to możliwe, pełni człowieczeństwa, jako stan mu naturalny.

3. Jeśli w takim znaczeniu rzeczywistość doczesna jest w funkcji służebnej w stosunku do Królestwa, to w sposób naturalny między Kościołem – początkiem i narzędziem Królestwa Bożego, jak to już zaznaczyliśmy – a rzeczywistością doczesną zachodzi relacja oparta na pożytku; relacja, której można przypisać podwójne znaczenie: odkupieńcze i twórcze.

a) Przede wszystkim, znaczenie odkupieńcze. Kiedy stwierdza się, że „Kościół jest, w Chrystusie, sakramentem, czyli znakiem i narzędziem”(LG,1) powszechnego zbawienia świata, to chce się podkreślić, że jego powołaniem i misją - dzięki środkom, którymi jest obdarzony - jest działanie na rzecz zbawienia wszystkich ludzi niezależnie od czasu i miejsca. Wiemy też, że przez zbawienie rozumiemy uwolnienie człowieka, przez śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, od niewoli grzechu i odrodzenie do nowego życia jako dziecka Bożego. Zbawienia, zaś, skoro w swej powszechności obejmuje całokształt ludzkiej rzeczywistości, nie może się nie rozciągnąć – choć pod różnymi postaciami – na rzeczywistość doczesną, jako że pełni funkcję służebną w stosunku do Królestwa Bożego. Również i ona potrzebuje uwolnienia, jako że człowiek – niewolnik grzechu, a jeszcze przedtem, niewolnik instynktów, które doprowadziły go do nieposłuszeństwa Bogu - do czego zasadniczo sprowadza się grzech – pociąga za sobą w tę niewolę rzeczywistość doczesną, używając ją według zmiennego widzimisię podyktowanego przez instynkty nie poddane rozumowi ani woli. Takie samowolne używanie stanowi przeszkodę w uporządkowanym i pełnym rozwoju człowieka – i nie trudno znaleźć na to dowody -  a co więcej, czyni człowieka mniej podatnym na przyjęcie propozycji Królestwa Bożego. Odkupienie rzeczywistości doczesnej, oznacza, więc, ponowne poddanie jej właściwej zależności od rozumu oświeconego wiarą i, co za tym idzie, także woli opartej na łasce tak, by mogła służyć człowiekowi w sposób wyznaczony przez Stwórcę. Jest to jedno ze znaczeń – choć nie pierwsze, oczywiście eschatologiczne – wizji Pawła z Listu do Rzymian: „Stworzenie”, czyli rzeczywistość doczesna „zostało poddane marności (...) aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia (...), z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych” (Rz 8, 19-22).

b) Po drugie, relacja zachodząca między Kościołem a rzeczywistością doczesną jest rozumiana w sensie twórczym. Zadaniem Kościoła nie jest tylko uwolnienie człowieka spod władzy grzechu, ale również uczynienie go „doskonałym w Chrystusie” (Kol 1,28), czyli odnowienie w nim obrazu i podobieństwa do Boga, a także – przez dar uczestnictwa w Boskim życiu dającym światło rozumowi i siłę woli – umożliwienie mu pełni rozwoju swego człowieczeństwa w wymiarze dostosowanym do naturalnych zdolności, którymi każdy został obdarzony. W wysiłku harmonijnego złączenia sił nadprzyrodzonych ze zdolnościami naturalnymi, człowiek może osiągnąć – w porządku rzeczywistości doczesnej tak organizowanej, aby służyła człowiekowi – najwyższe z możliwych moce twórcze.

Innymi słowy, jedynie człowiek odnowiony w Chrystusie, wolny od grzechu, jako że ma udział w Bożym życiu i w związku z tym zdolny doprowadzić do pełni ludzkie możliwości uwolnione spod władzy instynktów, jest w stanie „kierować rzeczywistością doczesną zgodnie z wolą Bożą”; czyli jest zdolny do bycia „zastępcą Boga w dziele stworzenia” (Piotr Chryzolog), odkrywając na przestrzeni historii, rozwiązania problemów, którym musi stawić czoła, aby człowiek mógł wzrastać w swoim człowieczeństwie.

