O. prof. Jerzy Wiesław Gogola OCD, KOMUNIA Z BOGIEM ISTOTĄ CHRZEŚCIJAŃSKIEGO POWOŁANIA

„Komunia" jest poprawnym tłumaczeniem łacińskiego communio i dotyczy relacji międzyosobowej pomiędzy ,ja" i „ty". Termin „komunia" najlepiej oddaje samą istotę chrześcijańskiego powołania, do tego oddaje najgłębszą naturę Kościoła. Pozwoli więc skierować nasze myślenie o chrześcijańskim powołaniu na to, co najważniejsze, i może zdopinguje do planowania i realizowania naszej działalności w duchu komunii człowieka z Bogiem i ze sobą nawzajem.
Na zasadniczą strukturę tego wystąpienia składają się punkty uwzględniające powołanie do świętości na poszczególnych etapach procesu uświęcenia: początku, szczycie i drodze. Ten zasadniczy wykład poprzedzi punkt o komunijnym charakterze powołania, a zakończy punkt o pedagogii wychowawczej do świętości.

1. Komunijny charakter powołania do świętości
W kwestii powołania nie będziemy wyważać otwartych drzwi i powtarzać rzeczy nam znanych. Wystarczy dla formalności przypomnieć, co mamy tu na myśli. Chodzi o powołanie do świętości. Ono stanowi istotę wszystkich szczegółowych, czy mówiąc inaczej, charyzmatycznych powołań, sprowadzanych zwykle do trzech: kapłańskiego, zakonnego i małżeńskiego.
Powołanie chrześcijanina - dzisiaj mniej, ale niegdyś niemal wyłącznie kojarzono ze stanem życia zakonnego i kapłańskiego. Ograniczone do stanu duchownego lub zakonnego oznaczało dar wyjątkowy ofiarowany wybranym, bez którego zdecydowana większość mogła się z powodzeniem obyć. Nie jest to całkiem błędne myślenie, gdyż powołanie do wymienionych dwóch stanów życia jest rzeczywiście wyjątkowe - nie powszechne - a ilościowo stanowi zaledwie niewielki ułamek jednego procenta całości katolików w Kościele. Błąd polega na wiązaniu tylko tych powołań ze świętością. Oczywiście, nie wszyscy popełniali taki błąd. Wielu katolików świeckich w każdym okresie Kościoła dążyło do świętości i nawet zostało wyniesionych na ołtarze.
Od strony teologicznej sprawa zostaje jasno określona i ogłoszona wraz z Konstytucją dogmatyczną o Kościele, w której w rozdziale V (nn. 39-42) mowa jest o powszechnym powołaniu do świętości. Świętość dotyczy wszystkich. Pozostaje sprawa właściwego jej rozumienia i odpowiedzi na to powołanie. Skoro jednak tylko Bóg jest święty, a człowiek może być święty tylko przez związek i relację z Bogiem, zamiast o powszechnym powołaniu do świętości, należy mówić o powszechnym powołaniu do komunii lub, używając języka mistyków, do zjednoczenia z Bogiem.
Wydaje się, że język, którego używamy, mówiąc o życiu duchowym i najwznioślejszym powołaniu chrześcijanina, jest najmniej ważny. Ale tak nie jest. Najczęściej używanym terminem na określenie naszego najwznioślejszego powołania jest „świętość". Termin ten brzmi jednak całkowicie obco w naszej codziennej mowie. Był on zrozumiały dla Hebrajczyka, bo oznaczał coś konkretnego, mianowicie: „oddzielony", „inny". My jednak musimy temu słowu dopiero nadawać znaczenie i każdemu może zostać w świadomości coś innego. Dlatego nie jest łatwo kogoś zachęcić i zapalić do świętości, jeśli nie bardzo wiadomo, czym ona właściwie jest.

