Homilia na 25. rocznicę śmierci G. Lazzatiego - 18.05.2011 r.


Homilia wygłoszona przez księdza Giuseppe Grampa z okazji dwudziestej piątej rocznicy śmierci Giuseppe Lazzatiego, na Mszy Świętej w kościele pod wezwaniem św. Antoniego Opata – Mediolan 21 maja 2011 r.





SZUKAĆ I ZNALEŹĆ

                                                                                     Giuseppe Grampa



Przeżywamy okres Wielkanocny i dzisiejsza Ewangelia, którą wysłuchaliśmy przywołuje wydarzenia nieco wcześniejsze, kiedy to Kapłani i faryzeusze usiłowali uwięzić Jezusa. I właśnie w perspektywy bliskiej śmierci, Jezus ostrzego swoich uczniów, że czas się już wypełnił i, że zaraz ich opuści, aby powrócić do Tego, który Go posłał. Dwa razy powraca ostrzeżenie: „Będziecie Mnie szukać, ale Mnie nie znajdziecie”.

Przestrogę tego typu znajdujemy u proroka Ozeasza: „Ze stadem owiec i wołów przychodzą, by szukać Jahwe, lecz Go nie znajdują” (Oz 5,6). Również Mądrość przestrzega: „Wtedy (...) będą mnie szukać – lecz mnie nie znajdą” (Prz 1,28).

Pomyślałem, że dzisiejszego ranka mogę, razem z wami, przyjrzeć się ewangelicznemu tematowi „poszukiwania”. Wielu, przecież, szuka Jezusa, a jednak nie wszyscy Go odnajdują. Po rozmnożeniu chlebów, tłum szuka Jezusa, aby ogłosić Go królem i w ten sposób zapewnić sobie bez trudu i pod dostatkiem chleba. Jezus unika takich interesownych poszukiwań i oddala się w samotności w góry (J 6,15). Dzień po tym wydarzeniu Jezus przestrzega swoich uczniów: „Szukacie Mnie (...) dlatego, żeście jedli chleb do sytości...”.

O pewnej osobistości mówi się, że chciał ujrzeć Jezusa, gdyż słyszał o Nim „i spodziewał się, że zobaczy jaki znak, zdziałany przez Niego” (Łk 23, 8). Chodzi o Heroda i dzieje się to na kilka godzin przez ukrzyżowaniem. Herod zadaje Jezusowi wiele pytań, a odpowiedzią Jezusa jest całkowite milczenie. To kolejne poszukiwanie nie zakończone spotkaniem. Są jednak mężczyźni i kobiety, którzy szukają Jezusa i Go spotykają, znajdują Go.

Zacheusz chciał zobaczyć Jezusa i wiemy, jak to jego pragnienie napotkało spojrzenie Jezusa, który przenika wzrokiem gałęzie sykomory oraz nieudane życie szefa publikanów.

Jezusa szukają też dwaj uczniowie Jana Chrzciciela powiadomieni przez swego nauczyciela, idą za Jezusem. „Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: (J 1,38). Jesteśmy na początku Ewangelii św. Jana i pod koniec znajdziemy analogiczne pytanie skierowane w poranek wielkanocny do Marii z Magdala, która płacząc szukała ciała Jezusa: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?” (J 20, 15).

Mężczyźni i kobiety poszukujący i nie znajdujący i tacy, którzy szukają i znajdują, spotykają. Nie każde poszukiwanie uwieńczone jest odnalezieniem, przyjęciem z otwartymi ramionami. Jezus nie pozwala się znaleźć osobom, które szukają nadzwyczajnych zjawisk, a nie zadają sobie trudu, by odszyfrować znak, którym jest sama osoba Jezusa: „Szukacie Mnie, nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości” (J 6, 24).

Kto jest prawdziwie osobą poszukującą? Sądzę, że istnieją dwa warunki autentycznego poszukiwania. Pierwszy: to nosić w sobie marzenie, pragnienie, jakieś ideały, wzrokiem sięgać daleko po horyzont. Kiedy nie ma w nas tęsknoty za szczytami, nie wyruszamy w drogę.

Drugi: świadomość własnego niedostatku, własnych ograniczeń, odciśniętej skazy, co skłania nas do poszukiwań. Syci, usatysfakcjonowani, ci, którzy uważają, że wszystko osiągnęli, nigdy nie będą prawdziwymi poszukującymi. Są nimi, natomiast, ubodzy, głodni i spragnieni sprawiedliwości.

Niestrudzonym poszukującym był nasz mistrz i przyjaciel Giuseppe Lazzati, którego dzisiaj wspominamy w dwudziestą piątą rocznicę śmierci. Z zawodu był badaczem podczas swej długiej kariery naukowej, był też poszukującym w obszarze obywatelskim nowego ładu polityczno-instytucjonalnego dla naszego Kraju po okresie faszyzmu. Ale nade wszystko niestrudzenie poszukiwał oblicza Pana, już od młodych lat, kiedy podczas rekolekcji w Willi Sacro Cuore w Truggio stanowczo postanowił szukać drogi do świętości, co zapisał w swoim pamiętniku.

I właśnie, dlatego że był niestrudzonym poszukującym, Giuseppe Lazzati poświęcał czas młodym ludziom, towarzysząc im – jako inteligentny i pełen pasji wychowawca - w ich poszukiwaniach, które powinny cechować młodość, wzbudzając w nich pragnienie rzeczy ponadczasowych, sięgania wzrokiem aż po horyzont.

My wszyscy, którym, w różny sposób, towarzyszył w naszych poszukiwaniach, dziękujemy Bogu, że postawił Go na naszej drodze.