4. Ustaliliśmy, że wspólnota polityczna jest częścią świata rozumianego jako całokształt rzeczywistości doczesnej i że Kościół, na mocy swego powołania i misji, jest żywo zainteresowany tą rzeczywistością w znaczeniu odkupieńczym i twórczym. A skoro tak, to jak właściwie określić sposoby obecności Kościoła we wspólnocie politycznej? Odpowiedź wymaga sprecyzowania pojęcia „wspólnota polityczna”, „polis”, aby użyć pojęcia pierwotnego bądź „miasto na miarę człowieka”, aby użyć określenia oddającego jej istotę: złożone i różnorodne współżycie ludzi i grup ludzi. Damy tu krótki opis, nie wyczerpujący zjawiska: rodziny, różne zrzeszenia, w których grupują się ludzie w najróżniejszych celach, jak np. produkcja, wymiana handlowa, transport, ochrona zdrowia, kształcenie, kultura, rozrywka; różne struktury i administracja konieczne do podniesienia jakości życia. A zatem, wspólnota polityczna jawi się jako współżycie ludzi oraz ogółu struktur i aktywności w ich nieokreślonej różnorodności, aby nadać coraz głębszy sens i ludzki wymiar temuż współżyciu. Po takim wprowadzeniu możemy teraz odpowiedzieć na postawione wcześniej pytanie.

3. Formy odrębne i dopełniające się obecności Kościoła: „ewangelizacja” i „przenikanie duchem chrześcijańskim rzeczywistości doczesnej”

Działania, dzięki którym Kościół chce odpowiedzieć na własne powołanie i wypełnić swoją misję są dwutorowe: „ewangelizacja” oraz „przenikanie duchem chrześcijańskim rzeczywistości doczesnej”. Te dwa typy działań zbieżne w odniesieniu do celu, jakim jest zbawienie świata, a w określonych okolicznościach także pokrywające się ze sobą w czasie lub w aktywności jednostek, mają odrębne właściwości i odrębne formy działania. Mieszanie tych dwóch porządków, z pewnością nie służy skuteczności działań Kościoła, a na pewno szkodzi.

Ewangelizacja to głoszenie chrześcijańskiego przesłania o prawdzie i życiu opartym na Słowie wyrażone w najróżniejszych formach odpowiadających czasom i stosowne do miejsca. Po ewangelizacji następuje posługa Sakramentów i wcielanie w życie otrzymanych nauk pod kierownictwem Pasterzy, którzy przede wszystkim dają świadectwo takiego życia.

Przenikanie duchem chrześcijańskim rzeczywistości doczesnej, to propozycja konkretnych metod i sposobów służących znajdowaniu najróżniejszych wartościowych rozwiązań problemów obecnych w rzeczywistości doczesnej. Zadanie to powierzone zostało „z tytułu właściwego im powołania” (LG, 31) wiernym świeckim, którzy żyją ‘zanurzeni’ w tej rzeczywistości, pośród ludzi im współczesnych posiadających różną bazę kulturową. Celem działań jest wspólne znajdywanie rozwiązań najlepiej odpowiadających potrzebom człowieka w danym czasie, czyli służące jego ogólnemu rozwojowi duchowemu i fizycznemu. Powinno się to odbywać w atmosferze dialogu, ścierania się stanowisk, oczywiście nie rezygnując z własnej tożsamości, jako że ma ona wpływ na rzeczywistość doczesną, zawsze w poszanowaniu natury rzeczywistości doczesnej i jej słusznej autonomii, w autentycznym wysiłku zrozumienia drugiej osoby. W wypełnianiu tego zadania, świeccy są wspierani przez kapłanów i Nauczycielski Urząd Kościoła, do których z ufnością się odwołują, wiedząc, że tego potrzebują, aby własne naturalne talenty zyskały pełnię wartości i wydały owoce. Sądzę, że wystarczy przypomnienie tych dwóch typów działań Kościoła, aby każdy mógł uchwycić odrębność właściwości i metod, które je charakteryzują. Jak już zaznaczyliśmy wyżej, odrębność tę należy uszanować, jeśli chce się, by działania jednego bądź drugiego typu miały – na ile to zależy od osób działających – możliwie najwyższą siłę oddziaływania. W odniesieniu do drugiego typu: przenikanie duchem chrześcijańskim rzeczywistości doczesnej, co jest powołaniem właściwym wiernym świeckim w całej swej złożoności działań, (LG, 31) istnieją dwa podstawowe wymagania: autentyczna wierność swemu chrześcijańskiemu powołaniu, czyli życie po chrześcijańsku oraz wierność świeckiemu powołaniu, czyli życie i działanie charakterystyczne dla osoby świeckiej. Ta dwojaka wierność zbiega się – nie mieszając tych dwóch porządków - w osobie będącej jednością i zdolnej do równorzędnego poszanowania zarówno jedności, jak i odrębności. Nie będziemy się zatrzymywać przy pierwszej z tych wierności i to nie, dlatego że nie jest zasadnicza i rozstrzygająca, ale dlatego, że reguły nią rządzące są bardziej przejrzyste. Odnośnie drugiej z tych wierności, dla której pierwsza stanowi wspaniałe wsparcie, musimy zaznaczyć, że ma swoje zasady: przede wszystkim zasada (=konieczność) kompetencji we wszystkich sektorach działania, następnie faktyczne respektowanie słusznej autonomii rzeczywistości doczesnej (zob. GS, 36) oraz umiejętność mediacji kulturowej wyrażająca się w dialogu.