Najczęstszym zawężeniem, a przez to zniekształceniem pojęcia świętości jest utożsamianie jej z moralnością. Święty - uważa się - to człowiek, który „porządnie" żyje. Jest to tylko cząstka prawdy. Życie moralne człowieka rzeczywiście jest jakąś wizytówką jego wewnętrznego świata, ale przecież prawdziwe powody poprawnego moralnego życia są przed nami ukryte. Nie widzimy intencji, widzimy już gotowy czyn. Poza tym poprawne życie moralne nie musi wynikać z wiary w Boga. Podstawowe korzenie moralności tkwią już w ludzkiej naturze. Każde stworzenie - a więc i człowiek - powinno żyć zgodnie ze swoją naturą. Zwierzęta czynią to bezwiednie, bez świadomości i woli. Inaczej jest z człowiekiem. Jako istota ludzka powinien żyć jak człowiek, czy w Boga wierzy czy też nie. W przypadku człowieka wierzącego postępowanie moralne ma swoje najgłębsze uzasadnienie w godności dziecka i przyjaciela Boga; uzasadnienie, lecz nie wartość samą w sobie. Potwierdzenie pojmowania samej istoty powołania chrześcijańskiego w kluczu relacji, komunii, znajdziemy w Piśmie Świętym, dokumentach Kościoła i u mistyków. Argument z Pisma Świętego. Historia zbawienia od Księgi Rodzaju do Apokalipsy św. Jana opisywana jest w kategoriach osobowej relacji Boga z ludem, tj. w kategoriach przymierza, oblubieńczych zaślubin, przyjaźni. Wartością podstawową w tej zażyłości Boga z ludem i odwrotnie jest miłość, a jej normalnym przejawem jest posłuszeństwo Bogu, a konkretniej Jego woli. Odczytywanie całej historii zbawczej w kluczu osobowej komunii widzimy w Konstytucji dogmatycznej o objawieniu Bożym:
„Spodobało się Bogu w swej dobroci i mądrości objawić siebie samego i ujawnić nam tajemnicę woli swojej (por. Ef 1,9), dzięki której przez Chrystusa, Słowo Wcielone, ludzie mają dostęp do Ojca w Duchu Świętym i stają się uczestnikami boskiej natury (por. Ef 2,18; 2 P 1,4). Przez to zatem objawienie Bóg niewidzialny (por. Koi 1,15; l Tm 1,17) w nadmiarze swej miłości zwraca się do ludzi jak do przyjaciół (por. Wj 33,11; J 15,14-15) i obcuje z nimi (por. Ba 3,38), aby ich zaprosić do wspólnoty z sobą i przyjąć ich do niej" (DV 2).
Komunia z Bogiem jest ostatecznym przeznaczeniem człowieka i jednocześnie celem Bożego objawienia. Także Konstytucja dogmatyczna o Kościele zagadnienie powszechnego powołania do świętości traktuje w kategoriach zjednoczenia Chrystusa z Kościołem i Kościoła z Chrystusem (LG 39-42).
Gdy chodzi o mistyków, powszechnie wiadomo, że najchętniej odwołują się oni do symboliki oblubieńczej i mówią o mistycznym małżeństwie, które byłoby doskonałą realizacją biblijnego przymierza w wymiarze indywidualnym. Św. Jan od Krzyża, wielki mistyk i Doktor Kościoła, podejmuje też problem terminologii. Używa takiego języka, by świętość była rozumiana właściwie nawet bez znajomości hebrajskiej etymologii tego słowa. Świadomie omija termin „świętość",
omija termin „doskonałość", a mówi o zjednoczeniu Boga z człowiekiem i człowieka z Bogiem przez miłość i łaskę. Pozwala mu to uchwycić cały dynamizm, ale i dramatyzm procesu uświęcenia. Pisze:
„Cała nauka, którą chcę podać w tej Drodze na Górę Karmel, streszcza się w niżej przytoczonych strofach. Zawierają one sposób wzniesienia się aż na szczyt góry, to jest do wysokiego stopnia doskonałości, który tu nazywamy zjednoczeniem duszy z Bogiem" (DGK, założenie).
W sposób świadomy zmienia terminologię z „doskonałości" na „zjednoczenie". Skoro takie jest podstawowe założenie, to również inna terminologia ulegnie przemianowaniu.