4. Obecność Kościoła we wspólnocie politycznej: główna rola świeckich

1. Obecność Kościoła we wspólnocie politycznej przejawia się w powyższych dwóch typach misji zbawiania świata.

Co do pierwszego typu, Kościół ma prawo i żąda swobody działania. Swoboda ta niesie ze sobą możliwość zakładania i zarządzania różnego rodzaju instytucjami – od edukacyjnych po pomoc społeczną – które uważa za konieczne czy potrzebne do celów ewangelizacyjnych dostosowanych formą do potrzeb wspólnot, w których istnieją i działają. Z pewnością, niektórym, nie umknie, że przez te instytucje Kościół już wkracza w obszar rzeczywistości doczesnej, choć działa tu tworząc je i zarządzając nim według własnych kryteriów, oczywiście w poszanowaniu natury rzeczywistości doczesnej. Pozostaje jednak na płaszczyźnie ewangelizacyjnej z celem dostosowania struktur i metod zarządzania tych instytucji (domy pomocy społecznej, szpitale, różnego typu szkoły, środki komunikacji społecznej, itd...), uznanych za dzieła własne Kościoła, do kryteriów służących ewangelizacji. I to niezależnie od tego, kim są pracownicy tych instytucji: księżmi, zakonnikami czy świeckimi.

Drugi typ misji Kościoła przenikanie duchem chrześcijańskim rzeczywistości doczesnej prowadzony jest przez osoby świeckie, któreżyją w świecie, to znaczy pośród wszystkich razem i poszczególnych spraw i obowiązków świata, i w zwyczajnych warunkach życia rodzinnego i społecznego (...)” (LG, 31). Dlatego też usytuowanie to z socjologicznego staje się „teologicznym miejscem ich uświęcenia” (Paweł VI) i w sposób naturalny sprawia, że są wezwani do „szukania Królestwa Bożego zajmując się sprawami świeckimi i kierując nimi po myśli Bożej” (LG, 31). Wspomnieliśmy już o tym, jak szerokim obszarem jest rzeczywistość doczesna: obejmuje ona działalność polityczną ukierunkowaną na wymyślenie i zarządzanie najlepszą z możliwych strukturą wspólnoty, w ramach której rozwijać będzie można aktywności związane z różnymi elementami rzeczywistości doczesnej.

2. W soborowym zwrocie „kierować po myśli Bożej” tą rzeczywistością zawarte są dwa znaczenia, wcześniej wyjaśniane (odkupieńcze i twórcze), i w obu jest obecny Kościół przez świeckich świadomych tego, że mu podlegają i z tą świadomością działają już na własną, osobistą odpowiedzialność we wspólnocie politycznej. Odkupieńcze i twórcze działania Kościoła wymagają trzymania się podstawowej zasady: poszanowania autonomii rzeczywistości doczesnej. Szacunek ten należy pielęgnować i pogłębiać w duchu Ewangelii i w świetle Magisterium Kościoła i nie wolno o nim zapomnieć czy minimalizować.

Przez autonomię rzeczywistości doczesnej rozumie się fakt, że rzeczywistość ta istnieje i trwa dzięki prawom wpisanym w nią przez Stwórcę. A prawa te są odkrywane i poznawane nie dzięki Objawieniu, ale przez ludzi czyniących użytek z rozumu: „istnieje dwojaki, różny porządek poznania, mianowicie wiary i rozumu”(GS, 59) i rzeczywistość doczesna daje się poznać rozumem proporcjonalnie do możliwości intelektualnych człowieka.

Z Objawienia osoba wierząca czerpie ducha, który kształtuje sposób myślenia i działania. Dzięki inteligencji przy współudziale woli, rzeczywistość doczesna zostaje zaprzęgnięta w służbę człowiekowi: mam tu na myśli obszary różnych nauk i techniki. Dobrze jest w tym miejscu przypomnieć o związku między wiarą a rozumem podczas działań skierowanych na rozwiązanie problemów rodzących się w trakcie „kierowania rzeczywistością doczesną po myśli Bożej” w poszanowaniu dla jej autonomiczności. Skoro jest prawdą, że wiara przynosi korzyść badaniom naukowym, to w szczególności „prowadzi do głębszego rozumienia praw życia społecznego” (GS, 23). Jest też prawdą, że bez udziału rozumu w rozwiązywaniu tych problemów, z pomocą samej tylko wiary nie znajdzie się właściwych rozwiązań. I tak wiarą nie można zastąpić rozumu, ale inteligencja bez wiary może znaleźć rozwiązania, choć z większym trudem i tylko połowicznie. Należy sprecyzować, że przez wiarę rozumiemy treść Objawienia przyjętego wiarą oraz nauczanie Magisterium, które interpretuje i aktualizuje tę treść. Trzeba mieć jasną wizję tego związku, aby nie ulec błędnym i odmiennym interpretacjom rodzącym się z pomieszania bądź odseparowania tych dwu porządków, wiary i rozumu.

3. W takiej perspektywie należy umieścić Kościół jako sakrament zbawienia rzeczywistości doczesnej za pośrednictwem wiernych świeckich, którzy są przygotowani i przez Kościół wspierani w poszanowaniu ich samodzielnej i trudnej odpowiedzialności osób kierujących rzeczywistością doczesną po myśli Boga w poszanowaniu jej autonomii.  O takiej autonomii tak stanowi Sobór „tak rozumianej autonomii należy się domagać, nie tylko, bowiem domagają się jej ludzie naszych czasów, ale odpowiada ona także woli Stwórcy” (GS, 36). W tym samym miejscu Sobór potępia rozumienie autonomii rzeczy doczesnych w ten sposób, że „rzeczy stworzone nie zależą od Boga, a człowiek może ich używać bez odnoszenia ich do Boga”.

Potępiony zostaje sposób zarządzania i posługiwania się rzeczami stworzonymi według własnego widzimisię znajdującego się pod wpływem instynktów, które czyniąc sobie z rozumu narzędzie, szukają odpowiedniego uzasadnienia; są to instynkty posiadania, szukania przyjemności i władzy. Z perspektywy dwojakiego i przeciwstawnego sposobu interpretowania autonomii rzeczywistości doczesnej, wyraźnie jest widoczny sens dwojakiego rodzaju obecności świeckich wiernych we wspólnocie politycznej. Obecność typu odkupieńczego nastawiona na uwolnienie rzeczywistości doczesnej spod wpływu źle pojętej autonomii poddanej instynktom nie utemperowanym i nie ukierunkowanym przez rozum oświecony wiarą. Obecność typu twórczego zorientowana na porządkowanie tej rzeczywistości zgodnie ze słusznym znaczeniem ich autonomiczności, czyli „kierowanie nimi po myśli Bożej”, poszukując i proponując w tym celu rozwiązania najwartościowsze technicznie i odpowiednie do czasów, w których się działa, a zatem zasługujące na szeroki konsensus wśród osób nie zaślepionych przez wspomniane instynkty. Wypełnianie tego typu zadania wymaga od wiernego świeckiego harmonijnego połączenia, w myśli, życiu i działalności, dwojakiego typu wierności: Chrystusowi i świeckości, z poszanowaniem wspomnianej autonomii. Ta dwojakiego typu wierność jest warunkiem sine qua non skutecznej obecności wiernych świeckich we wspólnocie politycznej. Warto też podkreślić, że wypełnianie tego zadania spoczywającego na sumieniu świeckiego chrześcijanina wymaga kompetencji dostosowanej do poziomu trudności podejmowanych przez niego działań. Im większy jest stopień trudności w obszarze działań, tym szersze powinny być kompetencje (naukowa, techniczna, historyczna), aby lepiej można było wyodrębnić problemy związane ze strukturyzacją i zarządzaniem wspólnotą polityczną, w której się działa i znaleźć najlepsze z rozwiązań.