Co ten termin kryje w sobie?
- zjednoczenie Osób Trójcy Świętej,
- zjednoczenie Słowa z Jego człowieczeństwem,
- zjednoczenie Chrystusa z człowiekiem,
- zjednoczenie ludzi z Chrystusem,
- zjednoczenie wierzących między sobą,
- zjednoczenie wewnętrzne w człowieku zmysłów i ducha,
- zjednoczenie i harmonia człowieka ze stworzeniem.
Żaden inny termin bliskoznaczny nie jest w stanie wyrazić tego bogactwa znaczeń: ani „dialog", ani „doskonałość", ani „spotkanie". Tak punkt wyjścia nadaje ton całej mistyce i ascezie św. Jana od Krzyża, mianowicie ton osobowej komunii osób. W proces opisywany w jego dziełach zaangażowane są dwie główne osoby: Bóg i człowiek. Ujmując szerzej, z jednej strony Ojciec, Syn, Duch Święty, z drugiej człowiek, Kościół, ludzie, ludzka natura. Wszystko inne, nawet będąc czymś wspaniałym, stanowi jedynie środek podporządkowany zjednoczeniu z Bogiem i ma wartość o tyle, o ile ułatwia to zjednoczenie. W takim właśnie świetle oceni wszystkie rodzaje mediacji, włącznie z religijnymi.

2. Realizacja powołania u początku drogi świętości
Powołanie ze swej natury posiada charakter dialogu, relacji. Jest zaproszeniem, wezwaniem, które domaga się odpowiedzi. W każdym momencie realizacji powołania mamy do czynienia z dialogiem Boga z człowiekiem i odwrotnie. Do Boga zawsze należy pierwsze słowo, człowiek, jako zaproszony, odpowiada. Początek powołania ze strony Boga jest aktem stwórczym. Bóg wzywa do odpowiedzi, udzielając odpowiednich darów. Dając nam życie, oczekuje przyjęcia życia i troski o nie zgodnie z jego naturą. Mamy tu na myśli tak życie naturalne, jak i nadprzyrodzone, którego początek wiążemy z sakramentem chrztu świętego. Studiując katechizmową definicję łaski uświęcającej, przez którą stajemy się dziećmi Bożymi, dowiadujemy się jednocześnie, że podstawowym skutkiem łaski obok daru Bożego dziecięctwa i odpuszczenia grzechu pierworodnego jest łaska zamieszkania Trójcy Świętej w duszy. Bóg zawiązuje z człowiekiem więzy rodzinne i przyjacielskie, właśnie takie, do jakich człowiek był przygotowywany przez całą wcześniejszą historię zbawienia.
Wielka Teresa pewnego wiosennego dnia 1577 roku po Komunii św. ma wizję duszy człowieka będącego w stanie łaski uświęcającej. Widzi ją na kształt wspaniałego zamku zbudowanego z drogocennych kamieni, w którego centrum przebywa Król, a jest Nim Chrystus Oblubieniec. Tak rodzi się jedna z pereł chrześcijańskiej mistyki, jaką jest Twierdza wewnętrzna. Całe życie duchowe opisane jest tu przez Teresę w kategoriach modlitwy przyjaźni. Poszczególne mieszkania oznaczają odpowiedni rodzaj relacji z Oblubieńcem. Wraz z postępem w tej relacji zmienia się człowiek. Przemiana skutkuje lepszym zrozumieniem własnego powołania, siebie i jednocześnie lepszym zrozumieniem tego, kim jest Bóg. Decydująca zmiana w tym procesie znaczy przejście do następnego mieszkania duszy. Im bliżej centrum, tym człowiek bezpieczniejszy i tym wyraźniej słychać głos Oblubieńca.