4. Trzeba mieć też świadomość tego, iż obszar, w którym się działa, czyli rzeczywistość doczesna, jest ze swej natury, obszarem podlegającym dyskusji – z zastrzeżeniem, że nie podlegają dyskusji zasady moralne wpisane w każdą ludzką aktywność- i dyskusyjność ta nie da się znieść przez odwołanie do wiary. Kiedy zastanowimy się nad złożonością politycznych opinii, które w celu rozwiązania poszczególnych problemów posiłkują się ocenami naukowymi, technicznymi, historyczno-socjologicznymi; i kiedy pomyślimy o różnicach (temperamentów, w formacji, środowiskowych) charakteryzujących osoby współpracujące przy rozwiązaniu danego problemu, nie dziwi fakt, że mówi się o dyskusyjności nie do przezwyciężenia przez odwołanie się tylko do wiary. Sobór, po tym, jak wzywa świeckich do podjęcia obowiązku zaangażowania w rzeczywistość doczesną, jasno i wyraźnie ich przestrzega: „Niejednokrotnie sama chrześcijańska wizja spraw na świecie skłoni ich do jakiegoś określonego rozwiązania w pewnych okolicznościach. Zdarza się jednak często, i całkiem słusznie, że inni wierni powodowani nie mniejszą uczciwością, będą mieli w tej samej sprawie inne zdanie. (...) niech więc wszyscy pamiętają, że w podobnych przypadkach nikomu nie wolno domagać się sankcji autorytetu kościelnego wyłącznie dla swego zdania” (GS, 43). A zatem, odmienne opinie i w konsekwencji propozycje rozwiązań nie są czymś wyjątkowym i nie powinny być tak postrzegane. Jedność ‘za wszelką cenę’ jest nie do pogodzenia ze specyfiką obszaru rzeczywistości doczesnej. Należy, jednak zaznaczyć, że pragmatyczna jedność, jako warunek większej skuteczności, jest obowiązkiem wtedy, gdy trzeba się stanowczo przeciwstawić siłom czy reżimom, które depczą fundamentalne prawa człowieka, przede wszystkim prawo do wolności.



5. Formy obecności chrześcijan we wspólnocie politycznej

1. Zadanie „szukania Królestwa Bożego zajmując się sprawami świeckimi i kierując nimi po myśli Bożej”, do czego wierni świeccy są wezwani „z tytułu właściwego im powołania” (GS, 31), jawi się jako odpowiedzialne zobowiązanie o wielkiej wadze w Kościele i dla świata.

Po rozważaniach związanych z naturą tegoż zadania, z jednym z typów misji Kościoła prowadzonej przez świeckich w rzeczywistości doczesnej, za pomocą środków właściwych tejże rzeczywistości, rzeczą istotną jest wyodrębnienie form obecności świeckich w dziele budowy i zarządzania miastem na miarę człowieka w nieuniknionej współpracy z ludźmi o różnych światopoglądach, także przeciwnych kulturze chrześcijańskiej.

Wybór form musi brać pod uwagę cechy ontologiczne, czyli właściwe istocie tego zadania. I choć zadanie jest wykonywane przez świeckich chrześcijan, posiadających właściwą wizję swojego wkładu w rozwój Królestwa Bożego oraz ożywionych miłością („wykonania swego chrześcijańskiego obowiązku służby drugim, jak to określał Paweł VI w Octogesima adveniens, 46)), nie z tego powodu rzeczywistość, w której działają ma udział w łasce czy życiu Bożym, co stanowi istotę chrześcijaństwa. Działania Kościoła prowadzone, w tym przypadku, przez świeckich chrześcijan w ramach rzeczywistości doczesnej, nie mają na celu utożsamienie Kościoła z tą rzeczywistością, chociaż przywracają jej zdolność do odzyskania naturalnej pełni wartości i znaczenia. Wybór form musi być również owocem oceny uwarunkowań historycznych, w których ten wybór jest dokonany. Warunki te, w epoce współczesnej, charakteryzują się tym, że świat uległ procesowi laicyzacji, bądź lepiej, zlaicyzowaniu. Proces ten prowadzi do ciągle wzrastającego poczucia samowystarczalności świata, które – z czasem - przekształciło się w obojętność wobec Boga i Jego marginalizację w historii. Jest to oświeceniowa wizja odseparowania Boga od świata, która następnie przeradza się w ateizm teoretyczny i praktyczny. W konsekwencji tego procesu świat nowożytny i współczesny uważał i uważa obecność w nim Kościoła za niepotrzebną lub blokującą jego autonomiczny rozwój, a nawet wrogo nastawioną do tego rozwoju. Dlatego też w świecie doszły do głosu tendencje, aby oddzielić Kościół od świata aż do odmówienia mu, jak to ma miejsce w wielu zakątkach świata i pod rządami niektórych reżimów politycznych, prawa do obecności. A tam, gdzie jednak uznano prawo Kościoła do obecności, często prowadzone są działania utrudniające, w różny sposób, jego działania ukierunkowane na współpracę przy budowaniu społeczności ludzkiej, która w swym kształcie odpowiadałaby potrzebom i wartościom ogólnoludzkim w całej ich pełni.

2. Skoro weźmiemy pod uwagę zarówno cechy ontologiczne zadania, którego się podejmują czy powinni się podjąć chrześcijanie w celu działań strukturalnych i zarządzania wspólnotą polityczną, jak i uwarunkowania historyczne, kulturowe, środowiskowe, w których wykonują swe zadanie, to, jakie powinny być formy gwarantujące najskuteczniejszą ich obecność?

Dopuszczalne formy, biorąc pod uwagę społeczną naukę Kościoła oraz prowadzone do tego miejsca rozważania, są różne: jedną z form może być wolna obecność chrześcijan w formacjach politycznych, które nie są programowo w opozycji do Kościoła. Inną formą może być zrzeszona obecność chrześcijan; tego typu obecność może przyjąć formę unitarną, partii politycznej bądź pluralistyczną (kilka partii) i zobowiązana jest, z punktu widzenia moralnego, przyjąć formę unitarną w sytuacjach wyjątkowych, wskazanych wcześniej (paragraf 4, nr 4), mając na uwadze to, żeby o wyborze między tymi dwoma formami zdecydowała roztropność polityczna lub funkcjonalność, a nie dyscyplinarny nakaz odgórny czy powody typu wyznaniowego. Kolejnym aspektem związanym z formami obecności jest nazwa, pod którą się występuje: nazwa bezpośrednio wskazująca na wyznanie (chrześcijański, katolicki) bądź bez wskazania na wyznanie. Obecna tendencja to obecność chrześcijan we wspólnocie politycznej ’pod szyldem’ „chrześcijański” lub „katolicki” oraz zwieranie szeregów katolików w formie „jedności partyjnej” jako gwarancja sukcesu.

3. W odniesieniu do pierwszego aspektu „jedności partyjnej” pozwolę sobie na dwie uwagi: w niektórych okolicznościach roztropność polityczna powinna podyktować strategię „jedności politycznej”. Jedną z tych okoliczności może być istnienie bloków politycznych, które – niezależnie od różnic programowych – w pewnym momencie ogłaszają zbieżność stanowisk i tworzą jednolity front w celu zaproponowania zmian w prawie umożliwiających podważenie fundamentalnego prawa Kościoła do wolności lub zmierzających do zniesienia zasadniczych wartości moralnych tak dla jednostki, jak i dla zdrowego współżycia społecznego. Oczywiście, także w tym przypadku roztropność polityczna powinna podyktować wybór strategii (warto pamiętać, że człowiek roztropny dobiera środki odpowiednie do celu) tak, by mieć uzasadnioną pewność pozytywnego oddźwięku ze strony chrześcijan. Druga uwaga jest taka, że poza przypadkami wyjątkowymi, nie wydaje się, by obecna tendencja najlepiej odpowiadała ontologicznym cechom politycznego zaangażowania chrześcijan oraz uwarunkowaniom historycznym – dzisiejszym, w których są oni wezwani do działania. Nie uważam, by sformułowanie tego typu uwagi stało w sprzeczności z wezwaniem Biskupów, gdyż katolicy umieją i chcą – zwłaszcza w momencie wyborów – rozumować i postępować zgodnie z sumieniem; sumieniem uformowanym zgodnie z zasadami doktryny i moralności katolickiej. Tymczasem, sądzę, że wystarczy tego typu uwaga, by w pewnych środowiskach, w których widoczny jest przesadny entuzjazm religijny, można być oskarżonym (i de facto jest się oskarżanym) o tchórzostwo, czyli o brak odwagi w zadeklarowaniu własnej tożsamości. Takie oskarżenie może być efektem pomieszania dwu typów obecności Kościoła w świecie, o których była już mowa, czyli zredukowania tej obecności wyłącznie do ewangelizacji: wszystko jest ewangelizacją! Pomieszanie to stałoby w sprzeczności z nauczaniem Magisterium Kościoła (na przykład Evangelii Nuntiandi Pawła VI), gdyby prowadziło do podtrzymania tezy, że jest to jedyna i właściwa interpretacja obecności Kościoła w świecie.