Jak wiadomo, centralną datą w życiu samej Teresy jest rok 1554: ma 39 lat i prowadzi życie przeciętne, cierpiąc jednocześnie z tego powodu. Wówczas następuje przełom. W sposób mistyczny doświadcza obecności Chrystusa, która w jednej sekundzie wprowadza ją w nowy, nadprzyrodzony świat, burząc jednocześnie stary. Mądra tym doświadczeniem pisze Księgę życia w duchu relacji przyjaźni z Chrystusem. Kiedy dochodzi o przełomowego momentu, tj. do 1554 roku, przerywa opowiadanie i wstawia traktat o modlitwie - rozdziały od 11 do 22. Kiedy się on kończy, Teresa wraca do przerwanego opowiadania. Na początku rozdziału 23 czytamy:
„Chcę teraz podjąć na nowo opowiadanie swego życia od tego miejsca, na którym je przerwałam, zatrzymawszy się, może dłużej niż należało, nad rzeczami potrzebnymi jednak do lepszego zrozumienia tego, co dalej nastąpi. Odtąd zaczyna się inna, nowa księga, to jest inne, nowe życie. Życie dotąd opisane, było to życie moje, życie, którym ja żyłam. Od początku zaś tych stanów modlitwy, które opisałam, zaczyna, się życie, którym powiedzieć mogę, Bóg żył we mnie, bo bez Niego, jasno to widzę, niemożliwe bym mogła w tak krótkim czasie wyzwolić się z tylu złych przyzwyczajeń i swoich nałogów. Chwała niech będzie Panu, iż mnie wybawił ode mnie" (Ż 23,l).

Potwierdza tym samym relacyjny charakter powołania do świętości, prymat Bożego działania, konieczność współpracy z łaską. Droga jest jej historia życia św. Pawła, w której widzi odbicie własnej drogi. Chrześcijańska droga św. Pawła miała swoje źródło w inicjatywie Chrystusa. Chrystus spotyka Pawła pod Damaszkiem i oślepia go swoim blaskiem. On się o to nawet nie starał. Wielka Teresa stwierdzi gdzieś, że Bóg nawet wielkiemu grzesznikowi może udzielić daru kontemplacji wlanej, by go wyrwać z grzechu i małostkowości. Pewno myślała o sobie, chociaż wcale nie była wielką grzesznicą, jednak to twierdzenie zostało potwierdzone w historii Kościoła wielokrotnie.
Św. Jan od Krzyża już sam moment chrztu świętego opisuje w kategoriach zaślubin Chrystusa z człowiekiem. Pieśń duchowa, strofa 23 i komentarz do niej:

„Pod drzewem jabłoni
Poślubiłem cię, ma miła,
Tam rękę moją ci oddałem
I tam niewinność Twoja powróciła,
Gdzie j ą twa matka niegdyś utraciła.
Zaślubiny, które dokonały się na Krzyżu, nie są tym, o czym teraz mówimy. Tamte bowiem zaślubiny dokonały się raz, gdy Bóg udzielił duszy pierwszej łaski, jaką otrzymuje każda dusza przez Chrzest święty. Te zaś zaślubiny dokonują się na drodze doskonałości i spełniają się bardzo powoli i stopniowo. Chociaż te dwojakie zaślubiny są jednym i tym samym, zachodzi jednak ta różnica, że jedne odbywają się według postępowania duszy, a więc powoli, a drugie według postępowania Bożego, a przeto dokonują się naraz" (PD 23,6).
Chrystus poślubia Kościół, ludzkość na Krzyżu, a z punktu widzenia osobistej historii zbawienia dokonuje się to w momencie naszego chrztu. Cała droga do świętości widziana jest przez niego jako dokonujące się stopniowo, w tempie kroków człowieka zaślubiny.
Powołanie do świętości zna jeszcze drugi początek, nazywany przez nas nawróceniem duchowym. Ono jest odbiciem powołania w znaczeniu daru. Wspomnieliśmy o jednym z takich nawróceń u dojrzałej już św. Teresy. Zobaczmy teraz, jak to wygląda u św. Jana od Krzyża. Na początku Pieśni duchowej, która posiada charakter relacji miłości pomiędzy Chrystusem Oblubieńcem a poślubioną przez chrzest święty duszą, Doktor Mistyczny zachwyca się miłością Oblubieńca, który rani duszę i znika.