Wytłumaczeniem obecnej tendencji może być ukryty zamiar policzenia się i udowodnienie sobie a może i innym, że jest nas dużo, czyli coś w rodzaju demonstracji siły. Sprawa przedstawiałaby się inaczej, gdyby zrodziła się z pragnienia triumfalizmu. Gdyby tak było, to oznaczałoby to zajęcie stanowiska, które współcześnie, z pewnością, nie ma sensu i tak to jest postrzegane w sumieniu współczesnych chrześcijan oświeconych nauką Kościoła.

4. Odnośnie drugiego aspektu obecnej tendencji, czyli występowania ‘pod szyldem’ „chrześcijański” mam dwie uwagi w formie pytań. Pierwsza: Czy odpowiedni jest wybór tej tendencji? Nie wydaje się, by odpowiedź miała być pozytywna, a to, dlatego że, z wielkim prawdopodobieństwem, w kontekście kulturowym i społecznym, w którym żyjemy, czyli pod naciskiem ideologii i środowisk, które je propagują, występowanie ‘pod szyldem’ „chrześcijański”, czy „katolicki” może odstraszać niektóre osoby. Osoby te mogłyby pozytywnie ustosunkować się do wartościowych propozycji, jeśli takie by padły (np. przy okazji wyborów parlamentarnych czy samorządowych), zmierzających do rozsądnego rozwiązania konkretnych problemów. Ale mamy podstawy sądzić, że ‘szyld” ten, niestety, skłania lub może skłonić takie osoby do nie brania pod uwagę zgłaszanych propozycji, nie dlatego, że oceniają je negatywnie, lecz dlatego, że odbierają je jako niewiarygodne – zgodnie z ich sposobem myślenia - z powodu etykiety wyznaniowej, którym propozycja została opatrzona, a na którą reagują alergicznie.

Drugie pytanie brzmi tak: Czy kategoria „chrześcijański” zastosowana do aktywności politycznej jest obiektywnie właściwa? Pamiętając o tym, że aktywność ta jest ukierunkowana na realizację celów – wartościowych  z punktu widzenia funkcjonalności i dla danego czasu historycznego - służących dobru wspólnemu, a nie tylko etycznie poprawnych? Pytaniem tym wkraczamy na grunt, na którym rzeczywiście mierzy się wartość i siła oddziaływania obecności Kościoła w obszarze rzeczywistości doczesnej. Kościół jest inspiratorem tej obecności za pośrednictwem Magisterium (w szerokim rozumieniu) i jej animatorem za pośrednictwem działań wiernych świeckich, ukształtowanych tak, by poczuwać się, z tytułu ich powołania, do obowiązku „szukania Królestwa Bożego zajmując się sprawami ziemskimi i kierując nimi po myśli Bożej” (LG, 31), czyli jednocześnie będąc wiernymi swojemu chrześcijańskiemu powołaniu i szanując autonomię rzeczywistości doczesnej, która „odpowiada woli Stwórcy” (GS, 36). Szacunek ten jest wpisany w istotę bycia chrześcijaninem, a dla wiernych świeckich jest cechą charakteryzującą ich działania w obszarze im właściwym, czyli w rzeczywistości doczesnej. Animowanie rzeczywistości polega na wysuwaniu dobrych propozycji zmierzających do rozwiązania problemów pojawiających się w poszczególnych sektorach rzeczywistości doczesnej, a miarą wartości tych działań nie jest, z pewnością, przymiotnik „chrześcijański”, czy „katolicki” umieszczony jako ‘szyld’, pod którym podejmuje się działania. Miarą pozytywnego rezultatu tych działań jest wartość funkcjonalna i odpowiednia do czasów zaproponowanych rozwiązań umieszczonych w kontekście wartości moralnych odpowiadających rzeczywistej naturze człowieka. W takiej perspektywie – wskazanej zresztą przez Magisterium w encyklikach papieskich i dokumentach soborowych – obecność Kościoła ma na celu doprowadzenie rzeczywistości doczesnej do pełni wartości ogólnoludzkich, co jest właściwym jej sposobem na to, by być uporządkowana zgodnie z wolą Bożą, a zatem być przygotowana na przyjęcie przesłania chrześcijańskiego (‘praeparatio evangelica’). Sposób ten nie wypływa z natury rzeczywistości doczesnej, gdyż nie ma ona – sama z siebie – zdolności do uczestniczenia w życiu Bożym, co jest przywilejem jedynie człowieka. Rzeczywistość doczesna cieszy się dobrodziejstwami życia Bożego na zasadzie odbitego światła, jako że pierwiastek Boski wpływa na kreatywność wiernych świeckich, którzy z kolei są wezwani do zaangażowania się, jako chrześcijanie, w tę rzeczywistość, hołdując dwojakiej wierności, o której była już mowa. Wobec tego, wybór ‘szyldu’ „katolicki” lub „chrześcijański” raczej nie odpowiada ontologicznym wymogom obecności Kościoła w świecie, a zwłaszcza obecności w rzeczywistości typowo politycznej. Co więcej, może mieć negatywne skutki, o ile pod tym „szyldem” nie wysunie się propozycji wyróżniających się wartościami moralnymi, technicznymi i historycznymi. Doświadczenie uczy, że negatywne skutki nie są czczym wymysłem i warto zadać sobie pytanie, czy, przypadkiem, nie w tym należy szukać przyczyn odejścia od Kościoła i od chrześcijaństwa szerokich mas ludności. Podobnie, a może i bardziej nieodpowiedni wydaje się ten wybór, jeśli przeanalizujemy go w odniesieniu do wymogów skutecznej obecności Kościoła w świecie współczesnym, a szczególnie obecności w obszarze rzeczywistości doczesnej za pośrednictwem świeckich chrześcijan. Jak już zaznaczyliśmy, celem tej obecności jest przedłożenie wspólnocie ludzkiej, w ramach której Kościół żyje i działa, wartościowych rozwiązań różnego rodzaju problemów, które stopniowo pojawiają się we wspólnocie. Wspólnota ta, w dynamicznym procesie historycznym, coraz lepiej kształtuje swoją zdolność do bycia rzeczywistą wspólnotą ludzką, czyli zdolną do rozwiązywania – na miarę potrzeb ludzkich – problemów dotyczących jednostek oraz grup społecznych, aż po problemy typowo polityczne dotykające bezpośrednio całą wspólnotę (polis). Katolicy, z racji swego powołania, są wezwani do wniesienia swego wkładu we współpracy z innymi. Zadajmy sobie, więc pytanie: Jaki pożytek czy korzyść płynie z występowania w życiu politycznym ‘pod szyldem ”katolicki”, kiedy działa się w środowisku tak alergicznym na to, co ma związek z religią, a w szczególności z katolicyzmem? A być może jest tak, że właśnie z powodu tego ‘szyldu’, propozycje wartościowe same w sobie, nie są przyjmowane? Nie bez powodu ksiądz Sturzo, którego pełnej i dumnej wierności chrześcijaństwu i Kościołowi nikt, chyba, nie śmie kwestionować, uważał, że należy unikać w nazwie pierwszej wielkiej formacji politycznej powstałej w środowisku katolickim, jakiejkolwiek konotacji wyznaniowej. I nadał jej nazwę Włoska Partia Ludowa. Była to naprawdę chrześcijańska wrażliwość na ontologiczne i historyczne wymogi obecności Kościoła, za pośrednictwem świeckich chrześcijan, w obszarze rzeczywistości doczesnej, zwłaszcza w polityce, w której ta rzeczywistość znajduje swój syntetyczny wyraz. Myśląc w kategoriach bliskich księdzu Sturzo, uważamy, iż – abstrahując od nazw nie trafionych czy dających efekt odwrotny do zamierzonego – należy działać, by umieć, rozwiązując na bieżąco pojawiające się problemy, wytrwale dążyć do celów dalekosiężnych, o prawdziwej wartości historyczno-politycznej.