„Gdzie się ukryłeś,
Umiłowany, i mnieś wśród jęków zostawił?
Uciekłeś jak jeleń,
Gdyś mnie wpierw zranił,
Biegłam za Tobą z płaczem, a Tyś się oddalił" (PD 1).

Początek drogi do zjednoczenia z Bogiem naznaczony jest doświadczeniem miłości Oblubieńca Chrystusa. Znawcy twierdzą, że w ogóle nie chodzi tu już o pierwsze nawrócenie duchowe, ale o któreś z kolei. Dobrym komentarzem do tego jest wspomniana historia nawrócenia św. Teresy Wielkiej. Momentów nawrócenia może być w życiu wiele. Każdy przełom w życiu duchowym naznaczony jest doświadczeniem Boga, szczególniejszym dotknięciem Jego miłości. Wcale nie musi to być doświadczenie spektakularne. Działanie Boże może być całkowicie ukryte, a jedynym jego śladem jest nasza odnowa ducha i nowy zapał, nowa chęć wspaniałomyślnej służby Bogu i ludziom. Działanie Ducha Świętego jest zazwyczaj dyskretne i ukryte przed nami.

3. Szczyty życia duchowego
Epilog „szczęśliwej przygody", której dramatyczny przebieg można śledzić w Nocy ciemnej i pierwszej części Pieśni duchowej, opisany jest w drugiej części Pieśni i na końcu ostatniego z wielkich dzieł św. Jana od Krzyża: Żywego płomienia miłości.
U kresu procesu uświęcenia mistycy doświadczają głębokiej komunii z Bogiem i dla jego wyrażenia odwołują się do symboliki małżeńskiej: św. Jan od Krzyża pisze o nim, że jest to „całkowite przeobrażenie duszy w Umiłowanego i tutaj obydwie strony oddają się sobie przez całkowite wzajemne posiadanie w pewnym dopełnieniu zjednoczenia miłości, w którym dusza staje się boską i Bogiem przez uczestnictwo, w stopniu możliwym, w tym życiu" (PD 22,3). Może jeszcze dobitniej mówi o tym w ostatnim swoim dziele, czyli Żywym płomieniu miłości:
„I nie należy uważać za niewiarygodne, że na duszy doświadczonej i wypróbowanej, oczyszczonej w ogniu utrapień, prac i różnych pokus, a która pozostała zawsze wierna w miłości, spełnia się w tym życiu to, co przyrzekł Syn Boży, mianowicie, że jeśli Go, kto miłuje, przyjdzie do niego Trójca Przenajświętsza i uczyni w nim swe mieszkanie (J 14,23), tj, oświecając boskim sposobem jego rozum w mądrości Syna, uweselając jego wolę w Duchu Świętym i sprawiając, że zostanie pochłonięty całkowicie i z niezmierną mocą w uścisku Ojca i w bezmiarze Jego słodyczy" (ŻPM 1,15).
To nie jest suchy wykład teologii mistycznej. Jest to bardzo osobiste świadectwo, którego Doktor Mistyczny nie potrafił ukryć, mimo wielkich starań. Muszę jeszcze zacytować jeden z najsławniejszych jego tekstów, świadczący o stanie ducha człowieka będącego już na szczytach zjednoczenia z Bogiem, patrzącego na świat Bożymi oczyma:

„Moje są niebiosa i moja jest ziemia, moje są narody, moi grzesznicy i sprawiedliwi. Aniołowie są moi. Matka Boża jest moja, wszystkie rzeczy są moje i sam Bóg jest moim i dla mnie, gdyż Chrystus jest mój i wszystek dla mnie. Czegóż więcej pragniesz, duszo moja? Wszystko jest twoje i wszystko dla ciebie".
Człowiek nie tylko spotyka Boga, ale odzyskuje wszystko, co Bogu oddał z miłości. Wraca do rzeczywistości ziemskiej całkowicie odmieniony; nie jak człowiek, który na wszystkim chce zyskać i wszystkim się nasycić, ale jako osoba wolna, do której należy cały świat i która może się cieszyć jego pięknem nieprzyćmionym własną zachłannością.
Na początku duchowej drogi wierzącego była Miłość i u jej kresu również jest Miłość. Ale jaka jest różnica pomiędzy tymi dwoma okresami życia duszy. Na początku dusza niecierpliwie rzuca się na wszystkie strony: szuka, pyta, narzeka. Na końcu zamyka usta w milczeniu, bo nic lepiej nie jest w stanie oddać ogromu Bożej Miłości, która całkowicie j ą przemieniła.
„O tym tchnieniu pełnym dóbr i chwały najczulszej miłości Boga dla duszy, nie chciałbym i nie chcę mówić, bo widzę jasno, że nie potrafię tego wypowiedzieć; a mogłoby się zdawać, że przedstawia się to tylko tak, jak ja to wyrażę" (MDRWB 4,17).
I kończy Żywy płomień miłości.

4. Droga przez noc
Pomiędzy początkiem a szczytem góry doskonałości znajduje się droga. W ujęciu św. Jana od Krzyża przebiega ona cały czas przez noc. Wyjaśnia on to następująco:
„Z trzech przyczyn nazywa się NOCĄ ta droga, którą przechodzi dusza do zjednoczenia z Bogiem. Po pierwsze ze względu na punkt wyjścia; musi bowiem iść pozbawiona pożądania i upodobania, wyrzekając się wszystkich rzeczy światowych, jakie posiadała. Takie wyrzeczenie i pozbawienie się tych rzeczy jest jakby nocą dla wszystkich zmysłów człowieka. Po wtóre zowie się nocą ze względu na drogę, czyli na środki, jakimi musi posługiwać się dusza, by dojść do zjednoczenia. Środkiem jest tu wiara, będąca taką ciemnością dla umysłu jak noc. Po trzecie, nazywa się nocą ze względu na cel, do którego dusza chce dojść. Celem tym jest Bóg. W życiu doczesnym jest On dla duszy również nocą ciemną. Te trzy noce muszą przejść przez duszę, albo, by lepiej się wyrazić, dusza musi przejść przez nie, aby dojść do zjednoczenia z Bogiem" (DGK I, 2,1).
Zwykliśmy sądzić, że noc ciemna to tylko kwestia wielkich mistyków, tymczasem jej przyczyny mają i muszą mieć miejsce w życiu każdego wierzącego. W tym punkcie chciałbym bardzo mocno podkreślić rodzaj współpracy wierzącego z łaską powołania do świętości. Mówiąc „współpraca", normalnie myślimy o obowiązkach stanu, ascezie i umartwieniu. Nie jest to błędne myślenie, ale dość podatne na wielorakie błędne interpretacje.
W Drodze na Górę Karmel objaśnia, co to jest zjednoczenie z Bogiem, i ukierunkowuje wysiłki osoby pragnącej osiągnąć to zjednoczenie. Można powiedzieć, że cała księga ma charakter pedagogiczny, wychowawczy. W perspektywie Drogi centralne miejsce zajmuje wiara, nadzieja i miłość, które prowadzą do Boga drogą najkrótszą i jedynie bezpieczną. Doktor Mistyczny wychowuje do życia teologalnego. Wierzący poprzez cnoty teologalne powinien wszystkie swoje siły kierować ku Bogu, starać się być posłuszny Bogu, naśladując Chrystusa i pragnąć całkowitego zjednoczenia swojej woli z Bożą wolą. O resztę nie powinien się martwić.

Do takich wniosków Doktor Mistyczny doszedł po przejściu przez dramatyczną noc bierną zmysłów i ducha, którą opisał w Nocy ciemnej. Jednak również noc musi być odczytywana w kategoriach procesu oblubieńczego zjednoczenia z Chrystusem.
Wyraz „oblubieniec" w odniesieniu do Chrystusa występuje 8 razy w Drodze i 8 razy w Nocy ciemnej. Co ciekawe, w Nocy na początku i na końcu. Nie występuje natomiast w rozdziałach centralnych, gdzie Święty omawia proces oczyszczeń biernych. Na początku procesu oczyszczenia mówi, że dusza „tego wyjścia mogła dokonać dzięki mocy i gorącości miłości otrzymanej od Oblubieńca". Oblubieniec udziela jej obficie swojej miłości i uzbraja w moc, by mogła mężnie przejść przez próby nocy i dojść do mistycznych zaślubin. A przy końcu Nocy mówi:
„Dusza więc, przejęta (dosł. dotknięta) miłością swego Oblubieńca Jezusa Chrystusa, dla pozyskania Jego łaski i miłości, wychodzi przebrana w taką szatę, która najżywiej odzwierciedla skłonności uczuciowe jej ducha, a przez którą równocześnie najlepiej się zabezpiecza od swych przeciwników i nieprzyjaciół, jakimi są szatan, świat i ciało. Liberia więc, którą przywdziewa, ma trzy zasadnicze kolory: biały, zielony i czerwony. Barwami tymi oznaczone są trzy cnoty teologalne: wiara, nadzieja i miłość. Przez te cnoty dusza nie tylko pozyskuje łaskę i względy swego Umiłowanego. Lecz zabezpiecza się najlepiej przed swymi trzema nieprzyjaciółmi" (NC II, 21,3).
Zmiana szat obrazująca dokonaną przemianę wewnętrzną, oczyszczenie miłości, nastąpiła pod wpływem dotknięcia miłości Chrystusa. Tutaj jest dodatkowa cenna wskazówka: oblubienica podczas nocy ubierała się dla swego Oblubieńca, odrzucając od siebie wszelkie cudze bożki, oczyszczając się, zmieniając szaty. Zmiana ta dokonywała się w ukryciu, była przygotowaniem do zaślubin z Chrystusem, którego człowiek jeszcze nie widział. To taki obraz strojenia się, ubierania gdzieś w ukryciu, a nie na oczach oblubieńca. Inaczej nie można by go było zaskoczyć!
Na końcu Nocy mamy praktycznie do czynienia z początkiem mistycznych zaślubin:
„Udziela się jej tutaj Bóstwo, do którego dążyła przez oczyszczenie, uciszenie i umacnianie się, aby je tym lepiej móc przyjąć. Wchodzi tu dusza w zjednoczenie, będące bożymi zaślubinami pomiędzy nią a Synem Bożym" (NOC II, 24,3).

5. Pedagogia wychowawcza
Dla św. Jana od Krzyża nie ma wątpliwości, że istotę chrześcijańskiego powołania należy sprowadzić do osobowej więzi z Bogiem przez wiarę, nadzieję i miłość. Jak doszedł do takiego zrozumienia sprawy? Doszedł do tego na podstawie przemieniającego doświadczenia działania Bożego we własnym życiu i w życiu innych, dla których sam był kierownikiem duchowym. Przełomowy okres życia duchowego, gdzie ujawnia się to, co naprawdę się liczy na każdym etapie drogi, to noce oczyszczające, tj. bierne noce zmysłów i ducha. Wówczas wierzący nie może liczyć na pomoc jakichkolwiek ziemskich pośredników, nic nie jest w stanie mu pomóc. Znajduje się jakby zawieszony w powietrzu, jakby żywcem pogrzebany. Pozostaje tylko jedna możliwość: zdać się całkowicie na Pana, oczekując aż człowieka podniesie z tego grobu. Mamy do dyspozycji tylko jeden proporcjonalny środek: wiarę; a jak wiarę, to również nadzieję i miłość, bo cnoty teologalne są ściśle ze sobą powiązane i przeznaczone do osiągnięcia przez człowieka zjednoczenia z Bogiem.
W przypadku św. Teresy od Dzieciątka Jezus mamy bardzo podobną sytuację, gdy jest zdeterminowana zrealizować swoje powołanie do świętości, jakie odczuwa w sobie od wczesnego dzieciństwa. Rozpaczliwie zmaga się z tym ideałem i przez wiele lat nie jest w stanie przezwyciężyć trudności. Szuka bowiem nie tam, gdzie trzeba, tzn. wśród praktyk ascetycznych, które stosowali inni święci. Stwierdziła jednak, że nie jest zdolna do podejmowania tak wielkiego trudu. Trzeba tu wyjaśnić, że nawet w przypadku największych świętych nie istnieje możliwość dojścia do świętości drogą praktyk ascetycznych. Teresa przypuszczalnie zrozumiała to w odpowiednim czasie, ale pewności co do tego nie mamy. Gdyby była możliwość dojścia do zjednoczenia z Bogiem przy pomocy ludzkich metod i technik, Chrystus nie byłby potrzebny do świętości. Tymczasem On jest jedynym Pośrednikiem pomiędzy Ojcem a nami. Teresa odkrywa małą drogę świętości, która polega na całkowitym zaufaniu Bogu, tak jak małe dzieci ufają rodzicom. Odkrywa to, czego uczył 300 lat wcześniej św. Jan od Krzyża.
Na czym ta pedagogia wychowawcza polega? Polega na oparciu całej swojej nadziei w Bogu i skupieniu wszystkich wysiłków na Bogu przez cnoty teologalne: wiarę, nadzieję i miłość. Aspekt czynny procesu uświęcenia przedstawiony w pewnym zarysie w Drodze na Górę Karmel sprowadza się do praktyki wiary, nadziei i miłości.
Wiara, nadzieja i miłość mają podwójną funkcję do spełnienia: realizują zjednoczenie z Bogiem i jednocześnie, w tym samym ruchu, oczyszczają dążności człowieka z wszelkiej niezależności i samowystarczalności. Te dwie czynności dokonują się jednocześnie w ścisłym uzależnieniu od siebie. Nie znajdziemy u Jana od Krzyża zachęty do praktyki cnót moralnych jako środka do zjednoczenia z Bogiem. Cnoty moralne są bowiem owocem zjednoczenia. Będziemy mieć natomiast ascezę wiary, ascezę nadziei i ascezę miłości. Z tej racji metodę świętości św. Jana od Krzyża można nazwać teologalną, bo całkowicie opartą na cnotach teologalnych jedynie jednoczących człowieka z Bogiem. Skuteczność metody św. Jana od Krzyża polega nie na radykalnej ascezie, ale na ofiarowaniu naszej miłości, początkowo egoistycznej, ogromnych możliwości i ofiarowaniu jej odpowiednich środków do jej osiągnięcia. Bo jak sam zauważa, nikt nie porzuca miłości, którą posiada, jeżeli nie zostanie mu ofiarowana większa jeszcze miłość (por. DGK 1,14).
Tytułem zakończenia
Bóg powołuje do komunii ze sobą wszystkich ludzi i ofiaruje wszystkie potrzebne środki do jej realizacji, ale człowiek ze swej strony musi również się zaangażować, głównie przez stwarzanie w sobie sprzyjających warunków do rozwoju miłości. Współpraca w budowaniu komunii z Bogiem stanowi podstawowe prawo duchowego rozwoju. Za św. Janem od Krzyża możemy wymienić przynajmniej trzy warunki i formy współpracy z łaską:
a) bezwarunkowe oddanie się Bogu;
b) oderwanie serca od stworzeń. Przez cały proces uświęcenia potrzebna jest asceza miłości. Poprzedza ją, jak już wspomnieliśmy, doświadczenie miłości Bożej i bezwarunkowy wybór Boga. Miłość mniejszą można przezwyciężyć tylko miłością większą;

c) zgoda na to, by Bóg działał w naszym życiu. Należy otworzyć się na łaskę, powierzyć się Bożemu działaniu. Sami nie jesteśmy w stanie wypełnić czekającego nas zadania, dlatego trzeba zdać się na Boga. On wybiera drogi i sposoby nie zawsze przez nas zrozumiałe. Podsumowując, można powiedzieć, że chrześcijanin powinien być zawsze zainteresowany przede wszystkim komunią z Bogiem, w której może wzrastać dzięki wierze, nadziei i miłości. Cały trud ascetyczny polega w istocie rzeczy na wychowaniu teologalnym.